reklama na szczycie wpisu

Nie wiem, jak zachowałbym, gdyby na moich oczach umierało własne dziecko. Wiem, jak zachowywałem się, gdy ciężko zachorowała bliska mi osoba. Dostawałem świra, psychozy, głupawki, torsji, napadów paniki- wszystko razem, tylko kolejność zmieniała się. Przy tym wiedziałem, że muszę sprawiać wrażenie, jako ten, który ma wszystko pod kontrolą, choć w tym samym czasie gdy wszyscy podziwiali mnie za spokój robiłem w pory ze strachu. Jednak gdyby coś stało się mojemu dziecku…Nie wiem…Chyba nie wytrzymałbym…

Największym strachem każdego rodzica jest cierpienie dziecka. Horror, którego nierodzić nie jest w stanie sobie wyobrazić. W każdym razie zwrot “skraj ciemności” jest w takim przypadku na miejscu.

“Skraj ciemności” to tytuł nowego filmu z Melem Gibsonem w roli głównej, nieszczęśliwie przetłumaczonego u nas jako “Furia”. Dlaczego, o tym później.

Tom Craven jest prawym policjantem prowadzącym konserwatywny tryb życia. Ma swoje zasady, etos, który nie pozwala mu zejść z obranej drogi. Bohater żyje sam. Jego córka pracuje jako czołowa stażystka w prywatnej firmie zajmującej się badaniami nuklearnymi. Pewnego dnia Emma odwiedza ojca. Chce mu coś wyjawić, niestety ginie na rękach rodziciela, który jest przekonany, że to nieudany zamach na niego… Tyle wprowadzenia.

Nie spodziewaj się jednak kolejnego sam przeciwko wszystkim. No dobrze, jest to coś w tym stylu, ale inaczej. Nie ma tu oszalałej histerii po stracie dziecka. Nie ma samotnego mściciela w stylu Charlesa Bronsona, czy Clinta Eastwooda, pędzącego z arsenałem pod pachą na iwila uzbrojonego w tomahawki, wirujące pięty i żółwie ninja. Tu mamy raczej do czynienia z przytłoczonym ojcem, który już nie ma po co żyć, ale stać go jeszcze na wysiłek poszukiwań zabójcy córki. Z czasem odkrywa, że to co zakładał prowadzi w kierunku, do którego niekoniecznie chciałby dążyć.

Nie ma tu wybuchów, efektownych bijatyk, czy latających noży i nieśmiertelnych mnichów. Jest lekko wyczuwane poczucie bezsilności- wiesz, że nie wygrasz. Po prostu nie masz szans, bo co z tego, że odetniesz hydrze jeden łeb, skoro pojawi się on w najzupełniej nieoczekiwanym miejscu. Zwyczajnie godzisz się na to, co cię czeka. I tak już straciłeś kogoś, kto był twoim powietrzem, motywacją, zbawieniem, obietnicą…A jednak pchasz się na spotkanie z nieuchronnym.

Tom idzie naprzeciw przeznaczenia, którego wcale nie chce. On tylko chce pomścić córkę. To okoliczności sprawiają, że pogrąża się w ciemności, którą jest styk polityki i biznesu. Dociera na skraj ciemności, w którym rządy przestają mieć jakikolwiek wpływ na biznes trwając w ułudzie panowania na korporacjami dążącymi do bezkarności i nieograniczonej władzy. To właśnie poczucie władzy jest podskórnym mechanizmem tego filmu.

Craven, policjant, a zatem człowiek, który zdaje sobie sprawę, że łatwiej mu ścigać morderców córki. Politycy, którzy myślą, że mają w ręku mechanizmy trzymające na smyczy biznes. Biznes niemający skrupułów, lecz pieniądze pozwalające kupić dowolnego polityka. Cyngle władający bronią i poczuciem bezkarności gwarantowanym przez mocodawców. To wszystko się splata.

Jasne, kino to forma rozrywki, jednak w ostatnich latach to chyba jeden z ostatnich głosów wołających o jakiekolwiek wartości. O ich strażnika. “Furia” czy chce, czy nie, pokazuje wprost czym kończy się nieograniczona wolność kapitału- zbydlęceniem, żerowaniem na najniższych instynktach, żadzą zysku za wszelką cenę. Wszelką.

Co z tego, że badgaje przegrali. Na chuj mi to, skoro mechanizmy pozostały. Skoro równocześnie ze złym porażkę ponosi dobry. Co, bo ofiara? A do dupy z taką ofiarą. Uczyniłeś zło? Odkup je. Ponieś konsekwencje.

Każdy chce władzy. Ja. Ty. On. Ona. Spójrz co dzieje się, gdy ją otrzymamy. Dotrzemy na skraj ciemności. Zaręczam ci.

Przemo Saracen

Skomentuj

Skomentuj korzystając z FB, G+, Disqus lub tradycyjnego systemu komentarzy!