reklama na szczycie wpisu

Polityczna rzeczywistość u progu 2016 roku. Nie zaskakuje. Jest dokładnie to, czego spodziewaliśmy się i co nam obiecywano.

Problem w tym, że zagrożenie to bagatelizowano. Klasa polityczna wolała skupiać się na pohukiwaniu, telewizyjnym załamywaniu rąk i rozdawaniu klapsów.

Zamiast poważnie wziąć się do roboty udawano, że po drugiej stronie są niezdolni do wygranej wariaci, których da się spacyfikować w trymiga. No jak się okazało niekoniecznie.

Niezdolni do wygranej wariaci wgnietli w glebę oświeconych i odwijają się. Odwijają się za krzywdy rzeczywiste i urojone. Odwijają się za obelgi, szyderstwa, dotychczasowe traktowanie – rzeczywiste i urojone.

Wynik wyborów i to, co się teraz dzieje to efekt zaniechania. Efekt przedkładania interesu politycznego nad prawem, sprawiedliwością. Dotyczy to każdego ugrupowania politycznego, które wolało kręcić własne polityczne lody, niż budować społeczeństwo obywatelskie, tworzyć fundamenty nowoczesnego państwa, w którym obywatele o różnorakich, przeciwstawnych poglądach i pomysłach na życie czują się w miarę dobrze i wiedzą, że jeśli powinie im się noga, państwo wesprze ich. Bo nie zawsze jest tak, że ludziom wszystko się udaje.

Obserwuję to wszystko beznamiętnie i ze swego rodzaju wycofaniem, bo przecież to wszystko było do przewidzenia.

Wystarczyło zejść na ziemię i zamiast wygłaszać przemówienia, zdjąć garnitur i pójść w ludzi. Posłuchać. Nie będę bronił obecnej władzy, nie będę tak czynił wobec poprzedniej. Nie będę również słodził SLD, którego szef, Leszek Miller, będąc u szczytu potęgi wprowadził zamordyzm, który potem szef PiS tylko rozwinął i rozszerzył na całe państwo.

Chcę tylko zwrócić uwagę, że obok tego upajania się „obudzeniem społeczeństwa obywatelskiego pod flagą KOD” z jednej strony oraz „putiniady” z drugiej, jest jeszcze trzecia strona: ludzi z małych miast, którzy walczą zwyczajnie o przetrwanie w sytuacji, gdy pańśtwo nie ma żadnego pomysłu, by tych ludzi najzwyczajniej w świecie wesprzeć.

Przypomina mi się tu sytuacja z Norwegii, gdzie ludzie nie są zostawieni samym sobie. Wiedzą, że jeśli powinie im się noga, państwo nie zostawi ich, a system wesprze. Bo taki jest obowiązek państwa właśnie: pomagać własnym obywatelom, którzy są różni, w różnej sytuacji materialnej, życiowej. Jasne, można powiedzieć, że Norwegia jest bogata itd., ale nie mieszajmy pojęć, bo chodzi tu o rozumienie powinności państwa wobec własnych obywateli. Nie mitycznych inwestorów, doradców, lecz obywateli! Z drugiej strony mogę zawsze odbić piłeczkę mówiąc, że Norwegowie na tyle dużo zarabiają, że nie potrzebują pomocy ze strony państwa. Tyle, że wracamy do punktu, w którym dyskutujemy o zrozumieniu roli państwa wobec własnych obywateli, koniec i kropka.

Myślę sobie, że dopóki nie przyjmiemy do wiadomości, że pewne zasady, mechanizmy są NIENARUSZALNE, co jakiś czas będziemy żyli polityczną zawieruchą to z jednej, to z drugiej strony.

A wiosną znowu młodzi wylecą w świat.

Przemo Saracen.

Skomentuj

Skomentuj korzystając z FB, G+, Disqus lub tradycyjnego systemu komentarzy!