reklama na szczycie wpisu

Już w trakcie oglądania zachodziłem w głowę, jak można było spartolić taki film.

 

Mówić o „Batman vs Superman”, że to słaby film to jakby nic nie powiedzieć. Wszystkiego jest tu za dużo. Superbohaterów, chaosu, bezsensu, nudy, absurdu i zła, jako sztuki opowiadania historii choć Piotrek uważa, że to nie taki zły film, przeczytajcie sami(recenzja autorstwa Piotra Pocztarka).

Nie wiem jak to się stało, że po w sumie ciekawym, fajnie oglądającym się „Człowieku ze stali” można było stworzyć aż takie filmowe nieporozumienie. Ok, nie wymagałem cudów, bóg wie, jak przemyślnej intrygi. Nie. Bo to komiks, kino rozrywkowe.

Chciałem jedynie fajnej, prostej historii, w której powszechnie znani bohaterowie rozpierdolą wroga w pięknym stylu. Bez żadnego przynudzania, z fajnymi dialogami, przymrużeniem oka z jednej strony, ale i powagi z drugiej.

Na nieszczęście filmowe komiksy za wszelką cenę chcą udowodnić, że są czymś więcej niż rozrywką dla oka.

Nowy Kapitan Ameryka, ostatni Avengers, X- Meni, czy teraz Batman/Superman zaczynają wkręcać nas w historie dramatyczne, egzystencjalne na poziomie szwedzkiego kina niepokoju.

No nie, nie da się tego oglądać. „Batman vs Superman” nie ma niczego, na czym można się skupić. Nawet obsesje jednego na punkcie drugiego są sztuczne, powierzchowne i w gruncie rzeczy gówno nas obchodzą. Lex Luthor jest klaunem, którego chcemy wrzucić do beczki z kwasem, bo gra tak tandetnie, jak tylko można. Główny przeciwnik naszych bohaterów jest tak kompletnie beznadziejny, tak bez niczego, co spowodowałoby jakiekolwiek poczucie zagrożenia, tak do niczego niepodobny, że aż niemożliwe.

Dawno nie oglądałem megaprodukcji z megabohaterami, która tak bardzo wkurwiałaby moją sympatię dla tytułowych bohaterów. W tym filmie serdecznie życzyłem im porcji wpierdolu. Po prostu.

Wiem, nie jest to recenzja, lecz raczej impresja na temat filmu. Wybacz mi, ale nie da się obronić tego filmu. Jest on zły na każdym poziomie i nie rozumiem co się stało, że producenci dopuścili do realizacji czegoś, co nie broni się już na poziomie scenariusza.

Aktorstwa tu nie ma żadnego, mimo obecności niezłych aktorów, którzy nie mieli tu czego grać. W tej nawałnicy filmowego łajna, obrażającego każdego w miarę ogarniętego kinomana, nie broni się nic.

W pewnym momencie widzimy zajawkę postaci superbohaterów, którzy mają pojawić w dalszych filmach.

Rozumiecie, producent chce mieć maszynkę do pieniędzy, której pozazdrościli Disneyowi/Marvelowi. Dlatego widzimy upchane kolanem, tak chamsko wtłoczone na siłę migawki z Flashem, Aquamanem, jakimś kolesiem zmieniającym się w cyborga, czy kompletnie niepotrzebnym wątkiem WonderWoman. No masakra.

Ostrzegam was przed tym filmem. To dwie i pół godziny filmowego chaosu, nudy, żenady i filmowego łajna.

Przemo Saracen.

Skomentuj

1 KOMENTARZ

Dodaj komentarz