reklama na szczycie wpisu

Inaczej. Choć Wielkanoc jest najważniejszym świętem w chrześcijaństwie to osobiście bardziej cenię Boże Narodzenie.

Jest w nim coś ujmującego: te światełka świec na mroźnym wietrze, ciepło po wejściu z zimowego podwórka, kolędy, wreszcie sam fakt świętowania narodzenia Jezusa. A dla mnie osobiście dodatkowy bonus dla tych świąt to kluski z makiem, które mogę jeść wiadrami.

Wiemy jednak, że Wielkanoc jest najważniejsza i basta. Nie ma co z tym faktem dyskutować.

Jak to wygląda w Norwegii? W końcu dominujący tutaj Kościół Norweski skupia protestantów (odłam chrześcijaństwa).

Wielkanoc, czyli tutejsze „Påske” odchodzi od czysto religijnych uniesień związanych ze śmiercią i zmartwychwstaniem Jezusa. Prawdopodobnie jest to związane ze zmianami zachądzącymi w norweskim społeczeństwe oraz jego podejściem do życia jako takiego.

Oczywiście święci się tu pokarm i chodzi do kościoła, jednak coraz mniej Norwegów przywiązuje do tego wagę.

Myślę, że po prostu charakter spędzania wolnego czasu przenoszony jest na Wielkanoc i zamiast przeżywania tych świąt mamy do czynienia najzwyczajniej na świecie z kolejną okazją do spędzania wolnego czasu poza miastem.

Tu każdy dzień, każde święto (no może poza Dniem Konstytucji) jest okazją do wyjazdu poza miasto (wszechobecne i pożądane hytty, czyli coś w rodzaju naszych domków letniskowych).

Norweskie ferie wielkanocne (bo w zasadzie tak trzeba nazwać ten czas dla lokalsów) zaczynają się już w środę po południu, choć prawdę powiedziawszy wchodzą w rytm już od poniedziałku, a co bardziej zapobiegliwi zaczynają już w poprzedni piątek. A ci jeszcze bardziej zapobiegliwi biorą wolne na trzy dni poprzedzające Wielkanoc, przez co ferie wydłużają się do niemal półtora tygodnia wolnego czasu. Jak zatem widać nie tylko my lubimy świętować:)

Jak wspomniałem, norweska tradycja spędzania wolnego czasu przenosi się na styl przeżywania Wielkanocy, zatem mieszkańcy jadą w góry na wielkanocne narty, zażywają wielkanocnych kąpieli słonecznych, biorą udział w wielkanocnych wycieczkach górskich.

W plecakach mają przygotowane specjalnie na tę okoliczność wielkanocne poamarańcze (im więcej tym lepiej) oraz pomarańczowy napój gazowany Solo, wielkanocny batonik Kvikk- Lunsj (o tym tradycyjnym smakołyku przeczytasz TUTAJ), czy wielkanocny krem do opalania. Bo opalenizna jest ważna!

Ostatnimi laty Norwegowie przywiązują ogromną wagę do swego wyglądu i nie widzą powodu, by nie objąć tym idealnej opalenizny. Gdyby słońce nie było łaskawe podczas rodzinnego wypadu w góry, zawsze można nadrobić to wizytą w solariach.

Ważnym elementem spędzania Wielkanocy jest np. Wielki Czwartek, kiedy to Norwegowie masowo wyjeżdżają na pielgrzymki do Szwecji, gdzie kupują wszystko co się da, ze szczególnym uwzględnieniem artykułów tytoniowych, alkoholu oraz słodyczy (po blisko 83- procentowym wzroście podatku na te produkty jest na nie szalony popyt w Szwecji).

Jeśli dopisuje pogoda popularne jest przeżywanie Wielkanocy na pełnym morzu.

Mimo, iż powstaje wrażenie, że norweskie miasta wyludniają się na okres Wielkiej Nocy, część Norwegów spędza to święto w domach. Hmmm… choć prawdę powiedziawszy ostatnimi laty można by powiedzieć: w kafejkach.

Oczywiście powyższe zachowania obserwujemy z przymrużeniem oka i wyrozumiałością dla norweskich dziwactw. W końcu to ich kraj i jeśli uważają, że ten sposób spędzania wolnego czasu jest ok, to nic nam do tego. W końcu my też nie lubimy, gdy wmawia się, co dobre dla nas, prawda?

Tak czy siak, ważna jest dla Norwegów bliskość. Czas spędzony z rodziną. Cokolwiek byśmy o nich nie powiedzieli, ich dbałość o spędzanie czasu we wspólnym gronie jest naprawdę fajna.

Zwłaszcza, że pogoda temu sprzyja. Dni są coraz dłuższe, słońce miło grzeje, aż chce się wyjść z domu. Zieleń zaczyna nas otaczać z każdej strony. Do tego te norweskie białe domki odbijające promienie słoneczne. Chce się żyć!

