reklama na szczycie wpisu

Jest taki czas w życiu każdego z nas, że kończą się przywiezione z domu zapasy i trzeba podejść na zakupy do Coopa czy innej Remy.

Pierwszym, co zwróciło moją uwagę to naprawdę ubogi asortyment. Gdzie metry półek z herbatami, makaronami, musztardami jak u nas. Potem dowiedziałem się, że Norwegowie, jako ludzie generalnie mało ciekawi wszystkiego kupują w zasadzie jeden – dwa gatunki czegoś i to wszystko. Choćby powstało sto wariantów danego produktu, a każdy następny byłby lepszy od poprzedniego to Norweg i tak będzie kupował tylko to co na początku. No taki urok, co zrobisz.

Tak samo z przyprawami. W zasadzie pieprz i sól. Z tym, że soli, w przeciwieństwie do innych produktów (to samo jest z mąką, ale geneza tego jest troszkę inna, niż przyzwyczajenia) jest naprawdę sporo odmian. Bierze się to z norweskiej tradycji kulinarnej, gdzie właśnie sól i pieprz są podstawą norweskiej kuchni.

To przeciwieństwo naszej tradycji, wg której bogactwo przypraw jest wyróżnikiem naszej kuchni; w końcu jako szlak handlowy, most pomiędzy Wschodem i Zachodem poznaliśmy niezliczoną ilość tradycji, zwyczajów, smaków, a zatem i przypraw.

A Norwegia, czy bardziej Skandynawia? Jako kraj surowy, leżący na uboczu, słabo zaludniony siłą, rzeczy ograniczał się do naprawdę podstawowych produktów.

A sama kuchnia? Jako się rzekło, położenie geograficzne, sposób wojażowania ludzi północy nie sprzyjał kulinarnemu rozwojowi. Nie było czasu, nie było warunków, podczas wypraw kładziono nacisk na zupełnie coś innego, niż rozwój kultury kulinarnej. Z kolei tu, na miejscu tubylcy byli ograniczeni przez region, w którym mieszkali, surowość klimatu – co skutecznie ograniczało napływ nowinek już nawet nie gastronomicznych, ile obyczajowych itd.

Do tego tradycja, która w Norwegii wydaje się święta. Tu chyba wszystko jest tradycją, którą należy kultywować. A kuchnia to tradycja. Zatem ryby: głównie makrela, dorsz, seja, czy łosoś. Do tego dochodzi krab, homar. Poza tym to, co dał las – dziczyzna, hodowane przez nielicznych owce. A wszystko w towarzystwie prostych warzyw, co wynikało również z tradycji. Rolniczej. Bo pamiętajcie, że Norwegowie to chłopi! Wikingowie tak naprawdę byli chłopami, którzy w najprostszy możliwy sposób chcieli się wzbogacić.

Z czasem doszły ziemniaki. To chyba jedna z największych nowinek kulinarnych, które opanowały kraj i stały się dodatkiem do chyba wszystkich dań.

Foto: Jarosław Woszczyński

Wspomniane wcześniej ryby jedzą tutaj różnorako – pieczone, w cieście, wędzone, smażone, nawet surowe. Z delikatnym dodatkiem soli i pieprzu, co wydobywa oryginalny smak potrawy. Jakiś czas temu jadłem fajne, proste danie rybne, którego nie doświadczyłem w kraju: gospodyni wrzuciła na dużą patelnię masło, po czym nałożyła kilka różnych gatunków świeżych ryb, doprawiła je. Powstała kapitalna mieszanina smaków pierwotnych, że tak to określę.
Bardzo popularna jest zupa rybna. Ze smakiem zajadają się tutaj ciastkami rybnymi, co jest po prostu ohydne, a na dodatek śmierdzi jak cholera. Jednak tubylcy zajadają się tym, jak szaleni. No co kraj to obyczaj.

Foto: Jarosław Woszczyński

Co do dziczyzny, popularne jest mięso z łosia oraz z renifera. Z racji warunków geograficznych, renifer jest bardziej spożywany na północy. Miałem przyjemność jeść suszone serce renifera – nie wiem, jak tubylcy mogli wsuwać to w miejscach publicznych, bo capi to niemożliwie. Tymczasem najprostszym sposobem jest skrawanie tego w wiórki i żucie. Inaczej zapychasz się i śmierdzisz na kilometr.

Z kolei pieczona polędwica z łosia to coś wspaniałego. Soczysta, rozpływająca się na języku, potraktowana jedynie solą i pieprzem, z oryginalnym posmakiem – tak, to coś wspaniałego.

Popularne są również mięsne i warzywne gulasze, a także przetworzona żywność. Znaczy suszona, konserwowana, a nawet zakopywana. Znaczy jak u nas. Tyle, że w Polsce nie spotkałem się z zakopywaniem jedzenia w celach spożywczych.

Poznałem tu specjalnie przetworzoną rybę, której nie uświadczysz gdzie indziej. Mowa tu o „lutefisk”. W sumie nie wiedziałem co to jest, ale było na promocji, to wziąłem. Wiecie jako to w Polsce: w promocji bierze się to, czego normalnie za darmo by się nie wzięło.

