reklama na szczycie wpisu

Kiedy co bystrzejsi zwracali uwagę, że sukces Kukiza wynika nie z jego osobowości, bezprogramu, lecz jest efektem zwyczajowej w polityce niszy zajmowanej przez ludzi, nazwijmy ich, „wpienionych” jakoś nikt nie zwracał na to uwagę, ale to w sumie nic nowego w polskim światku medialno- analitycznym.

To środowisko wiecznie bijące pianę, nie umiejące ocenić sytuacji politycznej i społecznej na podstawie danych statystycznych oraz przeszłych wydarzeń nigdy nie wyjdzie poza ramy własnych uprzedzeń, frustracji, życzeń oraz obaw.

Średnio rozgarnięci ludzie wiedzieli, w jakim kierunku pójdą ludzkie nastroje po tym, jak Polacy ruszyli masowo za granicę, zobaczyli, że są traktowani inaczej, przekonali się, jak prosto można załatwić sprawy, z którymi musieli się tygodniami użerać w kraju.

Na własnej skórze zobaczyli, jak wynagradzana jest praca, którą i tak wykonywali w Polsce. I to zaprocentowało. Nieprzypadkowo podczas wyborów, głosy emigrantów kasuje Korwin, czy partie prawicowe. To logicznie musiało przerzucać się na głosy rodaków pozostałych tutaj.

Dochodzi do tego emigracja całych rodzin. Coraz częściej głowa rodziny jedzie na tzw. rekonesans i przygotowuje grunt pod przyjazd pozostałych w Polsce bliskich. Kończy się więc przesyłanie pieniędzy, a zaczyna wspólne, nowe życie w nowym kraju, który oferuje swoim nowym przybyszom nowe możliwości. I co najważniejsze, godne życie.

Proste, lecz bezpieczne niezależne od tego, czy pracuje się na śmieciówce, czy normalnej umowie o pracę.

Tegoroczny sukces Kukiza jest więc efektem tego niezadowolenia, elementem sztafety, której ogniwem kiedyś był SLD, Samoobrona, Ruch Palikota, a nawet PO, czy PiS, które na swojej antysystemowości zbudowały siłę. Po czasie okazało się, że najzdolnieszy jest PiS, które wpisując się w nurt systemowości, jest tego system beneficjentem pełną gębą. Paradoks, ale z takich paradoksów złożone jest życie.

Kukiz, jak to artysta, jest człowiekiem nieobliczalnym, który uwierzył w swą sprawczość, wizję, armię, idee, plan na Polskę, dla których robienie kariery na plecach szemranego towarzystwa nie jest problemem, o ile dotyczy to jego samego. Z czasem skłócił się ze wszystkimi, a kto wie, czy sam siebie nie pobił, bo jak mówię, to artysta. A takiemu wybaczamy wszystko – wariactwa, niekonsekwencję, rozrzut w poglądach, niekonwencjonalny język. Bo jest artystą. Nawet jak wskoczy taki na lekkiej bani na scenę, to może być radośnie.

Tyle, że to co wybaczamy grajkowi tępimy u polityka, czyli człowieka, który chce kierować naszym losem. Nie bez powodu jednym z podstawowych haseł mielonych przez każdą partię, jest „bezpieczeństwo”.

No w każdym razie jedno wyjaśniło się, co mnie cieszy. Kukiz sam siebie wyautował, zaczął sprzątać po sobie i to jest dobre. Jeszcze tylko poczekamy, aż uspokoi się Stonoga, PO zapadnie się pod samą sobą chyba, że wyciągnie wnioski, a PiS porządzi zachłystując się i dusząc własną wielkością.

A potem być może zacznie coś znaczyć lewica, choć i to nie jest pewne, bo zajęci kłótniami między sobą nawet nie zobaczą, że tworzy się dla niej przestrzeń.

Przemo Saracen.

Skomentuj

Jeśli spodobał Ci się materiał, zostaw komentarz, proszę :)