reklama na szczycie wpisu

Parę lat temu telewizja emitowała cykl „Contender”. To cykl jakich wiele, taki „Idol” w świecie bokserów – najkrócej mówiąc. Zapamiętałem z niego jedną scenę; uczestnicy, czyli młodzi ludzie chcący w przyszłości zrobić karierę w boksie, stali zgromadzeni w jakimś przestronnym pomieszczeniu. Wiedzą, że ktoś ma zaraz do nich przyjść. Ktoś ważny.

Nagle ich twarze zastygają. Nieruchomieją. Oczy zdradzają wzruszenie, fascynację, niedowierzanie, podziw. Jakby zobaczyli świętego.

Wchodzi. On. Rocky Balboa. Nie Sylvester Stallone. Rocky Balboa.

Ta scena pokazuje, jak wiele dla boksu zrobił Sylvester Stallone. Ta żyjąca legenda kina akcji sprawiła, że tysiące amerykańskich dzieciaków wybrała drogę, którą poszedł ich filmowy bohater Rocky.

Cykl filmów o Rockym zwykło się określać jako „filmy o boksie”. Owszem, będąc dzieciakiem też tak odbierałem.

Kapitalne sekwencje walk w trójce, gdy bohater odzyskał pas mistrza, fenomenalny pojedynek z Iwanem Drago, świetne uliczne bójki w piątce, czy walka o przetrwanie w ostatnim jak do tej pory filmie.

Dopiero z czasem dotarło do mnie, że te filmy są kompletnie o czymś innym. To przecież opowieść o Człowieku. Jego marzeniach. Spełnieniu tych marzeń. O tym, co z nimi robi. Upadku i powstaniu. O pamięci, przyjaźni, miłości po grób. O pogodzeniu się z sobą i zaakceptowaniu upływającego czasu. Tak, Rocky jest nasz – jednocześnie wielki i zwyczajny. Człowiek, który jakimś cudem znajduje się na szczycie i próbuje się na nim odnaleźć.

Kto pamięta szóstą część przyzna, że było to naprawdę ładne i eleganckie domknięcie historii Rockyego.

Stallone postanowił pójść dalej. Stworzył „Creed” – film, którego głównym bohaterem ma być syn przyjaciela Rockyego, Apollo Creeda. Rocky jako mentor? No dobrze, niech będzie, przecież był nim w piątce. Ale Rocky ciężko chory? No sam nie wiem. Nie chcę patrzeć jak Rocky umiera. Po prostu nie chcę.

Rocky jest i będzie, koniec kropka. A jeśli zastanawiacie się, co wyjdzie z „Creed” – obejrzyjcie zwiastun.

Przemo Saracen

 

Skomentuj

1 KOMENTARZ

Skomentuj korzystając z FB, G+, Disqus lub tradycyjnego systemu komentarzy!