A „lutefisk” to bożonarodzeniowe danie i robi się je ze sztokfisza, czyli suszonego dorsza. Taką rybę moczy się kilka dni w wodzie, a potem też przez kilka dni maceruje w ługu sodowym, silnie żrącej substancji (ług sodowy występuje i w coca – coli i w żrących środkach chemicznych, wszystko zależy od proporcji). Potem znowu moczy się to przez kilka dni w wodzie. W wyniku tego zabiegu ryba intensywnie pachnie, ma galaretowatą konsystencję. Następnie całość gotuje się lub smaży. Podaje się z warzywami.

 

Przeczytaj o niezwykle smacznym brązowym serze zwanym „Brunost”, genialnym połączeniu karmelu i sera żółtego

 

Norwegowie lubią również słodkości. Praktycznie w każdym sklepie możecie kupić słodycze na wagę, a czekolada często przełamywana jest nietypowymi smakami, dzięki czemu łakoć ta nabiera oryginalnego, ciekawego smaku. Oczywiście tubylcy wariują tu na punkcie ciast, które towarzyszą tu na każdym kroku. I jest w nich coś fantastycznego. Powiem wam, że u nas, w Polsce nie jadłem tak smacznych, niemal domowych ciast, jak te norweskie kupne. Podobnie jest z lodami, które są tutaj po prostu niesamowite. Do tego puddingi i gofry.

Powiedzmy sobie jednak szczerze – coraz częściej Norwegowie odchodzą od tradycyjnej kuchni na rzecz śmieciowego jedzenia. Jak u nas. Każdy kto jest tu dłuższy czas wie, że narodowym daniem Norwegii staje się pizza Grandiosa. Ludzie mają tu fioła na jej punkcie. Jest podawana oczywiście z keczupem podobno pikantnym, choć tak naprawdę słodkim. A dlaczego Grandiosa? Bo była to pierwsza mrożona pizza w Norwegii, która trafiła tu w latach 80- tych.

Jest też Smalahove, czyli barania głowa, świąteczny przysmak, o którym przeczytasz tutaj.

 

I grillpolse, czyli odpowiednik naszego hotdoga. Kawałek gotowanej parówki wrzuconej w podłużną bułkę, czasem posypanej prażoną cebulką spożywany jest tu masowo.

Kuchnia norweska wyda się nam, Polakom conajmniej dziwna. W wielu wypadkach niejadalna, jak brązowy ser, o którym powiem wam kiedy indziej.

Tymczasem spróbujcie smaków Norwegii i potraktujcie to jako doświadczenie jedyne w swoim rodzaju. Smacznego!

Przemysław Saracen

P.S. Byłbym zapomniał. Alkohole. No ohyyyyda panie, ohyda. Tego pić się nie da. Ale ichni drink, czyli „kaszk” jest całkiem całkiem. Zasypujesz kubek dwoma łyżeczkami kawy instant, zalewasz wrzątkiem. Dolewasz do pełna czystą, mocną wódą. Wypijasz. I zostajesz, jak stałeś lub siedziałeś.

PODZIEL SIĘ

Skomentuj

3 KOMENTARZE

  1. Kilka sprostowań
    Lutefisk się nie smaży, w piekarniku na parze się ją przygotowuje ale nie smaży.
    Grillpølse się grillu je a nie gotuje, gotowany jest wienerpolse.
    Grandiosa jest pierwszą norweską pizzą mrożoną, w latach 80 były w sklepach inne marki ale Grandiosa to pierwsza produkowana w Norwegii.
    Co do małego wyboru towaru w Norwegii to nie tyle przyzwyczajenia a fakt że rynek spożywczy w Norwegii jest kontrolowany przez 3firmy które dosłownie narzucaja ludziom co mają jeść, brak konkurencji po prostu i ludzie są zdani na to co im sklepy serwują

    • Witaj Marcinie!
      Dzięki za sprostowania. Co do grillpolse. Kupiłem je pod taką właśnie nazwą na lotnisku. I od tej pory praktycznie każdy taki „hot dog” to dla mnie właśnie grillpolse 🙂
      Czytałem badania, z których wynika – w skrócie mówiąc – że Norwegowie bardzo przywiązują się do konkretnego typu produktów, a np. na 100 podobnych produktów Norweg kupi 20 i choćby pozostali producenci stanęli na rzęsach to nic nie zmieni przyzwyczajeń klientów.
      I tak na zakończenie – nie mam pojęcia dlaczego nie ma tu dostępnego twarogu. Nie mam pojęcia.
      Dzięki za komentarz i pozdrowienia.

      • Twaróg jest ale nie we wszystkich sklepach i rzadko, najpewniej dostać w Meny lub innych delikatesach. Nazywa się skjørost i produkują go w Røros, skąd zresztą maja najpyszniejsze mleko jakie piłem. O do Lutefisk to kiedyś jak ja pierwszy raz kupiłem, na tej samej zasadzie co ty, w promocji była 😉. Usmazylem ją i mało się nie podusiliśmy z kolegą od tego smród, dopiero nam właściciel mieszkania powiedział jak się to przygotowuje

Dodaj komentarz