Zapewne pamiętacie z dzieciństwa, jak najczęściej rozpoczynały się bajki opowiadane nam przez dorosłych?

„Za siedmioma morzami, za siedmioma górami, za siedmioma rzekami… ”, a może sami, dzisiaj właśnie tak rozpoczynacie wasze opowieści, które snujecie swoim dzieciom czy wnukom? Kiedy pierwszy raz zawitałem do Bergen, natychmiast przypomniał mi się ten cudowny prolog wszystkich bajek.

Spacerowałem po słynnej „Bryggen” Bergeńskiej starówce, (wpisanej na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO ), i byłem prawie pewny, że to miejsce „za siedmioma górami, za siedmioma morzami..” to właśnie Bergen. Zaiste, miasto to, otoczone jest siedmioma górami z jednej strony, i morzem z drugiej.

Dodatkowo Bergeńskie Bryggen, jest tak bajkowo piękne, że nie trudno będąc tam, przenieść się niemal fizycznie do klimatu bajkowej rzeczywistości, z czasów gdy jedynym naszym obowiązkiem było „bycie grzecznym”.

Kiedy Król Olav III, w 1070 (a może 1069) roku, zakładał miasto Bjørgvin, raczej nie zdawał sobie sprawy z tego, że oto właśnie kładzie na mapie Norwegii, klejnot północy.
W swoich początkach, ze względu na położenie geograficzne Bergen było w pewnym sensie punktem spajającym północne części Norwegii z jej południowymi dzielnicami.
Rybacy i handlowcy z Lofotów, przybywali do portu Bergen, by tam, na słynnym targu rybnym, działającym nieprzerwanie od 1270 roku aż po dzień dzisiejszy (tak tak, ten targ cały czas funkcjonuje), sprzedawać swoje towary.
Przez pierwsze dwieście lat z okładem Bergen pełniło funkcję stolicy Norwegii, by w latach 1349/50, między innymi z powodu „czarnej zarazy”, utracić swój status, na rzecz Christianii (Olso). Mniej więcej w połowie lat 1200, drewniane budynki pałacu królewskiego przebudowano, używając kamienia jako budulca. Wtedy też powstały kamienne mury obronne, otaczające rezydencję królewską.
W XIII wieku Bergen jest już portem morskim o znaczeniu międzynarodowym. Staje się też, jedną z wielu faktorii handlowych słynnej niemieckiej Hanzy.
Do dzisiaj na jednym z budynków Bryggen, można zobaczyć herby miast ligi Hanzeatyckiej, jak Lubek (stolica Hanzy) czy Hamburg. Swoją drogą, może właśnie dlatego tak dobrze czuje się w Bergen, bo przecież mój rodzinny Gdańsk, to też miasto Hanzeatyckie.
Od roku 1500 w Bergen masowo osiedlają się przybysze z Danii, Niemiec, Szkocji i Holandii i wielu innych stron świata. To zapoczątkowuje niebywale dynamiczny, i trwający przez kilka stuleci, gospodarczy rozkwit Bergen.
Nowi przybysze otwierają nowe rynki i nowe szlaki handlowe. Od Archangielska na północnym wschodzie, po Sycylię na południu.
Największy bum gospodarczy miasto notuje w roku 1670, wraz z przybyciem nowej fali imigracji z Bremy i Dolnej Saksonii. Potem kolejny wzlot w roku 1777 na fali nowej imigracji z Niemiec i Danii. I w końcu ostatni gospodarczy wzlot w roku 1850, tym razem na fali emigracji z zachodnich prowincji Norwegii. Wtedy Bergen wchodzi w erę przemysłową obejmując pozycję lidera, w wykorzystaniu napędu parowego w statkach żeglugi Norweskiej.
 
Bergen odniosło sukces nie tylko na płaszczyźnie gospodarczej. Stało się też niezaprzeczalną stolicą kulturową Norwegii.

Wspomnę tylko dwie cudowne postaci, które zapisały się złotymi zgłoskami, w historii miasta.
Pierwszy to Ole Bull, światowej sławy skrzypek i kompozytor żyjący w Bergen w latach 1810 – 1880. Zyskał sobie opinię wirtuoza skrzypiec dorównującego swoją maestrią samemu Paganiniemu.
To właśnie z jego inicjatywy w Norwegii powstał pierwszy Teatr zbudowany właśnie w Bergen.
Druga moja ulubiona postać artystycznego panteonu Bergen, to niezapomniany dyrygent, kompozytor i pianista Edward Grieg (1843 – 1907). 
W muzyce Griega najpełniej da się wyczuć czarowanie Bergeńskiej bajkowości.
Niejeden z nas przybył do krainy „za siedmioma górami”, by przeżyć swój bajkowy sen o tym, jak piękne może być życie wśród fiordów. W pewnym sensie, spełnia się to dla nas tak samo, jak dla dziesiątków pokoleń imigrantów z Danii, Niemiec, Szkocji, Holandii, Dolnej Saksonii, którzy na przestrzeni wieków, przyczyniali się do gospodarczego rozkwitu miasta, w którym zdecydowali się żyć.
Zatem szanowni rodacy z Polski, zamiast wytykać się wzajemnie palcami, obdarowywać się niewybrednymi epitetami i wyśmiewając innych za próbę kreatywnego budowania swojej rzeczywistości..
Zacznijmy czerpać z piękna jakie nas otacza i postarajmy się przebudzić naszą naturę przy melodii „Poranka” podarowanej nam przez Norwega, Edwarda Griega z Bergen.
Zamiast karmić się wyborczą trucizną, zadbajmy sami o siebie, i stwórzmy coś pięknego.
 
O takich i jeszcze innych fajnościach będę pisał po wypiciu kolejnej szklaneczki mojej ulubionej Irlandzkiej Whiskey. Zatem skål!

Skomentuj

Zostaw komentarz, dziękujemy :-)