reklama na szczycie wpisu

[Tekst ten ma dla mnie wartość sentymentalną; to takie wspomnienie portalu Lubiniak, który zakładałem i prowadziłem. Niestety, serwis nie wytrzymał i próby czasy i próby rzeczywistości, w jakiej przyszło mu funkcjonować. W każdym razie przeczytajcie ten tekst, gdyż jest on nie tylko wspomnieniem, ale czymś w rodzaju wartości, które czasami 😉 wyznaję.]


Remonty nawierzchni dróg przy ulicy Sowiej i Kruczej i stu innych uważam za udane, gdyż umożliwiają zdrowotne spacery na boso. Tak tak! Pogoda bowiem taka (choć prawdę powiedziawszy, w każdej chwili może łupnąć gniewem Zeusa), że aż chce się chodzić na bose spacery. Zaprawionym w boju spacerowiczom, czyli polish – walking (w przeciwieństwie dla chodu o kulach, czyli nordic – walking) nie muszę tłumaczyć, jak taki spacer wpływa na problemy z płaskostopiem tudzież bystrość ogólną zajebistością zwaną. Co prawda czasem trzeba ustąpić nadjeżdżającym z naprzeciwka autom, ale cóż to jest w bezmiarze naszych lubińskich problemów?

Wielu krytyków, najczęściej wywodzących się ze środowisk politycznych Lubina mają pretensję, że nie jesteśmy tacy, jaki powinniśmy (czytaj: jak chcieliby państwo politycy tudzież radni i kandydaci na nich), ale jeśli politycy różnej maści i sierści oraz płci i bez niej myślą, że będą robić naszymi rękami politykę, to spieszę uprzejmie donieść, że nic z tego.

Nie potrzeba nam tu, w Lubiniaku partyjnych komunikatów, zmarszczonych czół, wypowiedzi rodem z encyklopedii nowomowy. Unikamy bieżączki. Nie mamy najmniejszej ochoty grzmieć świętym oburzeniem. Nie będziemy opozycyjni, prorządowi, czy bógwieco. Nie.

Jeśli chcecie Państwo bezrozumnej naparzanki, walenia się po łbach, ścieku anonimowych komentarzy finezyjnych jak pijany budowlaniec  i delikatnych jak drwal na dyskotece, idźcie Państwo na miejski portal. Albo na eLubin, bądź Nasz Lubin, czyli lustrzane odbicie oficjalnego portalu miasta. Tam można do woli anonimowo napluć, sponiewierać człowieka, dobrać się do jego rodziny, nawyzywać, utopić w szambie tylko dlatego, że jest się za lub przeciw.

Macie szalenie bogatą ofertę: czytanie bajek o Dziadku Mrozie i jego śnieżynkach ze starostwa z jednej strony, albo wklejanie czego się da z drugiej. Do wyboru, do koloru.

I jedni i drudzy nie oferują własnych materiałów, które wymagają jakiegokolwiek wysiłku przy ich tworzeniu. A przecież taki na przykład felieton trzeba napisać. Zredagować. Podobnie z reportażem, którego tworzenie jest przyjemną, ale jednak mordegą. Nie mówiąc o fotomontażu, którego stworzenie zabiera ponad godzinę. Samo się nie zrobi. Tu trzeba inwencji, konsekwencji, warsztatu.

Lepiej napieprzać, anonimowo pluć na ludzi, brać miejską kasę po znajomości – to bardzo łatwe, lekkie, przyjemne. A przecież nikt nie zakazuje redakcji Lubin.pl, eLubin.pl, czy NaszLubin.pl produkcji własnych reportaży, felietonów, komentarzy, fotomontaży, recenzji. A jednak tego nie robią. Dlaczego?

Od dawna mówię, że nie wystarczy postawić portal. Trzeba mieć jego wizję oraz materiały służące realizacji tejże wizji. W zamian za to słyszę pretensję od jednego z lokalnych stowarzyszeń, które chce rządzić Lubinem, że pozyskiwanie reklamy na funkcjonowanie portalu jest “skurwieniem”. Jasne, przecież wszystko samo się robi, a płatności za hosting mają formę powietrza.

Jakiś dziwny koleś z “Nowego Lubina” wmawia mi, że ten portal jest jakąś medialną opozycją. No właśnie, że nie. To portal dla ludzi. Nie dla kilkunastu wariatów, którzy pod wieloma ksywkami latają z wywieszonym jęzorem po portalach i plują na siebie.

Lubiniak w perspektywie chce być lokalną marką.Wiem, że mówiąc to wystawiam dupę na strzał i konkurencji i politykom. Tak jednak jest. Lubiniak będzie marką. Krok po kroku. Doświadczenia Magazynu Internetowego “Maddogowo” wskazują, że taki model ma sens i pozwala na zbudowanie portalu, wokół którego gromadzą się lojalni czytelnicy. Jeśli dołączą do nas podobni nam pasjonaci, którzy wierzą w sens tego co się robi, będziemy dumni.

Tu naprawdę nie chodzi o politykę w lokalnym wydaniu. Tu nie chodzi o zwalczanie się. To, jakie mamy miasto, to nie tylko wina lokalnych polityków, ale nas samych – ludzi tworzących tę tkankę zwaną społeczeństwem.

Ludzie chcą po prostu żyć. Pracować. Mieć gdzieś pójść, gdy pogoda dopisuje. Obejrzeć lokalną telewizję, poczytać miejską prasę (zauważyliście Państwo, że od paru ładnych lat nie mamy w mieście ŻADNEJ gazety podczas, gdy mały Jawor ma dwie płatne?) Zobaczyć jakiś fajny materiał w lokalnym portalu. Zamiast tego dostają totalną wojnę na wyniszczenie. To zniechęca i sprawia, że ludzie po prostu mają dość i zaczynają żyć niejako poza systemem.

Jeśli już szukać gdzieś problemu to raczej w tym, że każdy sobie rzepkę skrobie, każdy ciągnie w swoją stronę. 

Co tu dużo gadać. Wszyscy tworzymy ten lubiński syf.

Przemo Saracen

Skomentuj

Dodaj komentarz