Do jaśnie oświeconych, czyli dajcie żyć innym

Niedobrze, gdy kultura i rozrywka zaczynają służyć walce politycznej, bowiem zostawia to nieodwracalne skutki. Przestajemy widzieć twórczość, wykonawców. Ludzi, którzy tworzą przecież dla nas.

Niezależnie od politycznych wyborów przecież efekt pracy artystów, ludzi rozrywki, zwykłych rzemieślników tej branży w znacznej mierze zostaje w nas nie dlatego, że twórca szedł po najmniejszej linii politycznego oporu, ale ze względu na twórczość właśnie.

Oczywiście zdarzają się lizusi władzy, ale czy zawsze musimy ich potępiać? Ok, zdarzają się gnidy pokroju Jana Pietrzaka. Ale na szczęście natura sama oczyszcza się z tego ścieku, prawda?

Sztuka pozostaje w nas. Dziś, jutro, na lat dziesięć. Pozostaje nieśmiertelna, niezależna od miejsca, czasu, twórcy nawet. Staje się nauką historii, przedmiotem nauczania.

Patrzę na reakcje ludzi uważających się z tych lepszych. Za tych, którzy chcą być mi przewodnikami w kraju rządzonym przez PiS. Zewsząd wylewa się to ohydne, oślizgłe poczucie wyższości i pogardy. Coraz częściej pojawiają się oderwane od rzeczywistości odezwy do chama, który rządzi Polską.

Ten wylew frustracji wynikającej z bezsilności nie jest już wkurzający, już nawet nie śmieszy. Nie jest już nawet żałosny. Jest już jak bzyczenie takiej natrętnej muchy, irytującego insekta, któremu człowiek beznamiętnie przyjebie gazetą, albo pryśnie sprayem.

Bo do tego się to już wszystko sprowadza.

Przykro mi to mówić, jako człowiekowi uważającego PiS za instytucję szkodliwą dla Polski, w sensie tworzenia społeczeństwa obywatelskiego, budowania zaufania i więzi ludzkich. W kształtowaniu nowoczesnego społeczeństwa, w którym rozwiązywanie problemów oparte jest o dialog, twórczą wymianę myśli i ostre ścieranie się poglądów.

Nie miałem i nie mam oczekiwań wobec rzeszy, która wybrała PiS. To po prostu tacy ludzie. Tylko, że ci ludzie nie spadli z nieba, nie zrzuciły ich ufoludki. Nawet nie trzeba było zniżyć się i pójść w ten ohydny i niewdzięczny lud. Wystarczyło posłuchać sejmowych wystąpień Leppera, czy Palikota. Ale lepiej było traktować ich jak zdrajców, kretynów, debili, nazwij to jak chcesz.

Miałem za to oczekiwania wobec jaśnie oświeconych. Tych, którzy z takim zachwytem wyją nad bydłem ochlanym pieniądzom z 500+, (choć badania wcale tego nie potwierdzają), bezradnie piszą o chamach, bydlętach i podludziach.

Nie tak to miało być. Łatwiej pierdolić farmazony o mezonach dla polskiego chama, jak to zrobił jaśnie oświecony pan Łoziński oraz onanizować się w komentarzach pod tymiż farmazonami, niż wziąć się do pracy i po kroczku budować ten kraj na nowo. Kuba Wątły co i rusz to mówi. Niestety okazuje się, że lepiej jest walczyć na FB w przerwie między kawką a ciasteczkiem.

Ale wróćmy do kultury, sztuki, rozrywki, od których zacząłem. Skąd to połączenie z resztą tekstu? Już mówię.

PiS, jak to PiS – wziął co było do wzięcia. Nie certolił się i zagarnął. Od lat wiemy co to za ludzie. Wiemy, że inaczej nie umieją.

Wiedzą, że jak nie uda się taranem, to krok po kroczku wezmą, co chcą. Widzą, że po drugiej stronie mają leniwych intelektualnie ludzi, którzy w chwilach próby siedzą na dupie i krzyczą przez monitor. Takich, którzy nie są w stanie zdiagnozować rzeczywistości, wyciągnąć wniosków oraz działać tak, by było dobrze. Nie dla nich, ale dla jak największej grupy ludzi.

Sylwester w TVP oraz premiera serialu „Korona Królów” stała się kolejnym sygnałem, by jaśnie oświeceni sami ustawili się w roli tej natrętnej muchy, której beznamiętnie przypierdala się gazetą, bo już nikt nie chce słuchać tego namolnego bzyczenia. Nawet miłośnicy owadów.

Zaczyna się oto nagonka na wykonawców TVPowskich imprez i filmów, czy seriali. Jaśnie oświeceni mają pretensję, że impreza skierowana do maksymalnej liczby widzów, prosta, przaśna, taka do zabawy po prostu taką jest. Rozumiecie absurd sytuacji? To jest dokładnie to samo, co było przy okazji 500+. Że bydło, że patologie, ochlapusy… Takie bezrozumne walenie w bęben. Aby tylko było głośno. Brzęcząco. Jak ta mucha. A spray już czeka. I nieważne, że zawód aktora, muzyka nie jest tym samym co zawód budowlańca, sprzedawcy, czy grabarza.

Twórcy nie istnieją bez widzów, słuchaczy. Bez tej ulotnej chwili, gdy publiczność okazuje swoje uwielbienie, czy nawet dezaprobatę. Bo tacy są ci ludzie, choć czasem wydaje się inaczej. Oni MUSZĄ robić swoje. Raz dobrze, raz gorzej, ale jakoś. Nie możemy mieć pretensji do twórców, że chcą dotrzeć do jak największej liczby widzów.

Może czas to zrozumieć? Artysta, twórca to człowiek pełen sprzeczności. Jest kapryśny, niekonsekwentny, czasem leniwy. Czasem rzuca się na dobrze płatne zlecenie, bo dlaczego nie?

Łatwo rozliczać ludzi i ustawiać się w roli jedynego sprawiedliwego z wysokości kubka z kawą na stoliku i laptopem na kolanach.

Okażmy wyrozumiałość wobec twórców. Nie bądźmy tak średniowiecznie, inkwizytorsko bezlitośni wobec ludzi, którzy dostają tylko dlatego, że chcą jakoś się w tym wszystkim odnaleźć.

Nie wdeptujmy w ziemię Maryli Rodowicz, która jest żywą historią polskiej muzyki niezależnie od czasów, w jakich jej przyszło żyć. Ciekawy jestem, jak wy byście się zachowali na jej miejscu. I w jej wieku.

Nie każdy musi być bohaterem. Grajek jest grajkiem. Po prostu. Niezależnie od czasów i okolicznośni. Pozwólmy mu nim być.

Nie szukajcie wszędzie okazji do wyżycia się na innych tylko dlatego, że was chwilowo pokonali. Podobno tym różnicie się od swoich wrogów, że nie stosujecie ich metod. W końcu to wy jesteście jaśnie oświeceni.

To niepojęte, że w czasach, w których jesteśmy w stanie okazać wyrozumiałość wobec Leni Rieftenstahl nie chcemy okazać tego samego współczesnym polskim twórcom.

Przemek Saracen

Skomentuj

1 KOMENTARZ

  1. Niby tacy europejscy, niby tacy tolerancyjni, ale powiedz tylko coś innego, niż po ich myśli, od razu jesteś mieszany z błotem.

Zostaw komentarz, dziękujemy :-)