reklama na szczycie wpisu

Tylko, że jak to się mówi, trzeba pić z głową nie z kapustą. 

Nie wiem, skąd wzięła się ta nazwa i przyznam, że jako ciekawostka, ewentualnie pytanie teleturniejowe jest świetną możliwością.

Nie to co “borewicz”, którego rozszyfrowanie jest błahostką, prawda? Jest jeszcze “kantówka”, ale to już nieco zapomniane określenie.

Wracając do małpek, to muszę przyznać, że są bardzo poręczne. Palikot ma rację mówiąc, że można sobie po cichuniu strzelić gola tak, że nikt nie zdaje sobie sprawy, że jest się na lekkim haju.

Co prawda najlepiej, gdy ma się pod ręką gorzką czekoladę- świetnie sprawdza się w przypadku żołądkowej gorzkiej, tej ciapkowatej, ale w ostateczności można posłużyć się posolonymi plasterkami cebuli.

Nie wiem, co walili u Kaczyńskiego zanim zarył nosem w glebę, ale w razie czego polecam.

Kto jest sprytny, ten może całą sprawę załatwić bez wychodzenia np. z ważnej narady, wystarczy skorzystać ze sztucznego tłoku, albo “przez pomyłkę” wejść za parawan. Można też skorzystać z mównicy i przelać dziabąga do szklanki na wodę mineralną. Gdy zamiast mineralki jest sok, noooo- to wtedy drink.

A wiadomo, że w czasie takiej prelekcji ważna jest swada, dowcipy, potoczystość i rezolutność, przecież tak naprawdę to show. Ważne, by nie miało to miejsca w czasie zlotu wujów pogrzebowych, bo to różnie może być. W każdym razie małpka okazuje się pomocna.

W czasie takiej akcji trzeba uważać, bo szybko można się ustrzelić.

Niestety kateringi nie pomagają. Jedzenie podawane w trakcie oficjalnych uroczystości jest nędzne i nie pomaga w spowolnieniu wchłaniania małpki do organizmu, dlatego najlepiej jest przygotować się z rana w domu.

Ja tam zapobiegawczo jem chleb grubo posmarowany masłem. Często podgrzewam sobie jakieś mięso w mikrofali. Piję kawę.

Małpka jest też zbawienna, gdy chcemy wyrwać kubitkę w knajpie, a oficjalnie wódka jest za droga, a dowcip mamy drętwy. Ale to już rada raczej dla ministra średniego szczebla, bo prezydent powinien skorzystać z tego co wyżej.

Generalnie wygląda to tak, że małpkę, którą tak naprawdę bardzo łatwo skubnąć ze sklepu (tą drogą można się nawet nieźle zaopatrzyć bez wyrzutów sumienia).

Potem wypada tylko wejść do dyski w szeleszczących spodniach, wejść do kibla, zdrowo pierdolnąć dwie małpy, głęboko odetchnąć, chwycić się garścią w krok i zamaszyście wejść na salę.

Ważne, by czystej nie mieszać z kolorową żołądkową, bo wtedy ufo jest pewne. I dopiero na drugi dzień zobaczymy w lusterku, jak nie wiadomo skąd twarz nasza uzłocona jest siniakami.

No, to zdrowie!

Przemo Saracen

PODZIEL SIĘ

Skomentuj

Dodaj komentarz