Zwróćcie uwagę; ożywcza zieleń, słoneczna żółć, czysta biel. Te barwy natury przekładają się na proste czynności związane ze świętem.

Dekorowanie domów żonkilami, żółtymi tulipanami (znajdziemy je również w kompozycjach umieszczonych przed budynkami). Do tego żółte kurczaczki, serwetki, no praktycznie wszystko, co jest żółte. Na tym przykładzie widać zresztą jak bardzo Wielkanoc odbywa się zgodnie z rytmem natury. Ze zmartwychstwaniem właśnie. Odeszła niszcząca życie surowa zima. Nastaje słońce, dzięki któremu Natura odradza się do życia.

Inna sprawa, że dekorowanie domów, czy specjalnych miejsc przed nimi to również norweski pozytywny fioł. Panie domu prześcigają się w różnorakich aranżacjach upatrzonych miejsc. Może to być kawałek ściany, może to być specjalnie przygotowany kącik, a może to być przestrzeń wokół drzwi wejściowych do domu.

Nie inaczej jest podczas Wielkiej Nocy. Spotkamy wtedy przeróżne kombinacje kwiatów, piórek, kurczaczków, posążków (nawet troli), witek wierzbowych, gałązek brzozowych, jajek, zajączków… Wszystkiego, co kojarzy się z tym świętem lub (bardziej przyziemnie) wszystkiego, co opatrzone jest w sklepach przedrostkiem „paske” 🙂

Czas byśmy przeszli do najważniejszej części doczesnego spędzania Wielkiej Nocy. Do jedzenia. Norwegowie jedzą oczywiście jajka, jagnięcinę, kurczaka, co rzecz jasna ma związek z barankiem bożym, a kurczak i jaja z nowym, odradzającym się życiem.

Co ciekawe, Norwegowie obdarowują się marcepanowymi i czekoladowymi jajkami. Dlaczego? Prawdopodobnie chodzi o umiłowanie tubylców do słodkości. Z pewnością wszyscy widzieliśmy te ogromne stoiska ze słodyczami kupowanymi na wagę? W przypadku Wielkiej Nocy miłość do słodyczy przybiera formę czekoladowych i marcepanowych jajek. Myślę, że o to w tym chodzi.

W sklepach można zobaczyć nawet specjalne zestawy na tę okazję. Opakowanie w kształcie wielkiego, kolorowego jaja zawierającego nawet kilkanaście mniejszych. Oczywiście można je też kupić w fioletowych wytłaczankach, najczęściej ustawianych przy sklepowych kasach.

Dlaczego w fioletowych? Otóż kolor ten w kontekście naszego święta związany jest pokutą.

Od niedawna nową wielkanocną tradycją zaczyna być zajączek. Oczywiście z przedrostkiem „påske” i fakt, że zwierzątko to jest symbolem płodności nie ma tu raczej znaczenia. Wzrastająca popularność uszatego to zasługa producentów słodkości, według których zajączek przynosi dzieciom czekoladowe jajka.

Co robią Norwegowie oprócz powyższych przyjemności i aktywności? A czytają kryminały.

Tak! To fascynujące jak bardzo zaczytany jest ten kraj. Jego mieszkańcy czytają wszystko i wszędzie. W końcu nieprzypadkowo norweski pisarz jest dziś najbardziej poczytnym pisarzem.

Wielkanocne kryminały, czyli påskekrim kupicie wszędzie. Czy to w sklepie spożywczym, czy na stacji benzynowej – nie uciekniecie od nich. Zwłaszcza, że oferowane są w specjalnych, wielkanocnych zestawach i cenach. A popołudniami i wieczorami każdy musi uzupełnić swój kryminalny głód poprzez ogladanie w telewizji filmów i seriali, oczywiście kryminalnych, co jest norweską wielkanocną tradycją.

Skąd wzięła się ta tradycja? Przypadek. W latach dwudziestych tuż przed świętami ukazał się drukiem kryminał „Bergenstoget plyndret i natt”, który okazał się wielkim sukcesem! Reszta jest tradycją.

Jak widać dzisiejsza norweska Wielkanoc nie ma zbyt wiele wspólnego z naszym przeżywaniem tego święta. Czy jest przez to gorsza? Nie wiem. Na pewno jest inna. W moim przypadku jest tak, że dopiero na tym tle jestem w stanie docenić nasze świąteczne symbole, wartości i wspólne ich obchodzenie. Może to sentymentalne, może nie. Nie mnie oceniać.

W każdym razie Wesołych Świąt!

Przemek Saracen

Norsk påskehilsen «God påske» med hvit tekst mot gul bakgrunn med struktur av grovt stoff.

Skomentuj

1 KOMENTARZ

Skomentuj korzystając z FB, G+, Disqus lub tradycyjnego systemu komentarzy!