reklama na szczycie wpisu

 

Mówi się, że patrząc w twarz człowiekowi, po sekundzie można określić osobowość delikwenta. Eee tam, takie durne gadanie prawda. Praca na poczcie, a w szczególności służba w rejonie codziennie przekonywała listonosza B. Że ludzie są, jacy są. Mógł ich nienawidzić. Mógł gardzić nimi i gilotynować w myślach, ale nigdy nie wywnętrzał się z tym. Może jutro, za tydzień, miesiąc, rok stanie się coś dobrego?

Listonosz wiedział też, że ocenianie ludzi z własnego punktu widzenia nie ma sensu. Kim jestem, że mówię ci: źle myślisz? Kim jestem, że oceniam cię przez pryzmat wykształcenia, pochodzenia, stanu majątkowego, wieku? Zadajcie sobie to pytanie. Może coś zrozumiecie. A może i nie. A może zrozumiecie i tak jak B. będziecie mieć wszystko w dupie, bo to nie wasza sprawa. Świata nie zbawicie. Jest jak jest.

Idziesz zanieść list przysłany z Węgier. Odbiera go facet, o którym jesteś przekonany, że jest wiernym mężem i kochającym ojcem. Wiesz tylko, że pracował na Węgrzech piętnaście lat. Potem facet w zaufaniu mówi ci, że list przyszedł od  jego madziarskiej żony. Aha, i najlepiej będzie nic nikomu nie mówić. Dostajesz za to co miesiąc dwadzieścia złotych. I co? Jak samopoczucie?

Wręczasz babci pod szóstką rentę, która na zdrowy rozum powinna jej wystarczyć na może pół miesiąca. A ta pomarszczona kobieta, która chodzi tak, że wydaje się, że za chwilę przewróci się i rozpadnie na milion kawałeczków, zamiast narzekać, cieszy się każdym dniem. Codziennie cieszy się, że żyje, w jej oczach widać radość, że cię widzi. I tylko ty wiesz, że jesteś jej jedynym kontaktem ze światem, bo rodzina ma ją gdzieś.

Ma tylko jeden powód do smutku: wycinanie drzew, przez co powietrze jej suche. Rozumiesz, babcia rzeczywiście to przeżywa! Masz to w dupie i udajesz, że słuchasz. A dla niej jesteś wszystkim. Daje ci dwa złote, bo na więcej jej nie stać. Próbujesz odmówić, bo wiesz, że ta dwójka jest dla niej majątkiem. Kobiecina widzi to i jest jej przykro, ma łzy w oczach. I nie wiesz, co gorsze: jej łzy, czy to, że odmówisz przyjęcia napiwku. Nie chcesz roztrząsać tego, więc bierzesz kasę. Babcia prawie wariuje ze szczęścia.

Potem idziesz pod siódemkę. Czekasz aż otworzą się podwójne drzwi i otworzy ci dwumetrowy zgred, który ma pretensje do całego świata, nie wiadomo o co i po co. Jebany, wiecznie narzeka i mendzi, pierdoli ci, że ledwo wiąże koniec z końcem.

A ty masz w pamięci tę babcię, która żyje za mniej, niż tysiąc złociszy miesięcznie. Bez słowa wypłacasz ujowi dwa tysiące dziewięćset pięćdziesiąt złotych emerytury górniczej. Patrzysz mu w oczy, a w myślach walisz siekierą przez łeb ile wlezie. Oczywiście nie da ci ani grosza napiwku, bo przecież on ledwo wiąże koniec z końcem.

Potem idziesz na osiedle domków jednorodzinnych. Wchodzisz w obejście, które wydaje ci się luksusowe, a gospodarze śpią na pieniądzach. Pukasz. Widzisz, że ktoś wytrzeszcza gały przez judasza. Cichutko otwierają drzwi. Dowiadują się, że masz dla nich pozdrowienia od komornika i błagają, byś zostawił awizo. Zostawiasz, bo co ci szkodzi? A oni srają ze strachu zawsze, gdy usłyszą nawet skrobanie do drzwi. Wciąż wmawiają sobie, że są ludźmi sukcesu, których chcą naśladować sąsiedzi. No tak, może i jeden naśladował, dopóki nie był w stanie spłacić leasingu na samochód.

Gdzieś indziej znowu żywcem zaczyna cię żreć pies, bo jakiś ciul zapomniał zamknąć swojego ludojada. Mógłbyś zgłosić sprawę u szefostwa poczty i facet byłby ugotowany. Ale po co?

Wracasz na blokowisko. Po drodze jedna z klientek prosi cię, byś awizował wszystkie przesyłki polecone, które są do niej adresowane. Nawet gdyby była w domu. Bo zawsze, gdy idzie na pocztę odebrać list skręca na dupcyng do kumpla jej osobistego męża. I ty o tym wiesz. Możesz zrobić, co chcesz. Ale po co? Masz to gdzieś. Jest jak jest.

Przemo Saracen

Skomentuj

Skomentuj korzystając z FB, G+, Disqus lub tradycyjnego systemu komentarzy!