reklama na szczycie wpisu

Nie oczekuję jakichś szczególnych bonusów od świata, bo przyszłoby mi pewnie zwariować, jednak czasem miło jest zobaczyć, jak ludzie dookoła szanują siebie i świat właśnie.

Segregują śmieci, odnoszą się w miarę uprzejmie, nie chodzą w bikini do kościoła, nie patrzą na siebie spod byka. Takie tam, no żyj i daj żyć innym.

Kiedy odprowadzałem małego do szkoły – wiadomo, 1 wrzesień – olśniło mnie. Raz kolejny, jakbym nie widział tego na codzień i od święta. Tak jednak bywa, że potrzeba powtarzalnych olśnień, by zobaczyć, co kształtuje to społeczeństwo i jak długa droga przed nami.

Nie, nie będzie to wykład o rzeczach wielkich, ulotnych i wspaniałych tudzież patriotycznych. To raczej pochylenie się nad detalami, z których składa się świat, pozwalającymi na jakieś współżycie społeczne.

Wszystko zaczyna się od tego małego kroczku. Gestu potrafiącego ustawić cały dzień. Sygnału, prostego, maleńkiego sygnału przekazanemu bliźniemu, który mimowolnie staje się ogniwem w łańcuchu ludzkich zachowań.

Od zatrzymania się kierowcy przed pasami, przy których stoi przechodzień. Nie dlatego, że trzeba, że musisz. Bo tak jest dobrze. Bo tak jest uprzejmie. Bo tak trzeba. Bo nie jesteś sam, jesteś elementem większej całości, organizmu, którego poszczególne elementy wpływają na siebie.

Naprawdę, nic się nie stanie, gdy zatrzymasz się przed pasami, a ta niepozorna babina uśmiechnie się, machnie w podzięce i pójdzie dalej. Dałeś jej sygnał. Ona prawdopodobnie przekaże go dalej. To popłynie w świat.

Rozumiem luzaków. Wiem, że „mamwdupizm” czy „olewator” to prawie norma. Szkoda, że politycy, osoby publiczne oraz media nie dojrzały do tego, by kształtować nasze postawy, by podkreślać, jak bardzo zależymy od siebie. Do tego, by uczyć nas lubienia się od nowa. By wiedzieć, że są pewne kanony, które nie przekreślają naszego prawo do wolności wyboru.

Dla niektórych poniższy przykład może być trywialny, ale według mnie pokazuje pewien mechanizm, dzięki któremu dzieciaki wyrastają na samolubów i abnegatów.

Pierwszy dzień szkoły to dzień szczególny dla dzieciaka. Nieważne, czy to kolejny rok w tej samej szkole, czy to nowe miejsce. Dzień szczególny – koniec kropka. I twoim zadaniem, jako rodzica jest sprawienie, by dziecko nie tylko czuło się bezpiecznie przy tobie, ale wyglądało adekwatnie do okazji. Nie zrozumcie mnie źle. Ja rozumiem, że masz gdzieś opinię innych i nikt ci nie będzie mówił, co masz robić, jak masz ubrać siebie i dziecko, ale rozumiesz…

No jesteś Rodzicem. Dajesz przykład. Od ciebie zależy, jaki ten dzieciak będzie. I jeśli przychodzisz z dzieckiem na rozpoczęcie roku szkolnego w klapkach, hawajkach, koszulce bez rękawów i nieogolony, a obok ciebie drepce twoja małoletnia kopia to nie dziw się, że potem wyrasta ci pod bokiem mały cham.

Jeśli nie wykształcimy w sobie zasad, które przydadzą nam się we współżyciu z innymi, jeśli będziemy arogancko ignorować zasady, którymi kieruje się szkoła, czy inne miejsce publiczne nie nauczymy swoich dzieci reguł właściwego postępowania. Wyrosną na bezdusznych, roszczeniowych i rasistowskich troglodytów żłopiących piwsko na plaży za parawanem.

Albo jeszcze gorzej – przeklętych hipsterów bez krzty empatii, za to z nieokiełznanym poczuciem własnej zajebistości.

Politycy, media… Oni nie nauczą naszych dzieci wartości, o jakie nam chodzi. Nie pomogą nam przejść przez świat.

Bo ich interesy są diametralnie inne od naszych.

Jeśli sami nie zadbamy o NAS, o wspólnotę, zginiemy jako społeczeństwo. Będziemy zlepkiem egoistów.

Wbrew pozorom to jest optymistyczny tekst.

Przemo Saracen.

Skomentuj

Jeśli spodobał Ci się materiał, zostaw komentarz, proszę :)