Kjerag, i jego serce, Kjeragbolten, wielki głaz uwięziony w skalnej klamerce.

Długo zastanawiałem się nad tym, czy w ogóle pisać wam o Kjerag. Skoro jednak, napisałem o Preikestolen, postanowiłem zmierzyć się też i z tym wyzwaniem. Najwyżej mnie wyśmiejecie.

Tak jak w przypadku Preikestolen, tak i teraz, pisząc o Kjerag, postaram się pokazać wam to miejsce, od zupełnie innej strony. Może jednak zużyję na ten opis, nieco więcej zdań niż mam to w zwyczaju robić. Z góry przepraszam.

Kjerag, to moim zdaniem, drugi co do pięknych krajobrazów, po dolnie Man (Manafossen), szlak Rogaland. Aby dotrzeć do Kjeragbolten, możecie wyruszyć klasycznie, z Parkingu „Orle gniazdo”, znajdującego się w pobliżu Lyseboten. Ten szlak, opisany jest w wielu miejscach, i jeśli chcecie o tym poczytać, to na pewno bez trudu znajdziecie takie opisy.

Napiszę tylko, że jest on znacznie bardziej wymagający, od szlaku na Preikestolen.

Ja podpowiem wam tysiąckroć lepsze rozwiązanie. Potrzebować będziecie, około czterech wolnych dni, lekki namiot, trochę jedzenia (koniecznie czekolada), jakiś turystyczny kocher, śpiwór, i w drogę. Zaczynamy od wodospadu Manafossen i dolinę Manadalen, dalej wędrując wzdłuż jeziora Fidjavatnet doliną Fidjadalen, dotrzemy do Błękitnych wzgórz, czyli Blafjellenden.

Na Błękitnych wzgórzach, możemy zatrzymać się w schronisku, lub zrobić biwak namiotowy. Pamiętajcie jednak, że Błękitne wzgórza, znajdują się na wysokości około 1150 metrów nad poziomem morza. Tam często zalega śnieg, i trzeba roztropnie wybierać miejsce na biwak. Zalecam poszukać sobie takie, które o wschodzie słońca, oświetlane będzie jego promieniami. Z Błękitnych wzgórz, już prosta droga do Kjerag i Kjeragbolten.

Wędrując tym szlakiem, możecie natknąć się na Lemingi (Lemen norweski), małe futerkowe stworzenia, które żyją w grupach, i w obliczu zagrożenia, potrafią być zaskakująco agresywne. Mimo pluszowego wyglądu, nie starajcie się ich brać do rąk, mają one bowiem, dwa solidne siekacze, i nie zawahają się ich użyć. Nie zdziwcie się, jeżeli nagle, na szlaku otoczy was gęsta mgła, rozlewająca się, niczym para z garnka z gotującą wodą.

Wtedy najlepiej, przystanąć i zaparzyć sobie gorącej herbaty. Mgły bowiem, poza tym że są po prostu piękne, bywają przenikliwie chłodne. Na szczęście boją się one Słońca, i w jego obliczu, natychmiast umykają. Wody, na całym szlaku, jest pod dostatkiem. Będziecie mieli wiele okazji, by uzupełnić jej zapasy, czerpiąc ze strumieni. Będąc już na wyżynie Kjerag, będziecie mogli zobaczyć Lysefjord w całym jego majestacie. Usiąść na półce skalnej, i zrozumieć co znaczy tysiąc metrowa przepaść.

Wybierając tę formę wędrowania do Kjeragbolten, zapewniam, że wasze oczy otworzą się szerzej, uszy zaczną słyszeć więcej, a wasze dusze staną się jeszcze głębsze. Może nawet, będąc już na kamieniu Kjerag, wcale nie zechcecie zrobić sobie kultowego zdjęcia. Warto podjąć, niewątpliwy trud takiej wędrówki. Ponieważ z każą kroplą potu, zmywamy z siebie zbędny kurz przeszłości, dostając w zamian surowe piękno natury, z którego możemy utkać najpiękniejszą tkaninę naszego jutra. Zapytacie skąd to wiem?

