Wraz z wygaśnięciem kampanii wyborczej, jakby naturalnie umykają dyskusje dotyczące naszych problemów. Jednym z nich jest sprawa tzw. “odkrywki”, czyli wydobycia węgla brunatnego metodą odkrywkową. „Na szczęście” problem wróci wraz ze zbliżającą się kampanią wyborczą do samorządów. A może nie i ludzie skupią się na wodotryskach.

Przyszłość nie zapowiada się różowo; powstanie tzw. lej, który de facto wyssie całą wilgoć z regionu, w którym będzie prowadzone wydobycie. W  najgłębszym miejscu “szyb” ma liczyć blisko 300 metrów! Nie trzeba mieć wielkiej wyobraźni, by wiedzieć, że wykop długości kilkudziesięciu kilometrów, o takiej głębokości wciągnie wszystko, co cieknie. Ale to tylko przyroda, kto by się tam przejmował…

Nikt nie zwraca uwagi na warunki panujące wokół zbiornika Żelazny Most i jakoś żyjemy… Może dlatego, że problem dotyczy “jakichś dzikusów” za “borem lasem”, skupionych w jednym miejscu, w ogóle buraków, które powinny cieszyć się, że w ogóle ktoś coś u nich chce budować. No właśnie. Tyle, że ten “bór las”, a raczej nasza ignorancja, arogancja i zwykłe lenistwo umysłowe zwraca się przeciw nam.

Powstanie moloch, który wessie, rozwali wszystko dookoła, przeżuje i wypluje wszystko, co znajduje się w pobliżu. Już dziś wiemy, że trasy Lubin – Legnica nie będzie. Już dziś wiemy, że droga Lubin – Wrocław zostanie przeryta, a do Dutkiewicza będziemy jeździć przez Głogów. Już dziś wiemy, że w jednym miejscu Odra będzie zawrócona. Ale kto by się tym przejmował, ważne by KGHM był w Lubinie.

Jest nadzieja; właściciel złóż, a zatem przyszły właściciel Lubina, czyli PGE ma złoża węgla brunatnego w pobliżu Gubina, miejsca nie tak zurbanizowanego jak nasz region. Ponadto złoże znajduje się płycej, dzięki czemu koszt dotarcia do węgla jest i tańszy, szybszy w wydobyciu i zwyczajnie politycznie bardziej opłacalny. Jednak prawda jest taka, że prędzej czy później ten pożeracz wszystkiego dojdzie do nas. I co wtedy?

Zastanawia milczenie KGHM, który raz jest w spółce wydobywającej węgiel brunatny, raz nie. Rzecznik KGHM, Dariusz Wyborski chyba położył laskę na swojej pracy, albo wziął przykład z Maja, bo ma już głęboko w dupie napływające do niego pytania. Tak to jest, gdy ma się plecy i przeszło 20 tysiączków miesięcznie wpływa do kieski.

W każdym razie dziwi fakt, że firma która zbudowała Lubin, zwyczajnie ma w dupie jego przyszłość i wyprowadza grube miliardy do jakiejś Kanady, gdzie pracę znajdą nie lubińscy górnicy i hutnicy, lecz tamtejsi autochtoni.  Pomijam już fakt, że spółka skarbu państwa zachowuje się jak pierdolony dziewiętnastowieczny kapitalista, dla którego pracownik to koń roboczy. 

Ostatnią wiadomością jaką znam, dotyczącą zachowania KGHM wobec odkrywki jest ta, że Polska Miedź wycofała się ze spółki wydobywającej węgiel brunatny.

Zastanawia fakt beztroskiego przepierdalania przez KGHM grubych pieniędzy. Jakby to było zrobienie herbaty lub pstryknięcie palcem.

Tymczasem czy tego chcemy, czy nie – odkrywka zbliża się. Jeśli słyszycie o tym, że “spoko, ludkowie, eksploatacja zacznie się za 20, 30 lat, spoko, kochajmy się” to pamiętajcie ludkowie, że do tego czasu trzeba przygotować infrastrukturę, park maszynowy, muszą być przygotowane zwałowiska, wybudowane elektrownie (jak myślicie, dlaczego geodeci po cichu wymierzyli już grunty?) itd. itp.

Z drugiej strony… Już dziś wiadomo, jak mimo obecności KGHM w regionie jest ciężko o pracę. Polska Miedź woli bowiem wywieźć do Kanady 10 miliardów, zamiast zainwestować w zakłady rozwijające w lokalny rynek pracy i tkankę społeczną. 

Powiedzmy sobie szczerze. Jeśli ten region ma w ogóle przetrwać, odkrywka jest jedynym wyjściem. Możemy kląć, płakać i zaciskać zęby. Ale tak jest.

A tymczasem KGHM nadal będzie przepierdalać gdzieśtam pieniądze, które mogłyby pracować tu, w naszym regionie, ku chwale swojej i pracujących tu ludzi.

Zastawnik przewraca się w grobie.

Przemo Saracen

Skomentuj

Skomentuj korzystając z FB, G+, Disqus lub tradycyjnego systemu komentarzy!