reklama na szczycie wpisu

Stało się. Lubiński rynek wygrał w organizowanym przez “Gazetę Wrocławską” plebiscycie na najpiękniejszy rynek na Dolnym Śląsku. Stało się tak dzięki przeszło szesnastu tysiącom głosów oddanych przez Was.

Fakt, to my – Lubiniak – podpaliliśmy lont i dla każdego, kto nas czyta nie jest to nowiną. Tak samo jak nie jest nowiną, że przy każdej okazji podkreślaliśmy pozytywną rolę Naszego Lubina, eLubina, czy Nowego Lubina przy promocji akcji. Należy sobie jednak powiedzieć, że nie byłoby tego wyniku bez Was. Bez Ciebie. Poświęciłeś/łaś swój czas na głosowanie, zachęcanie innych i promowanie tego plebiscytu gdzie się da.

Całkiem poważnie mówię, że możesz stanąć przed lustrem  i rzec na głos: “to dzięki mnie”. Tak. Dzięki Tobie.

Wymyśliliśmy sobie w Lubiniaku, że jeśli będziemy pisać o polityce, podejdziemy do tego z humorem. Traktowanie polityków ze zmarszczonym czołem, wygłaszanie przemówień, stanie przed komputerem na baczność jest nudne. Posągowy protest może i jest dobry, ale w muzeum. Choć tak prawdę powiedziawszy i to nie jest pewne do końca w świecie, w którym muzea stają się kolorowymi centrami rozrywkowymi.

Właśnie to podejście do polityki jako do radosnego happeningu, przy okazji którego można załatwić parę ważnych społecznie rzeczy bez pomocy polityków, legło u podstaw założenia przez nas fejsbukowej grupy “To Lubin ma największą dziurę”. Kto czytał przesłanie grupy ten wie, z jak wielkim przymrużeniem oka traktowaliśmy całą akcję.

Na wszelki wypadek przypomnijmy fragment przesłania:

Kiedy dawno, dawno temu prezydent Lubina, Jaśnie Nam Umiłowany don Roberto de Raczyński ogłosił publicznie: “Czas skończyć z tą wioską!” strach padł blady na mieszkańców siół okolicznych. Tubylcy z Osieka, Chrostnika, Obory i wsi wszelakich jęli pisać testamenty, a mężowie zbroić się zaczęli. Nie dziwota, skoro sam El Presidente sezon na odstrzał ogłosić raczył.

Niepotrzebnie strach zagościł w sercach kmieci naszych, albowiem don Roberto jako miał w zwyczaju co innego  na umie, a co innego wyraził mową swą szkorbut umysłową zdradzającą. Aliści okazało się wkrótce, iż El Presidente lubiński Rynek zmienić chce w miejsce stalą i szkłem kwitnące.

Jak zapowiedział tak uczynił. Pachoły jego czem prędzej dziurę w Rynku kopać zaczęły dopingowane słowami prezydentowego giermka Tymianka, jakoby każdej pełni, w miejscu tem czatował był skrzat siedzący na złota garncu.

I tak to dziura w Rynku stała się jego nieodłącznym elementem. Wrosła w jego charakter stając się perłą architektury przyciągając ludzi załamujących ręce i gnących karki swe przy każdej wizycie w Rynku.

I z tego właśnie powodu ogłoszono plebiscyt na najpiękniejszy rynek na Dolnym Śląsku.”

Pełny tekst artykułu rozpoczynającego całą zawieruchę wokół rynku znajdziecie TUTAJ.

Myślimy, że to właśnie podejście- bez żadnego ciśnienia, demonstracji, że musimy cokolwiek komuś udowodnić- legło u podstaw sukcesu grupy o największej dynamice wzrostu w historii tego plebiscytu.

Sukces “dziury w rynku” sprawił, że połączył nas cel i nieważne co mówią niezadowoleni klnący od wczoraj na czym świat stoi (notabene – przecież nikt nie zakazywał im tworzyć grup, wydarzeń, czy innych akcji promocyjnych i społecznych w mediach społecznościowych). Za pomocą prostych, ogólnodostępnych narzędzi i materiałów pokazaliśmy, że znaleźliśmy SKUTECZNY mechanizm, by okazać władzom niezadowolenie z powodu zamienienia naszego rynku w… no właśnie, w co?

Trzeba wszakże pamiętać, że ów mechanizm powinien być wykorzystywany w budowaniu. Lubiniak pokazał, że umie stworzyć ten mechanizm i uderzyć w takie struny, by instrument zagrał. By akcja zaczęła żyć własnym życiem. Bo nie sztuką jest stworzyć grupę na FB i czekać na złoty deszcz.

W tym konkretnym przypadku mieliśmy do czynienia z wychwyceniem niezadowolenia społecznego, które musiało znaleźć ujście. Do tego dochodzi całkowity rozkład lubińskiej klasy politycznej, która w przypadku Rynku nie ma pojęcia jak się odnaleźć. Dochodzą rozmaite dążenia różnych grupek, które będąc poza mainstreamem chcą jakoś zaistnieć, a grupa “To Lubin ma największą dziurę” jest jakąś formą zabłyśnięcia. Dochodzi do tego kompletne zaskoczenie pseudopolityków nie umiejących odnaleźć się w rzeczywistości, w której “ludzie z ulicy” zakładają grupę gdzieśtam i jeszcze mówi się o tym w mediach. I to bez pozwolenia pseudopolityków!

Rozumiecie? Dzieje się coś ważnego bez ich zgody, nie mogą położyć na tym łapy.

I jeśli nałożycie Państwo te niby przeciwne dążenia, które jednak stykają się w jednym miejscu, to tu należy upatrywać tryskającej żółci i zgrzytania kłów.

Sukces tej akcji oraz wypracowanie dzięki niej pewnego stylu działania jest w jakimś sensie drogowskazem dla lubińskich społeczników, stowarzyszeń, organizacji, które chcą zaistnieć, a nie stać ich na kampanię promocyjną. To również sygnał dla tych, którzy chcą startować w przyszłych wyborach: można je wygrać fejsbukiem, o ile kampania przeprowadzona jest umiejętnie, a jej wprowadzenie poprzedzono obserwacjami.

Przepraszam, że pochodzę do tego w tak techniczny sposób, jednak należy wytłumaczyć parę tajemnic kuchni mediów społecznościowych; w Lubinie ogół myśli, że to spacerek, ciasteczko, bułka z masłem i sen na pierzu z żarptaka, że wystarczy krzyknąć “go! go! go!” i samo się stanie. Jak widać nie do końca.

Można się obrażać, można wylewać żale i zapluwać się własną żółcią. Jednemu nie można zaprzeczyć.

Wynik w plebiscycie “Najpiękniejszy rynek na Dolnym Śląsku” to zasługa Lubiniaków.

Pozdro, Saracen

Skomentuj

1 KOMENTARZ

Skomentuj korzystając z FB, G+, Disqus lub tradycyjnego systemu komentarzy!