Janusz Rolicki, o czym nie wie większość z was to człowiek instytucja, legenda polskiego dziennikarstwa oraz doskonały obserwator życia codziennego. Z kilku drobnych spostrzeżeń, uwag i detali potrafi zbudować panoramiczny obraz epoki. Gdy dodasz mu do tego kontekst wydarzeń, powstaje fascynujący obraz człowieka w czasie, w którym przyszło mu żyć.

Potoczystość wypowiedzi, umiejętność opowiadania historii, uczciwość, ale i refleksja oraz dojrzałość życiowa spowodowały, że na rynku księgarskim mamy okazję przeczytać wywiad – rzekę, jaką Krzysztof Pilawski przeprowadził z Januszem Rolickim.

„Wańka – Wstańka”, bo taki tytuł nosi książka to opowieść o czasach, w których bohaterowi przyszło żyć. To również historia człowieka, który stał się historią swojego gatunku, innowacyjnym twórcą oraz prostolinijnym człowiekiem, a to chyba najważniejsze.

Historię Rolickiego poznajemy już w latach czterdziestych, gdy opowiada nam – niezwykle barwnie, plastycznie, literacko – wojenny horror, głód, tęsknotę za bliskimi oraz paniczny strach. Niezwykle ważne jest poczynione przy tej okazji spostrzeżenie, że to całe powojenne pokolenie chłopców spadło na kobiety. Nieczęsta to refleksja, a jakże prawdziwa.

Okaleczony emocjonalnie bohater nie poddaje się jednak, a jego wspomnienia budują przed nami obrazy epoki oraz rozwoju zawodowego. Oczami Rolickiego obserwujemy świat wciąż zdegenerowany powojenną rzeczywistością. Kraj powoli odbudowywany z gruzów. Powolny, acz systematyczny awans społeczny, jakiego do tej pory kraj nie widział.

Rzecz jasna coś za coś. To komunizm, któremu uległa i Polska, ale niekoniecznie wszyscy, którzy postanowili być kimś w naszym kraju. Rolicki zostaje dziennikarzem. Widzi wady systemu, jego degenerujący wpływ na ludzi, nie zgadza się z nim dzięki czemu zaczyna pisać na ten temat.

Staje się twórcą tzw. reportażu wcieleniowego. Jego teksty stają się coraz bardziej znane, a co za tym idzie ich twórca staje się postacią znaną i szanowaną, choć za swą prostolinijność i wewnętrzną uczciwość nie zawsze lubianą.

Kariera Rolickiego rozwija się jednak nie na tyle, by stać się tzw. prominentem. Wciąż jest doskonałym obserwatorem i analitykiem zachowań ludzkich, mechanizmów polityki, czy dziennikarstwa. Robi karierę w telewizji, dzięki niemu powstaje wiele audycji kulturalnych, które do dziś stanowią doskonały wzorzec do naśladowania. Tworzy wiele tzw. talk – show.

W początkach stanu wojennego odchodzi z PZPR, by w nagrodę zostać objętym zakazem wykonywania zawodu.

Niestety, albo na szczęście nadchodzą nowe czasy. Następują nowe rozdania. Zbliża się III RP, co jest doskonałą okazją do podlądania mechanizmów rządzących narodzeniem się nowych elity, odejściem starych, a z czasem i symbiozy starej elity z nową. I politycznej i dziennikarskiej. Z przekonania lewicowiec angażuje się w tworzenie lewicowego pisma „Trybuna”. Jak okazuje się, jego kontakty z ówczesnymi liderami polskiej lewicy są nieustanne bliskie wybuchu. Czym to tłumaczyć? Wg mnie kompleksem niższości Millera, Kwaśniewskiego i pozostałych, którzy byli świadomi z jak wybitnym twórcą mieli do czynienia.

Jednak Rolicki to nade wszystko, a przynajmniej we współczesnej, zbiorowej wyobraźni twórca „Przerwanej dekady”, wywiadu rzeki, którą stworzył wspólnie z Edwardem Gierkiem. To właśnie ta książka (tak przy okazji, Rolicki okazał się również twórcą gatunku zwanego wywiadem rzeką) stała się pomnikiem, jaki ludzie zaczęli stawiać Gierkowi. To po tej publikacji towarzysz Edward wrócił na piedestał.

Kulisy powstania tej części książki to esensja powstawania nowych biznesów, stosunków w środowisku dziennikarskim w Polsce, a nade wszystko świetne obserwacje zachowań ludzi w okresie transformacji.

Jeśli szukacie ciekawej historii, ogromu wiedzy o Polsce, świetnych obserwacjach, szczerości i kultury słowa, koniecznie przeczytajcie „Wańkę Wstańkę”.

Przemek Saracen

Skomentuj

Zostaw komentarz, dziękujemy :-)