sobota, Wrzesień 23, 2017
Start > ROZRYWKA > muzyka

„Wardruna. Moc Odyna zaklęta w nutach”

Mówi się, że norweska grupa Wardruna zrobiła dla serialu "Wikingowie" to, co kompozytor John Williams zrobił z "Gwiezdnymi Wojnami". Oczywiście nie jestem znawcą muzyki, nie umiem zapisywać nut, a konstrukcja utworu muzycznego jest dla mnie czarną magią, jednak mogę zgodzić się z opinią.   Widać to szczególnie na przykładzie czwartego sezonu, w którym mimo epizodycznego udziału Einara Selvika, założyciela i lidera Wardruny realizatorzy zrezygnowali z twórczości tej norweskiej grupy, przez co zniknęło w tym serialu to coś, co nazywamy "między wierszami", a mieliśmy w drugiej i trzeciej serii. Czym zatem jest Wardruna? Najkrócej mówiąc, jej muzyka jest uosobieniem wszystkiego co w muzyce najlepsze,

zobacz więcej...

„Guns N Roses w Polsce. Gig, jakiego w Polsce nie było”. Relacja z koncertu.

  “Not In This LifeTime” - ścieżka dźwiękowa moich najlepszych wspomnień. Wtorek 20.06. 2017 Według różnych źródeł tuż przed godziną 21.00 na Energa Stadionie w Gdańsku było od 40 do 50 tysięcy ludzi. Pełne trybuny, tłum na płycie, imponująca scena, nie sprzedają piwa (WTF?). Piętnaście minut po planowanym rozpoczęciu koncertu (pomijam wcześniejsze występy tzw. supportu - pierwszego (Doda i Virgin) z grzeczności, drugiego (Killing Joke)- bo mimo niewątpliwych wartości artystycznych nie pasował nijak do głównego wydarzenia) dziki ryk tłumu powitał wchodzących na scenę legendarnych muzyków tworzących ikonę rocka lat 90-tych: zespół Guns N’Roses.   Kilka miesięcy wcześniej…. Na koncert ten czekałem długo, bardzo długo… I nie

zobacz więcej...

[muzyka] Wardruna: „Runaljod: Ragnarok”

Słyszysz chlupot sunącej po morzu łodzi... Powietrze pcha na ciebie odgłosy toczącej się gdzieś bitwy... Wszystko cichnie... Aż wzywa cię bojowy odłos dęcia w róg. Niemal jednocześnie rozlega się jazgot czegoś w rodzaju drewnianych grzechotek. I bębny. Ich marszowy rytm. To wszystko nakłada się na siebie. I wydający siebie okrzyk "Tyr!" wojowie... Witaj w świecie Wikingów bracie! Trafiłeś do dzikiej krainy, w której nie będziesz pewny dnia i godziny, a i tak nie będziesz chciał nas opuścić. Będziesz tu kochał i nienawidził każdy kamień, każdy lodowaty szept śmierci, a jednocześnie pokochasz ją i nie będziesz mógł się bez niej obejść. Będziesz stąpał w

zobacz więcej...

„5 mocarnych numerów, których musisz posłuchać w drodze do pracy!”

Czasem mocna kawa nie pomaga. I nie mam na myśli kawy instant z mleczkiem, czy innym rozcieńczalnym badziewiem, ale taką wiecie, męską kawę fusiastą z dwóch i pół łyżeczek. Gorzką. Taką, która ma cię kopnąć, byś wsiadł do auta, czy autobusu i dojechał do pracy. Niestety czasem to nie działa. Włączam wtedy odpowiedni zestaw muzyczny, który niezwykle skutecznie pobudza mnie nie tyle do działania, bo przecież co to za działanie, nie zasnąć nad kierownicą, tak? Metodą prób i błędów szukam ciężkiej, lecz pozytywnej muzyki. Takiej, która ma mnie nie tylko obudzić, ale i pobujać. Fajnie nakręcić i sprawić, by ten spędzony w

zobacz więcej...

[muzyka] Metallica – „Hardwired… To Self-Destruct”

Powiem tak: nie mam wobec Metalliki jakichś szczególnych wymagań dotyczących jej twórczości. Wystarczy mi, że wyniosła ciężkie granie na poziom niebotyczny. Sprawiła, że metal stał się mega popularny, a ona sama awansowała do ekstraklasy i na naklejki "Bravo Girl". Co z tego, że stało się to dopiero w 1991 roku. Ważne, że dokonali czegoś, czego nie dało się zatrzymać. Ot, uważam, że paru prostych gości swoim graniem stworzyło fundament ciężkiej muzyki. "Czarny album" oczywiście stał się punktem przełomowym, po minięciu którego zaczęło się równanie w dół jak chcą niektórzy, albo przesunięcie środka ciężkości w heavy metal, bo ileż można jechać na trashu. Według mnie

zobacz więcej...

