reklama na szczycie wpisu

Katedra Nidaros mieszcząca się w Trondheim stanowi nie tylko obiekt kultu oraz spoiwo obecnej tożsamości Norwegii, ale sama w sobie jest ciekawostką turystyczną, jak i naukową.

Więcej na temat historii katedry oraz etapów jej rozbudowy znajdziecie w TYM wpisie.
Od 2010 roku trwają prace konserwacyjne nad przywróceniem do świetności tzw. Królewskiego Wejścia. Ze względu na upływ czasu część budulca (w tym przypadku kamienia) zaczęła kruszyć się i wypadać. Zakończenie prac planuje się na 2019 rok, w 150 rocznicę ostatniej dużej renowacji tego miejsca.

Prace te stanowią coś w rodzaju bramy dla naukowców, którzy przy okazji próbują rozwikłać lat sekrety tej budowli.

W tym celu konserwatorzy odnawiają to, co uda się naprawić, a w najbardziej beznadziejnych przypadkach sporządzają kopię oryginalnych elementów i wstawiają je w brakujące miejsca.

Niemal wszystkie elementy Królewskiego Wejścia zostały zrekonstruowane. Steatyty, z którego przeważnie budowane były fragmenty konstrukcji nie nadawały się już do niczego, dlatego należało je zastąpić trwalszym materiałem.

Historię katedry piszą nie tylko królewscy kronikarze oraz doniosłe momenty dziejów Norwegii. Piętno na budynku odciskują klęski takie jak pożar, który strawił to miejsce już pięć razy. Trzeba przyznać, że każda z tych katastrof w jakiś sposób przyczyniała się do rozbudowy tego miejsca. Dość powiedzieć, że ciągła odbudowa katedry, jej powiększające się kształty spowodowały wzrost zapotrzebowania na kamień, z którego Nidaros został stworzony.

Na przestrzeni kilkuset lat siedemdziesiąt norweskich kamieniołomów pracowało w pocie czoła nad dostarczaniem budulca do budowy świątyni, która jest symbolem i jakby fundamentem nowożytnej Norwegii.

Prace konserwatorskie nie ograniczają się tylko do zastępowania kamiennych elementów konstrukcji. Również witraże podlegają wymianie. Większość z nich pochodzi z drugiej połowy dziewiętnastego wieku. Ołowiane stelaże pękają, co jest efektem nie tylko starości, ale surowego klimatu, z jakiego słynie to miejsce.

Każdy, kto widział Katedrę Nidaros zachwycony będzie jej prostym, wręcz surowym kształtem oraz przebogatym frontem kościoła. Kiedy niemiecki historyk sztuki Alexander von Minutoli odwiedził Trondheim w 1835 roku był pod tak ogromnym wrażeniem tego miejsca, że nazwał je „najszlachetniejszym zabytkiem stylu gotyckiego”. Z uznaniem wyraził się również o jakości kamienia budowlanego. Był on wg Minutolego tak doskonały, że nie trzymał się na nim nawet mech lub inna roślinność. Tyle, że to nie do końca prawda.

ZABÓJCZY KAMIEŃ

Owszem, zasadniczo budulec był dobrej jakości, lecz na nieszczęście jeden z kamieniołomów dostarczył tak zły materiał, że z czasem zaczął się on dosłownie rozpadać w oczach. Chodzi o kamieniołom Grytdal znajujący się siedemdziesiąt kilometrów na południe od Trondheim. Miejsce to działało od 1869 do 1892 roku i stanowiło znaczące zaplecze we wczesnej odbudowie katedry.

Tymczasem Per Storemyr, geolog, który pracował m.in. w Warsztacie Restauracji Katedry Nidaros, a obecnie prowadzi własną firmę archeologiczną i konserwatorską w Hyllestad w zachodniej Norwegii ocenia dostawę z Grytdal jako najgorszy kamień, jaki wykorzystano w budowie katedry. Uważa również, że taki budulec nigdy nie powinien być wykorzystywany w budowie. No tak, po czasie i przy uwzględnieniu obecnej wiedzy każdy jest mądry.
Niektórzy, jak Øystein Ekroll, archelog, który przybył do Trondheim, by pracować w katedrze Nidaros w 1992 roku twierdzi, że wykorzystanie tego materiału to gotowy przepis na katastrofę budowlaną.

