reklama na szczycie wpisu

Mieliśmy jechać tylko na Hitrę, ale dobrze, że koniec końców wylądowaliśmy na Froyi. Ale do rzeczy.

Hitra to wyspa i towarzyszące jej wysepki leżące jakieś ok. 150 km od Trondheim. Wyspa słynie z piękna ogólnego, ale to nie dziwne w przypadku Norwegii i dzikiej natury.

Dwa lata temu, gdy byłem tam zimą ujrzałem nisko lecącą nade mną parę orłów. Potężnych! Mówię wam, niesamowite przeżycie. W ogóle Hitra zimą to obraz równy temu, jaki widzicie w amerykańskich filmach rozgrywających się „zimą nigdzie”. Albo w serialu „Fargo”, a zwłaszcza w pierwszej jego serii.

Samoobsługowa stacja benzynowa, z której zwisają metrowej długości sople, buchające z nosa kłęby pary i zamarzające natychmiast wąsy. Drogi nieodśnieżone, bo nawet sensu nie ma tego robić.

[ngg_images source=”galleries” container_ids=”85″ display_type=”photocrati-nextgen_basic_imagebrowser” ajax_pagination=”1″ order_by=”sortorder” order_direction=”ASC” returns=”included” maximum_entity_count=”500″]

I szczegół – blisko 6 kilometrowy tunel pod fjordem. Wjeżdżasz w niego i jedziesz stromo w dół. Jeśli droga nie jest zmrożona masz szczęście. Bo potem musisz jechać stromo w górę. Szczęścia życzę, albo opon z kolcami, które są w Norwegii normą i chyba jedynym sposobem na bezpieczną jazdę zimą.

 

ZOBACZ FILM Z JAZDY PROWADZĄCYM NA HITRĘ  NAJGŁĘBSZYM TEGO TYPU TUNELEM NA ŚWIECIE. 

 

Zanim wjedziesz do tunelu rozejrzyj się wokół siebie, a na pewno spójrz w prawo, na fjord. Zobaczysz tam unoszące się na wodzie okręgi. Są to farmy łososi, które dopiero po półtora roku od narodzin nadają się do drogi na stół. Z tymi farmami jest jednak problem, bo co pewien czas trzeba ubić ponad sto tysięcy tego łososia. Dostają jakiegoś choróbska. Tak niestety kończy się tuczenie ryb jakimiś chemicznymi wynalazkami. Od tej pory wiem, że jeśli będę kiedyś jadł jakąś norweską rybę, na pewno NIE BĘDZIE to hodowlany łosoś.

[ngg_images source=”galleries” container_ids=”86″ display_type=”photocrati-nextgen_basic_imagebrowser” ajax_pagination=”1″ order_by=”sortorder” order_direction=”ASC” returns=”included” maximum_entity_count=”500″]

Latem Hitra jest równie piękna i pełna dorszy. To znaczy była, bo od kiedy Niemcy zaczęli przyjeżdżać tu swoimi chłodniami na kołach, populacja tej ryby drastycznie zmalała, ale to nie znaczy, że nie złowisz dorsza długości ręki. Spokojnie. Jest go po prostu mniej. Są tu również wielkie meduzy o przyjemnym, miękkim dotyku. Jeśli postarasz się, złowisz nawet kraby, ale z tym mogą być problemy.

[ngg_images source=”galleries” container_ids=”88″ display_type=”photocrati-nextgen_basic_imagebrowser” ajax_pagination=”1″ order_by=”sortorder” order_direction=”ASC” returns=”included” maximum_entity_count=”500″]

Możesz też wynająć o tubylców łódź motorową, ale to już gdzieś tak od kwietnia.

Od jakiegoś czasu dojazd na te wyspy stanowi spory wydatek, bowiem podwyższone opłaty za bramkę sprawiają, że podróż tam staje się zwyczajnie nieopłacalna. No chyba, że jedzie samochód pełen pasażerów.

[ngg_images source=”galleries” container_ids=”87″ display_type=”photocrati-nextgen_basic_imagebrowser” ajax_pagination=”1″ order_by=”sortorder” order_direction=”ASC” returns=”included” maximum_entity_count=”500″]

Są tacy, którym udaje się złowić halibuta; wielką rybę przypominającą płaszczkę, szarą w takie pomarańczowawe plamy. Walka z halibutem przypomina walkę o życie, dlatego nie dziw się, gdy wędkarz, który zdobył takie trofeum chodzi dumny jak paw i po raz setny opowiada historię walki z tym „potworem”.

Wspomniałem o Froji. To sąsiadująca z Hitrą wyspa, na którą możesz dostać się niewiele krótszym tunelem, niż na Hitrę. Pojechaliśmy tam, bo chcieliśmy złapać zachód słońca. Niestety chmury pokrzyżowały nam ten plan, ale w zamian za to trafiliśmy do niewielkiego portu rybackiego, na którym udało mi się ustrzelić zdjęcie, które widzicie w nagłówku.

[ngg_images source=”galleries” container_ids=”89″ display_type=”photocrati-nextgen_basic_imagebrowser” ajax_pagination=”1″ order_by=”sortorder” order_direction=”ASC” returns=”included” maximum_entity_count=”500″]

Hitra i Froya to ucieczka od cywilizacji. Obcowanie z dziką naturą, jeleniami pasącymi się tuż przy drodze, obserwowanie majestatycznych skał, znikających na horyzoncie łodzi, czy proste gapienie się przed siebie… Orły… To są właśnie te detale, które nadają życiu smak.

Tekst i zdjęcia: Przemek Saracen & Anna Dobrowolska


Jeśli spodobał Ci się ten wpis, zostaw proszę komentarz. Dla Ciebie do niewiele, a dla mnie sygnał, że to całe moje pisanie i fotografowanie ma jakiś sens. Z góry dziękuję 🙂 A jeśli uznasz, że warto się tym wpisem podzielić z innymi, zrób to, proszę 🙂

[ngg_images source=”galleries” container_ids=”90″ display_type=”photocrati-nextgen_basic_thumbnails” override_thumbnail_settings=”0″ thumbnail_width=”240″ thumbnail_height=”160″ thumbnail_crop=”1″ images_per_page=”20″ number_of_columns=”0″ ajax_pagination=”1″ show_all_in_lightbox=”0″ use_imagebrowser_effect=”0″ show_slideshow_link=”1″ slideshow_link_text=”[Pokaz zdjęć]” order_by=”sortorder” order_direction=”ASC” returns=”included” maximum_entity_count=”500″]

Skomentuj

2 KOMENTARZE

Dodaj komentarz