[muzyka] Acid Drinkers „High Proof Cosmic Milk”. Ciężka muzyka na światowym poziomie!

Sukces „The Triptic” grupy Sweet Noise przypomniał mi o zespołach, które swego czasu miały szanse na zaistnienie na zachodnich rynkach. Pomijam Vadera i Behemota, bo to nisza. Jasne, wybitni, ale w ramach swojego gatunku. A ja mam na myśli takie rockowe granie, które pozwoli zaistnieć, choćby na pewien czas w mainstreamie. Rock, ten ciężki od dawna ma się tam dobrze. Ostatnie słuchania System Of A Down przypomniał mi o Illusion. Zwłaszcza, że obydwa zespoły mają identyczne riffy w swoich songach. Fantastyczny przypadek, który tym bardziej świadczy o tym, że miejsce nieistniejącego Illusion było tam, na zachodzie. Szkoda. Ale pałęta mi się po łepetynie

zobacz więcej...

[muzyka] Corruption: „Bourbon River Bank”

  Piotruś, z którym mieszkałem blisko rok w jednym pokoju miał styl. Kiedy wyjeżdżaliśmy do domów na tydzień nikt nie wiedział kiedy wróci. Telefon milczał, maila nie odbierał, bo przecież nie wiedział, że jest coś takiego, jak poczta elektroniczna. Oczywiście inaczej było, gdy siedzieliśmy w weekend w Zbąszyniu i na leciuniej torpedzie wdzieraliśmy się z impetem do rynku, a następnie do knajp, skąd nas wyrzucali, bo przecież jak to, panowie nie umieją się zachować, zespół Boys jest najlepszy, Zbąszynianki to żadne kurwy, a w ogóle to alkohol kupujemy na miejscu, a nie przynosimy z sobą. Tak, to jedyne chwile, gdy Piotruś nie

zobacz więcej...

[muzyka] Gogol Bordello „Trans-continental Hustle”

W końcu gówniarz skojarzył, że pierwszy włos na jajku to nie fanaberia, lecz coś normalnego, kolejny etap w rozwoju. Kolejne włoski tylko to potwierdzają. I albo gówniarz zaakceptuje to zwłaszcza, że inteligentnym jest, bo przecież ma w sobie potencjał i uda mu się ciekawie pożenić gówniarskość ze zbliżającą się dojrzałością, albo zostanie bobo. Kiedy wariactwo przestaje być błaznowaniem bez celu, a staje się bezpieczną podróżą w nieznane? Gdy ma podbudowę. Tak, tak, bejbis. Mogę być świrem, takim pozytywnym, ale tylko w ramach solidnej konstrukcji, która pozwala utrzymać to moje porąbanie w rozsądnych granicach. Absurd? Niekoniecznie. Przecież Jarzyna nie stworzyłby z TR tak

zobacz więcej...

[muzyka] Lebowski: „Cinematic”. Tak brzmi Sztuka.

  W świecie, w którym każdy zna Nergala, lecz nikt nie wie jaką gra muzykę, w mediach, w których wiemy, że Edyta Górniak śpiewa, ale już przestaliśmy zwracać uwagę na to jak, gubimy już nawet nie to, co ważne. Gubimy potrzebę przyswajania sztuki. Pasieni papką zlepionych przez komputer nut, wulgarnością zachowań pseudogwiazd i jedynie słusznych tyrad muzyków, którzy już dawno zapomnieli o tym, że mają dawać nam radość i sprawiać, że czujemy się lepsi, odzwyczajamy się od… Od czego właśnie? Od kultury? Sztuki? Nie. Zabijamy w sobie wrażliwość. Nie chce nam się szukać czegoś, co sprawi, że poczujemy się lepsi. Czegoś, co nas

zobacz więcej...

„Gogol Bordello: Tam i z powrotem”

Gypsy punk, mówisz? Ale co? Jak? Dlaczego? Po co? Że co, że chwytliwe? Co ty, metala chcesz namówić na taką sieczkę marcheweczkę? Eeeee… złapać to się nie dam. Nie licz na mnie. To wolę Molotov.   I tu następuje pauza. Jak długa? Powiedzmy…kilkumiesięczna. Co nie znaczy, że każę ci wracać po 90 dniach na przykład. Zmiana jest potrzebna. Miks jest potrzebny. Łączenie gatunków, smaków, stylów takoż. Nie mów mi, że to nie wypali, skoro nawet w kuchni się sprawdza. Jasne, czasem efektem jest zgaga, ale przyznasz, że dzieje się tak dopiero po nieopanowanym przyprawianiu, bez uprzedniej znajomości ziół, specyjałów i delicyj. Ale co tam. Czasem

zobacz więcej...