Kiedy podczas wizyty w Nowym Jorku papież Albert IV wsiadł do taksówki, by odpocząć od zgiełku świata i natłoku wydarzeń, nie zdawał sobie sprawy, że zamykając drzwi pojazdu zmienia nieodwracalnie nie tylko swoje życie, ale życie wiozącego go taksówkarza Samuela Leibowitza.

„Dzień, w którym porwano papieża” autorstwa Joao Bethencourta i wyreżyserowany przez Avishaia Milsteina jest brawurowym przedstawieniem zrealizowanym przez Regionalne Centrum Kultury Słowiańskiej w Sobótce, Teatr Komedia z Wrocławia oraz Kujawsko – Pomorski Impresaryjny Teatr Muzyczny z Torunia.

Leibowitzowie to rodzina jakich wiele. Głowa rodziny, Sam jest mężczyzną w sile wieku, ojcem nastolatków oraz mężem. Wszyscy mają swoje problemy, radości, zalety i wady – i próbują sobie z tym wszystkim dać radę. Jak w życiu. I jak w życiu: nie są z gruntu źli, to po prostu otaczająca ich rzeczywistość sprawia, że podejmują takie decyzje, a nie inne.

Tyle, że kiedyś w życiu Leibowitzów zdarzył się dramat. To śmierć najstarszego syna, który zginął podczas wojny. I to zdarzenie nie pozwala normalnie funkcjonować Samuelowi uporczywie rozmyślającemu, co z tym zrobić – jak przekuć rodzinną traumę w coś, co zmieni świat.

I dopiero wsiadający do jego taksówki papież nieświadomie podsuwa mu rozwiązanie. Porwać klechę! Och, gdyby sam papież wiedział, co jego obecność spowoduje, zapewne pojechałby tramwajem!

Co dalej? A zobaczymy. Póki co Albert IV ląduje w domu bohatera, a dokładnie w spiżarni, bo po co niepokoić rodzinę.

Jednak im dalej w las, tym więcej drzew. Co zrobić z porwanym? Jak z nim postępować? Czym go nakarmić, bo papież nie je byle czego? Przecież wszyscy będą go szukać, a policja i wojsko na pewno wpadną na właściwy trop. Jak to się skończy? Czy wszyscy przeżyją?

A w ogóle czym kierował się Samuel porywając tak wielkiego przywódcę państwowego i religijnego? Przecież ten biedny porywacz w swoich intencjach kierował się tym, czego tak bardzo pragnie jego ofiara – chociaż jeden dzień pokoju na świecie!

Z czasem okazuje się, że gdy odrzemy wszystkie warstwy społeczne, polityczne, kulturowe, nie różnimy się od siebie. Mamy te same pragnienia, problemy, lubimy ten sam alkohol, czy lubimy podobnie spędzać wolny czas. A nawet lubimy sobie wysadzić co nieco w powietrze 😉 Niezależnie od tego, czy mówimy o papieżu, czy prostej gospodyni domowej.

Za to kiedy wychodzimy z domu, wpadamy w tryby machiny. Zawodowej, politycznej, medialnej. Stajemy się zakładnikami wizerunku, oczekiwań ludzkich, mechanizmów władzy. A ludzie, którzy prywatnie są dobrzy, zakładają maski związane właśnie z wizerunkiem.

Powyższe problemy sugerują gęsty dramat wykorzystujący różnice kulturowe, religijne i społeczne. Nic z tych rzeczy proszę państwa.

Bethencourt nie poszedł na łatwiznę, nie stworzył moralizatorskiej sztuki pełnej wzniosłych uniesień i patosu. O nie.

Stworzył sztukę pełną ciepłego, czasem absurdalnego humoru sytuacyjnego, gdzie relacje międzyludzkie są najważniejszym elementem przedstawienia.

Jak to wyszło? Fantastycznie!

Otrzymaliśmy niezwykły portret zwyczajnych bohaterów, którzy owszem – mają swoje za pazurami, ale kochają się i koniec końców z chęcią zjedlibyśmy z nimi obiad, napili wódki, pośmiali się i pośpiewali.

Przecież nawet ten szalony raptusiewicz Samuel koniec końców chce dobra dla swojej rodziny i świata, a porwany papież okazuje się facetem, który czasem jest zmęczony swoją pozycją i chciałby odpocząć w zwyczajnym, bezinteresownym środowisku, w którym rzeczy nazywane są po imieniu, a proste i dobre życie jest wartością samą w sobie.

Z radością patrzy się na naturalną, niewymuszoną grę aktorów grających tak, że różnica między aktorstwem a życiem przestaje być zauważalna.

Nienachalnie podane przesłanie i umiejętnie wyważenie akcentów sprawia, że sztuka staje się bliska widzowi, a zatem wyjątkowa.

„Dzień, w którym porwano papieża” jest zabawną, ciepłą i mądrą historią, w której różnice religijne, polityczne i zawodowe odchodzą w niepamięć, bo tak naprawdę wszyscy dążymy do tego samego – do dobrego życia w dobrym świecie.

Dążmy do tego.

Przemek Saracen

 

„Dzień, w którym porwano papieża”

Realizatorzy:
przekład – Lucas Adamczyk
reżyseria – Avishai Milstein (Izrael)
scenografia – Wojciech Stefaniak
współpraca scenograficzna – Tomasz Okoński
kostiumy – Maria Duffek-Bartoszewska
video – Tomasz Wolff
realizacja dźwięku i nagrania – Paweł Dobosz
realizacja świateł – Alicja Pietrucka
asystent reżysera – Katarzyna Baraniecka

OBSADA: Katarzyna Baraniecka, Justyna Kacprzycka, Irmina Praszyńska, Anna Maria Wicka, Radosław Kasiukiewicz, Włodzimierz Matuszak, Niko Niakas, Paweł Okoński, Radosław Smużny, Bartłomiej Sudak

Skomentuj używając swojego konta na Disqus, Facebooku, G+ lub korzystając z tradycyjnego systemu komentarzy

Zostaw komentarz, dziękujemy :-)