reklama na szczycie wpisu

 

Kiedy spojrzeć wstecz, sezon wakacyjny był zawsze ciężki dla Platformy. Praktycznie rok w rok o tej porze wieszczono jej upadek, zatroskani znawcy medialni i eksperci polityczni tudzież spin doktorzy z przejęciem grzebali PO.

Mijały wakacje i ból mijał jak ręką odjął. Tusk stawał przed kamerami albo ruszał w trasę i odwracał trend. Ludzie bezpośrednio przekonywali się, że to w sumie równy chłop, tylko zaplecze nie pozwala mu rozwinąć skrzydeł.

Zupełnie jak rajdy Stalina po ZSRR, gdy w powszechnej świadomości ludu pracującego miast i wsi to ojciec narodu człowiekiem był dobrym, ino zaplecze nie miało serca. Wszystko wracało do normy i PO kopała przeciwnikom tyłki. Aż do teraz.

Oczywiście zachowujmy proporcje – przecież Tusk nie mordował swoich przeciwników. Gwoli ścisłości przyznajmy jednak, że dziś nie trzeba odstrzeliwać oponentom głów, by sponiewierać ich, upodlić i wyeliminować z życia publicznego.

Chodzi bardziej o pewien model sprawowania władzy; pokazywania siebie jako dobrego, ciepłego,serdecznego, pełnego zrozumienia dla innych ojca narodu z jednej strony oraz stanowczego, wymagającego, ale sprawiedliwego męża stanu godnie reprezentującego kraj nasz piękny i wspaniały.

I do pewnego momentu Tuskowi udawało się. Jasne, nie da się każdemu dogodzić, ale koniec końców facet nie wydawał się taki zły. Miał w sobie coś takiego chłopięcego, takiego rozbrajającego, no wybaczało mu się wszystko.

Do czasu. Bo to, co widoczne gołym okiem u Leszka Millera, czyli taka oślizgłość, kombinatorstwo, prymitywna siła, seksizm, buta i mściwość, u Tuska nikło pod tym chłopięcym wyglądem i dobrą analizą ludzkich nastrojów tudzież sprawnym graniem wizerunkiem.

Czasy mamy takie, że wszystko się rypło. Zbyt późno okazało się, że ludzie są naprawdę wkurwieni. Nie interesuje ich nowoczesny Orlik, kiedy nie stać ich na kupno dzieciakowi butów do grania. Mają serdecznie w dupie nowoczesne autostrady, gdy muszą zaciągać kredyt na wyprawkę dziecka, które idzie do szkoły. Pieprzą wszystko, gdy okazuje się, że przejście suchą stopą przez kryzys nijak ma się do tego, że nie można zaplanować przyszłości nawet na kwartał do przodu.

Masa ludzi, masa młodych ludzi nie ma przyszłości. Brak jest perspektyw, stabilności, a warunki pracy urągająe cywilizowanym normom sprawiają, że nikt, ale to nikt rozsądny nie będzie popierał ludzi, dzięki której są w takiej sytuacji, a nie innej.

Żeby było jasne – nie oczekuję, że władze rozwiążą za ludzi wszystkie problemy. Nie można jednak stosować zasad wolnoamerykanki na społeczeństwie, które jest różne. Naprawdę nie wszyscy są zaradni, wyszczekani, piękni, zdrowi i bogaci i bezbłędnie trafiają w swój czas i miejsce.

Tak, wiem, że w przebogatej Norwegii też są odpowiedniki naszych śmieciówek. Ale na dadźboga! Tam są zupełnie inne procedury, inne stosunki międzyludzkie, inne podejście pracodawcy do pracownika! To mechanizm na styku pracodawca – władza – pracownik, dzięki której zwykły robol wie, że nie zostanie sam, gdy powinie mu się noga! Wie, że pracodawca, jaki by nie był, będzie traktował go jak człowieka, nie jak bydlę, czy złodzieja!

Takich mechanizmów, jakie są we wspomnianej Norwegii nie będzie w Polsce nigdy. Zniszczyliśmy bowiem proste zasady wzajemnego szacunku i dialogu pozwalającego na ustalenie niepisanych reguł funkcjonowania rynku pracy. Traktujemy się jak wrogowie.

Wrócę do Tuska, bo przecież od niego zacząłem. Skupienie się na własnym bałwochwalstwie doprowadziło do totalnej rozpierduchy w życiu publicznym. Promowanie kolesiostwa, brak skromności, szacunku dla przeciwnika oraz pokazowe „odstrzelenia” niewygodnych towarzyszy, brak przejrzystego i logicznego mechanizmu awansu urzędników lub działaczy partyjnym zbiera żniwo. Arogancja czołowych przedstawicieli PO, ich buta oraz kompletne poczucie bezkarności zaowocowały tym, co mamy; Stonogą, Kukizem, Korwinem, Ruchem Narodowym.

Tusk nie wychował następcy. Wyznaczył go. Ją – Ewę Kopacz. Kobietę może i energiczną, kompetentną i odważną, ale bez charyzmy. Bez tego „prądu”, za którym pójdą ludzie szukający nadziei. Nie mówię, że mają ją znaleźć tu i teraz. Mówię, że potrzebują kogoś, kto w ich imieniu da nadzieję na coś lepszego. Nie za sto lat , pięćdziesiąt czy dwadzieścia pięć. Ale za te kilka lat, bo ludzie wyjeżdżają w świat. Widzą, że inne kraje wcale nie są od nas jakoś lepsze. Są po prostu z głową zorganizowane. I widząc to, dostają kurwicy. Zwyczajnie. Sukces Zera Dudy pokazał, że ludzie są złaknieni tej nadziei. Trzymają się jej kurczowo i zrobią wszystko każdemu, kto choćby zamajaczy nią na horyzoncie.

Nie. Nie będę zrzucał całej winy na Tuska, bo to jest zbyt proste. Tak, jakby nie było siania nienawiści przez PiS oraz kompletnego upadku jakichkolwiek obyczajów w mediach.

Mam jednak pretensję do Tuska, że będąc u szczytu władzy nawet mu się nie chciało.

Przemo Saracen.

Skomentuj

Jeśli spodobał Ci się materiał, zostaw komentarz, proszę :)