Zachciało nam się mieć ogródek. No tak, ale by mieć ogródek to trzeba mieć najpierw domek. Cóż, musimy coś zrobić, by mieć ogródek z domkiem. A ponieważ nie jest to proste, gdy mieszka się w bloku, należy kombinować.


A zatem działka. Tak! Chcemy działkę. Nasi rodzice mieli je „od zawsze”. I od zawsze lubiliśmy na niej grzebać.

Chwast był piękną rośliną, a niedojrzały agrest przepysznym smakołykiem. No nieważne, początki są zawsze jakieś.

W każdym razie zachwyceni uprawą jesteśmy od zawsze. Pieleniem, kopaniem, przesadzaniem, przycinaniem, tworzeniem przestrzeni, w której będziemy czuli się dobrze.

Postanawiamy zatem zdobyć działkę. Zwłaszcza, że niecałe dwieście metrów od nas znajdują się ogródki działkowe.

Rzucamy więc na wabia zapotrzebowanie. W przestrzeń. Wiecie, jak to się robi: rozmawiacie z sąsiadem, który zawsze was zapewnia, że to o czym mówicie zostaje tylko i wyłącznie między wami.

Zadziałało. Niecały tydzień później oglądamy pierwszą działkę. Cena tylko 3000 zł za 3 ary. Okeeeejjjj… Wiemy, że za chiny ludowe nie damy takich pieniędzy za poletko, no ale z grzeczności idziemy oglądać. Hmmm… No plantacja perzu. No działka jak na patelni, nie ma jak się schronić do cienia. No sąsiadka miła i urocza aż do wyrzygu. Wiecie jak to działa – babina jest słodka jak tureckie bakalie do momentu, gdy powiecie coś nie tak. Wtedy jest już rzeźnia. Urocza, ale rzeźnia.

Dobrze, a jak sąsiedztwo z drugiej strony? Ufff… Trzymany piękny west wręcz błagający o zabawę. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie to, że pies trzymany jest tam całą dobę. No nie.

Podziękowaliśmy. Czekamy na następną okazję, która nastąpiła następnego dnia. Też trzy ary, ale za 1900. No zobaczymy, może uda się zbić cenę. Idziemy. Właścicielką jest starsza pani.

Wiecie, jest coś takiego, że z człowieka wychodzi charakter, choćby ten człowiek starał się ukryć swoje emocje, przeżycia. No chce się założyć przed światem zbroję broniącą taką wewnętrzną dobroć, pogubienie i troski. I tak było w tym przypadku. Mimo, iż starowinka starała się zrobić wrażenie hardej, zakonserwowanej baby widać było, że mamy do czynienia z kobieta dobrą po prostu. Tak, dobrą.

A działeczka nie była jakaś okropna. Parę drzew, altanka, szopa (oczywiście do wyburzenia, bo stara), trochę nasadzeń. Woda. Nie jest źle. Jasne, trzeba przy niej trochę popracować, ale to stanowiło dla nas wyzwanie.

Bierzemy. Oczywiście symbolicznie targowaliśmy się, bo tak trzeba, bo arabski targ, bo tak dalej i tam tego. Okazuje sie, że starowinka postanowiła nam opuścić cenę. No proszę, myśleliśmy, że to my ją rozszyfrowaliśmy, a to działa w obie strony 🙂

Ponieważ był już listopad, musieliśmy się spieszyć by zrobić cokolwiek. Ale o tym kolejnym razem. Na przykład za tydzień 🙂

A póki co zapraszam was, o TUTAJ.

Przemek Saracen

Skomentuj

Zostaw komentarz, dziękujemy :-)