reklama na szczycie wpisu

Nie lubię homogenicznych społeczeństw. Są zamknięte w sobie, ograniczone w postrzeganiu świata, spętane narzuconymi regułami, bojące się inności, nowości, różnorodności. Przekonane o własnej wyjątkowości, sile i dominacji nad innymi.

Stąd rzut beretem do faszyzmu, kryształowych nocy i pogromów, choć z drugiej strony przez lata komunizmu udało nam się uniknąć – stop! Nie udało. 1968 rok, interwencja w Czechosłowacji, Solidarność. No jednak nie udało nam się uniknąć trwania w homogeniczności.

Okazuje się, że od komunizmu do faszyzmu wystarczy jeden krok, tak naprawdę to kwestia słownictwa. Gesty, marsze, okrzyki, podżegania są takie same.

Komunistyczna Jugosławia potrafiła osiągnąć za Tito jako taki spokój, jednak lata dziewięćdziesiąte to przemiana komunistycznych aparatczyków w narodowych, faszystowskich watażków. Ci zamienili ten kraj w raj barbarzyńców.

Dziś kraje byłej Jugosławii, to ziemia pełna blizn, wciąż przypominających o bestialstwie, jakie miało miejsce nie tak dawno w centrum Europy.

Oczywiście w Polsce RACZEJ nie dojdzie do takich scen, ale obserwując celowe rozhuśtywanie nastrojów w sprawie emigrantów, bo już nie o arabskich uchodźców tu chodzi – nie można mieć tej stuprocentowej pewności, że na zwyczajowym pohukiwaniu się zakończy.

Mowa nienawiści, jaką od lat karmią nas media i politycy III RP zacznie w końcu zbierać żniwo. Nieumiejętność dyskusji, bezduszność urzędników, zła wola nas samych, uprzedzenia, brak pozytywnych rozwiązań, sytuacja na rynku pracy, beznadziejność życia w miasteczkach i popegeerowskich wsiach oraz bicie łbem w mur lokalnych układów i układzików – to wszystko nawarstwia się.

Rozpętywana nienawiść do własnego państwa, za co odpowiada Człowiek Roku 2015 owocuje. Wystarczy gest, rozkaz, wskazanie paluszkiem. Wystarczy odpowiednio zawoalować groźbę.

Mam nadzieję, że Człowiek Roku jest z siebie dumny. Wyhodował ludzi zdolnych posiać strach. Nienawidzić i gotowych zabić tylko dlatego, że ktoś jest bardziej zdolny, inny, czy pochodzi z innego kraju.

Mam nadzieję, że dumni są z siebie władcy Polski, którzy nie potrafili, albo inaczej – nie chciało im się stworzyć fundamentów nowoczesnego państwa, w którym ludzie będą sobie ufać. Ha, co ja mówię – my nawet nie potrafimy spojrzeć sobie w oczy, bez niemego wyzwiska, a tu o zaufaniu napomykam. Nie chciało im się stworzyć w miarę nowoczesnego programu nauczania, w myśl którego dzieciaki będą przygotowane do życia w nowej rzeczywistości, gdzie zgodne współistnienie, mieszanie się kultur, znajomość języków, kreatywność, zdolność zmiany pracy są chlebem powszednim.

I wiecie, co jest w tym wszystkim najdziwniejsze? Że zaczynam myśleć, iż potrzebny jest nam ktoś silny, wychowany za granicą.

Ktoś, kto widział od środka, jak może funkcjonować średniej wielkości kraj, gdzie urzędnik może nie jest alfą i omegą, ale wie co i kiedy ma robić. Ktoś, kto rozumie, że Polska skupiając się na podboju wszechświata wypieprza się jak pijany na detalach ważnych dla szarego obywatela.

Nie mówię, że potrzebny nam jest dyktator, ale zmiana systemu z parlamentarno- gabinetowego, tak. Niestety na demokrację jesteśmy zbyt głupi.

Przemo Saracen.

Skomentuj

Dodaj komentarz