reklama na szczycie wpisu

Nie bardzo rozumiem, czym w swej retorycje są organizowane przez PiS oraz jego satelitów wiece, marsze i pochody, które mają miejsce co jakiś czas w stolicy- a zapowiadanym na weekend pochodzie „Polacy przeciw emigrantom”.

Wtedy można było zakłócać ludziom spokój z wyzwiskami na ustach, wykrzywiać gęby w spazmach nienawiści, nosić krzyże i święte figurki z okrzykiem „chuj Tusk” czy „zabić Komoruskiego”. I jakoś to przechodziło.

Nikomu nie przeszkadzało, telewizje miały fajne przebitki, stacje informacyjne miały gotowe programy. Nie trzeba było przygotowywać się; wystarczyło podsunąć mikrofon komu trzeba i samo szło. A potem przez dwa tygodnie komentarze; z jednej strony Brudziński, z drugiej Niesiołowski, a oliwę na wzburzone fale lał znany rozjemca i mediator Palikot.

A teraz? No nie wolno maszerować przeciw emigrantom. Bo będzie nienawiść. Można było legalnie rozwalać pół Warszawy podczas pokojowych marszy z okazji Dnia Niepodległości, można było w pijanym zwidzie biegać w kamizelkach „Solidarności” na klacie i protestować wszczynając burdy? Wtedy nie było elementów nienawiści? A skąd, to tylko demokratyczny głos protestu.

Coraz bardziej widzę, że bierzemy wzór z Norwegii. Niestety, nie ten dobry wzór polegający na szacunku, braterstwie, poczuciu wspólnoty, czy pracy urzędnika jako służbie obywatelowi, lecz publicznemu zakłamaniu. Tak. Jak Norwegowie są wobec siebie uprzejmi i pomocni, tak są zakłamani wobec innych. No niestety. Każdy ma jakąśtam historię, z której mądre rządy starają się wyciągnąć wniosek. U wikingów pewnie minie jeszcze parę ładnych lat, ale chociaż zaczęli.

Natomiast w Polsce?

Zakaz manifestacji wcale nie dotyczy potencjalnych elementów nienawiści. Proszę sobie wcisnąć pod kitę taki argument, szanowna pani Prezydent Warszawy. Proszę stanąć i uczciwie powiedzieć, że boi się pani, boją się władze Polski tego, co w międzynarodowych mediach nastąpi z chwilą przejścia marszu.

Nie jestem jego zwolennikiem w sensie ideowym, lecz rozumiem, że są ludzie, którzy chcą zaprotestować w jakiejść cywilizowanej formie. Tę, w moim rozumieniu stanowi na przykład marsz protestu. Zgromadzenie ludzi, którzy dobitnie dają do zrozumienia rządzącym i pozostałej części społeczeństwa, co sądzą o danym problemie.

Normą są protesty rolników we Francji, którzy nie przepuszczą, a rządzący truchleją na samą wieść o zbliżających się w Paryżu lub innym mieście marszach protestu jakiejś grupy zawodowej, społecznej. Wtedy nie ma zmiłuj. Krew się leje, pióra lecą, bruk lata. I jakoś to funkcjonuje.

Wolę, by poprzez marsz, żywiołowy, może nawet z elementami przemocy, takiej kontrolowanej ludzie maszerowali przez dwie, trzy godziny i wyżyli się, dali upust swoim emocjom, niż dawali sobie sączyć jad nienawiści. Dniami, miesiącami, latami.

Z drugiej strony przecież nie ma nic złego, by równie głośny marsz, lecz w obronie emigrantów odbył się tego samego dnia, o tej samej godzinie w innym mieście.

Doskonale wyobrażam sobie marsz przeciwko, który ma miejsce w stolicy oraz marsz popierający mający miejsce w Gdańsku, na czele którego staje laureat Pokojowej Nagrody Nobla, Lech Wałęsa. U boku którego idą międzynarodowi działacze, w tym pozostali laureaci Pokojowej Nagrody Nobla. Można? Można.

Zamiast tego bijemy pianę i boimy się, jak nas pokażą w zagranicznych stacjach telewizyjnych, prasie, internetach.

Wszystko można fajnie rozegrać, tylko trzeba to zrobić z sensem!

Przemo Saracen.

Skomentuj

2 KOMENTARZE

    • W sumie Twoja uwaga dotyczy akapitu, który wykorzystałem jako zajawkę. Słuszna to uwaga, poprawiam, przy czym długich zdań wciąż będę używać 🙂

Jeśli spodobał Ci się materiał, zostaw komentarz, proszę :)