O co chodzi? Dlaczego? I czy nie jest to po prostu klasyczne norweskie gadanie mające podkreślić późniejszą wygraną ducha nad materią? Nie do końca.

Otóż steatyt, czyli właśnie to nieszczęście przywożone z Grytdal ma bardzo wysoką zawartość siarczków, co czyni go znacznie bardziej podatnym na warunki atmosferyczne niż wiele innych kamieni używanych w katedrze. Obecność tego rodzaju kamienia w Królewskim Wejściu jest jednym z powodów, dla których jest on odbudowywany po raz trzeci od lat 70. XIX wieku.

Jak najlepiej unaocznić nietrwałość steatytu? Hmmm… Sięgnijmy do kart historii. Jest rok 1872, kiedy to odpowiedzialny za jedną z renowacji Królewskiego Wejścia architekt Christian Christie rozpoczyna prace i postanawia wykorzystać materiał z działającego w okolicy kamieniołomu Grytdal. Niedługo potem, bo już w 1920 roku kamienie zaczęły się rozpadać. Lokalni kamieniarze próbowali ratować sytuację maskując ubytki nowym kamieniem jednak kryjący się głębiej steatyt pozostał nienaruszony.

Niestety ten kamień nie jest jedynym miejscem w katedrze. Jest on widoczny w różnych częściach fasady chóru. Jeśli będziecie zwiedzać katedrę zwróćcie uwagę na sypiącą się fakturę. To jest właśnie ten nieszczęsny kamień, który trzeba po prostu wymienić.

Tuż po rozpoczęciu renowacji Wejścia rozebrano cały ganek i przeszło dwa tysiące kamieni zostało usuniętym. Analizowano je sztuka po sztuce i w razie potrzeby odnawiano je lub zastępowano innymi. Zresztą praktycznie każdy kamień ma tu swoją „kartę”- jest opisany na potrzeby historyków i teoretyków budownictwa.

I tu przechodzimy do tego, jak pojedynczy kamień staje się nie tylko historycznym dziedzictwem swoich czasów, ale wskazówką na przyszłość.

Można powiedzieć, że kamienie z Katedry Nidaros mają swoje własnej archiwum. Znajdowało się ono w niemal przylegającym Pałacu Arcybiskupim. Zbiór ten zawierał nie tylko opisane kamienie, ale gipsowe odlewy rzeźb. Niestety w 1983 roku pożar strawił większość okazów.

Dziś badacze, oprócz rekonstrukcji Królewskiego Wejścia, czy innych elementów katedry starają odnaleźć strawione w pożarze elementy. Do tej pory udało się odnaleźć i ponownie zidentyfikować jakieś dwa i pół tysiąca kamieni. Identyfikacja polega w tym przypadku ustalenie pochodzenia budulca oraz miejsca, w którym został użyty podczas budowy lub renowacji. Niestety wszystkie gipsowe odlewy spaliły się doszczętnie, jednak w tym przypadku naukowcy z uczelni NTNU chcą za pomocą komputerów odtworzyć trójwymiarowe modele na podstawie ocalałych fragmentów oryginałów.

PROJEKT PRESIOUS

Jest rok 2013. Naukowcy z Norwegii, Niemiec i Grecji realizują projekt Presious, czyli „predykcyjną digitalizację, konserwację i ocenę degradacji obiektów dziedzictwa kulturowego”.

Trzyletni projekt o wartości 3,5 miliona euro został sfinansowany z dotacji UE i skupił się na dostarczaniu rozwiązań ICT, które pomogą ocenić i odbudować obiekty dziedzictwa kulturowego, takie jak rzeźby i inne dekoracje w katedrze Nidaros.
Theoharis Theoharis, który był koordynatorem projektu, powiedział, że zainspirował się do podjęcia tego zadania ze względu na „wielki potencjał technik obliczeń wizualnych w archeologii”.

„Jako informatycy dostrzegamy niektóre problemy, z jakimi borykają się archeolodzy, jak rekonstrukcja obiektów z fragmentów, z punktu widzenia złożoności algorytmicznej” – powiedział. „Dzięki temu możemy dokonać zmian w tej dziedzinie, pomagając archeologom rozwiązać problemy, które wcześniej nie były możliwe do rozwiązania”.

