O nas

„Mój Codziennik” powstał z myślą o ludziach ciekawych świata.

Jesteśmy jak Ty: lubimy zwiedzać ciekawe miejsca, przeżywać niezwykłe przygody, fotografować niezapomniane miejsca, obejrzeć dobry film. Przeczytać ciekawą książkę. Posłuchać fajnej muzyki. Podzielić się przemyśleniami na temat kondycji współczesnego świata.

 

Tak naprawdę wszystko zaczęło się jeszcze przed internetem.

Od zawsze lubiłem czytać. Za czasów dziecięcych były to książki, dzięki którym poznawałem nie tylko świat, o którym nie miałem pojęcia, ale kształtowałem wyobraźnię; razem z bohaterami walczyłem w kosmosie, odkrywałem skrywane tajemnice, ryzykowałem życie, by zostać łowcą skarbów, ratowałem rozbitków…

Potem nastał czas dobrej prasy. „Przekrój”, czy „Polityka”, czy „Machina”.

Dlaczego akurat te trzy tytuły? Lubię magazyny. Lubię poznawać to, co nowe, interesujące, warte poświęcenia czasu i pieniędzy. Lubię przeczytać dobre opowiadanie, zgrabnie napisany felieton, rzucić okiem na ciekawie napisaną recenzję. Krótko mówiąc: coś, co w jednym miejscu zgromadzi ciekawe, teksty na różny temat podjęty przez różnych autorów.

A nade wszystko zwiedzanie. Podróże z mapą w ręku. Odkrywanie na nowo miejsc znanych i tych nieznanych. 

Można powiedzieć, że pokochaliśmy Norwegię. Jej otwartość, życzliwość, a jednocześnie surowe piękno i szacunek dla Natury. 

Odkrywając ją testujemy nie tylko siebie, ale dzielimy się z Wami naszymi wrażeniami. Radzimy, jak zwiedzać ten kraj i co mieć przy sobie, by nie spotkały Was przykre niespodzianki.

 


I chyba głównie to jest zaczynem Mojego Codziennika: ciekawie pisane teksty na wybrane tematy. Chcemy stworzyć miejsce, w którym czujecie się dobrze. Miejsce, w którym poczytacie fajnie napisane teksty, obejrzycie ciekawy film, poczujecie się zachęceni dobrą recenzją.

W rodzinnym Lubinie prowadziłem warsztaty literackie, których jedna z uczestniczek publikowała swoje teksty w „Panoramie Polskiej”.

Dzięki zaangażowaniu w pracy z młodymi literatami, czterokrotnie byłem nominowany do Nagrody Miasta Lubina, jak to się szumnie wabi. 

Stworzyłem grupę twórców „Grupa ludzi cienia”, którzy zyskali dodatkowe możliwości dotarcia do ludzi ze swoją sztuką.

Generalnie chodziło o „gang takich jednych”, którzy unikają sformalizowanych i skostniałych stowarzyszeń i grupek. Coś tam udało się zrobić, np. „Galerię Bezdomną”, czyli partyzanckie plakatowanie miasta grafikami ludzi GLC, czy robiąca furorę parę lat temu ogólnopolska akcja polegająca na podrzucaniu przeczytanych książek w różne miejsca Lubina. 

Chyba najbardziej znaczącym osiągnięciem Grupy Ludzi Cienia było nasze pismo „Chimera”, które było w swoim czasie jedynym periodykiem pokazującym i promującym lokalnych twórców.

Pracowałem też przy Lubińskim Festiwalu Filmowym promującego walory rodzinnego Lubina oraz jego okolic. Imprezę tę organizowało stowarzyszenie „Civis Europae” ze szczególnym uwzględnieniem Maria Lalewicza. Byłem Przewodniczącym Jury.

Moje materiały ukazały się m.in. w tygodniku „Konkrety”, dzienniku „Trybuna”, tygodniku „Przekrój”, tygodniku „Kurier Polski”, miesięczniku „Panorama Polska”, tygodniku „Nie”, dzienniku „Słowo Polskie”, miesięcznik „Chimera”, dziennik internetowy „Cyberexpress”, wydawnictwo „Zeszyty Lubińskie”.
O mnie oraz Grupie Ludzi Cienia informowali między innymi Telewizja Lubin, Telewizja Regionalna, portal filmowy „Stopklatka”, „Dziennik Polski”, „Słowo Polskie”, „Gazeta Wrocławska”, tygodnik „Konkrety”, „Biuletyn Polkowicki”, „Zeszyty Lubińskie”.

 

Znam się i potrafię ocenić wydarzenia ze świata filmu i szeroko rozumianej kultury i sztuki.

Organizowałem i realizowałem premierę filmu „Nienasycenie”, kolejne przedsięwzięcie wymagające precyzji, dokładności, improwizacji oraz umiejętności wybrnięcia z sytuacji stresowych. Zadanie było tym bardziej trudne, że całość emitował „Polsat”. W każdym razie do dziś radość sprawia mi fakt, że zaproszeni goście pokroju Jerzego Urbana, Liroya, Ewy Wiśniewskiej, Szymona Szurmieja, czy Kuby Wojewódzkiego wchodzili do kina przez pochwę:-D Kto oglądał film, ten wie, o co chodzi. Kto nie oglądał, a chce robić imprezy niech wie, że event musi dotyczyć wydarzenia, które ma być eventowane.

Przez pewien czas, do czasu zmiany formuły brałem udział w programie „Kinematograf” Krzysztofa Kłopotowskiego, emitowanym w TVP1.

 Z kolei podczas polskiej edycji międzynarodowego konkursu scenariuszowego o nagrodę Hartley- Merill, mój scenariusz filmowy pt. „Czas ludzi cienia” zakwalifikowany został do ścisłego finału i zyskał bardzo pochlebne opinie Jury (m.in. Robert Gliński, Zdzisław Pietrasik, Feliks Falk, Witold Bereś).

 

Staramy się, by materiały, które czytacie/oglądacie był wyjątkowe – w sensie jakości oraz tworzone tylko i wyłącznie dla czytelników tego serwisu. Tak, byście nie mieli poczucia straconego czasu.

No, to chyba na tyle. Tych, którzy lubią czytać zapraszam do czytania, a tych, którzy lubią pisać, zapraszam do pisania na łamach naszego/waszego magazynu.

Zapraszam, Przemek Saracen


Napisz do nas:

Skomentuj

Dodaj komentarz