W leżącej u podnóża Kjerag, wiosce Lyseboten, mieszkał piekarz imieniem Bjorn. Silny i postawny mężczyzna, ciężko pracował w swojej piekarni, dbając o to, by mieszkańcy zawsze mieli dobre i świeże pieczywo. Bjorn lubił swoją pracę i lubił też ludzi, dlatego zaskakiwał swoich klientów, dodając do chlebowego ciasta, ziarna słonecznika albo kminku, a czasami wypiekał chleb cebulowy, uwielbiany szczególnie przez starszych mieszkańców Lyseboten.

W każdą sobotę, Bjorn, oprócz chleba i bułek, wypiekał też aromatyczne pierniczki. Każdy jego piernik był inny, miał inny kształt i inne dodatki. Były tam małe stateczki, gwiazdki, owieczki czy koniki. Niektóre polane były cukrową pomadą, inne świerzym miodem, a jeszcze inne miały posypkę z czekoladowych wiórków. Wszystkie te smakołyki, piekarz rozdawał darmo, przychodzącym do niego dzieciom, które cały tydzień wyczekiwały sobotniego poranka, by udać się do jego piekarni.

Mimo iż Bjorn był przystojnym mężczyzną o piernikowym sercu, to nie mógł się zakochać. Dziewczęta, odwiedzające jego piekarnię, na próżno starały się zwrócić na siebie, jego uwagę. Sobotni poranek w Lyseboten, był radosny nie tylko z powodu piernkowego aromatu, wypełniającego dolinę Lysefjord.

Na Błękitnych wzgórzach, wypasała swoje owieczki, Liv, pasterka z Sirdal. Będąc małą dziewczynką, Liv dostała od ojca, zrobioną przez niego fujarkę. Wyprowadzając owce na pastwiska, Liv grała na tej fujarce, a owce szły je śladem. Pasterka, była dziewczyną przecudnej urody. Jej jasnozielone oczy, promieniały dobrocią i radością, nawet gdy się nie uśmiechała. Jej włosy pachniały wiatrem, a pełny i aksamitny głos dziewczyny, przenikał nawet najbardziej zatwardziałe serca. Kiedy szła, zdawała się płynąć, uważnie stawiając swoje drobne stopy na torfowiskach Blafjellenden.

Liv uwielbiała przychodzić do Kjeragbolten, siadać na kamieniu, i czekać wschodu Słońca. Z pierwszym słonecznym promieniem, dziewczyna sięgała po fujarkę, i zaczynała grać. Swoimi długimi, smukłymi palcami, wygrywała muzykę, w której zawarła całe piękno swej duszy, wszystkie tęsknoty, pragnienia i radości, i wszystko to przesiąknięte harmonią otaczającej natury. Delikatne jak piórko dźwięki, ulatywały nad Lysefjord, mieszając się z promieniami Słońca i zapachem Bjornowych pierniczków. Dziewczyna nie wiedziała, skąd przychodzi ten słodki piernikowy zapach, piekarz natomiast, nie rozumiał jak to się dzieje, że Lysefjord przepełnia muzyka.

Pewnego dnia, Bjorn postanowił podążyć śladem muzyki. Zabrał ze sobą swoje miodowe pierniki, i wyruszył w kierunku Kjeragbolten. Im bliżej kamienia był, tym bardziej muzyka przenikała jego duszę. Siedząca na kamieniu Liv, poczuła że piernikowy zapach, staje się bardziej intensywny.

Odłożyła swoją fujarkę, wstała i obróciła się by zobaczyć skąd dobiega ten zapach. Wtedy ich spojrzenia spotkały się. Stali tak przez chwilę nieruchomo, po czym obejmując się, bez słów usiedli na Kjeragbolten i zakochali się w sobie, a miłości mieli tyle, że… wystarczy też dla Ciebie.

Od tego czasu, głaz który utknął w skalnej klamerce, nazywany Kjeragbolten, zyskał miano „Serca Lysefjord” a sam Lysefjord, jest jedynym fiordem Norwegii, który posiada serce.

Skomentuj

1 KOMENTARZ

Skomentuj korzystając z FB, G+, Disqus lub tradycyjnego systemu komentarzy!