Jednym z przykładów jest pomoc archeologom w znalezieniu sposobu na ułożenie tysięcy fragmentów, które muszą zostać zrekonstruowane. Projekt PRESIOUS opracował narzędzia, które mogą wykorzystywać obrazowanie trójwymiarowe do tworzenia rekonstrukcji archeologicznych artefaktów z ocalałych fragmentów.

Na podstawie skanów niepełnych obiektów system może przewidzieć, jak będą wyglądać brakujące elementy i dzięki temu na otworzyć całą konstrukcję. Trochę przypomina to dinozaury z „Parku Jurajskiego”, gdzie brakujące elementy dna uzupełniane są bardziej tym, co nam się wydaje, niż tym, co faktycznie było. I chyba na podobnej zasadzie trzeba oceniać projekt Presious.

NIE TYLKO KRÓLEWSKIE WEJŚCIE

Choć Królewskie Wejście wydaje się obecnie najbardziej znaczącym projektem to i tak najważniejszą budowlą w Katedrze Nidaros jest tzw. Ośmiokąt znajdujący się we wschodniej części Wysokiego Chóru. Ośmiokąt powstał około 1200 roku wokół grobu sanktuarium Św. Olafa (do śmierci którego przyczyniła się naprawdopodobniej siostra Bolesława Chrobrego, Świętosława, o której przeczytacie TUTAJ).

Miejsce to jest świętym Graalem lokalnych architektów i historyków, a dlaczego, najlepiej obrazuje to opinia Olufa Kolsruda- historyka, który w 1914 roku napisał: „niemożliwe jest rozróżnienie, która część Ośmiokątu pochodzi z tego okresu; tutaj kilka stylów jest tak mieszanych i splątanych, że niemożliwe jest rozróżnienie rozwoju budynku „.

Późniejsze badania wykazały, że inspiracją Katedry Nidaros była architektura angielska.
Wraz z renowacją Królewskiego Wejścia rozpoczęto prace porządkowe Ośmiokątu. W tym celu oczyszczono z kilkuseletnich zanieczyszczeń całe to miejsce. I ponownie jak w przypadku Wejścia tak i tutaj dokonano systematycznej oceny każdego elementu. Każdy kamień opisano tak dokładnie, że charakterystyka każdej „kostki” zawierała nie tylko jego pochodzenie, ale ślady np. dłuta użytego w pracy nad Ośmiokątem.

Dziś wiemy, że Ośmiokąt składa się z około 30 tysięcy kamieni, na których znaleziono 2228 śladów pracy miejscowych kamieniarzy. Ślady te pozwoliły w jakiś sposób odzworować pracę kamieniarzy oraz ich zyskać wiedzę o ówczesnym rzemiośle.

OD NITKI DO KŁĘBKA

Te pozornie nieistotne dla naszej wiedzy informacje posłużyły jednak do rozwiązania zagadki postawionej w 1914 roku przez Kolsruda. W tym celu musimy sięgnąć w otchłań historii, a konkretnie do czasów Erika Walkendorfa, arcybiskupa Nidaros służącego w tym miejscu w latach 1510 – 1522.

Podczas prac nad pochodzenie Ośmiokątu, Oysten Ekroll zwrócił uwagę na pewne nieprawidłowości. Część wzorów znalezionych przypominała coś w rodzaju hieroglifów. Jego uwagę zwróciły również znajdujące się tam rzymskie cyfry. Okazało się, że podczas następujących po sobie przebudów kamienie ustawiono w różnej kolejności podczas, gdy pierwotnie stanowiły część spójnej opowieści wyrytej w kamieniu.

Arcybiskup Walkendorf postanowił opowiedzieć historię tego miejsca i postaci, od której wszystko się rozpoczęło.

I to jest zasadniczym powodem, dla którego Ośmiokąt jest dziś przebudowywany.

Katedra Nidaros wciąż odkrywa sekrety. Jest jak żywy organizm, który wciąż ma nam wiele do powiedzenia.

TxT/Foto: Przemek Saracen

Skomentuj

Skomentuj korzystając z FB, G+, Disqus lub tradycyjnego systemu komentarzy!