reklama na szczycie wpisu

 

„Obecność” Jamesa Wana to horror, który w 2013 roku podbił serca krytyków i widzów, bynajmniej nie dlatego, że był przełomowy czy wywracał gatunek do góry nogami. Wręcz przeciwnie – był klasyczny do bólu, ale wszystkie jego części składowe zostały zrealizowane perfekcyjnie. Reżyser po prostu doskonale wiedział, jak poukładać klocki i elementy, które dobry film grozy mieć powinien. Potem zaczęło się dojenie marki, w postaci koszmarnie słabego spin-offu pt. „Annabelle”. Teraz nadszedł czas na pełnoprawny sequel.

Ed i Lorraine Warrenowie, rzeczywiste małżeństwo słynnych amerykańskich demonologów, pracuje nad kolejną sprawą. Z początku Wan zdaje się sugerować, że łapiduchy będą zajmować się przypadkiem morderstw w Amityville, jednak akcja szybko przenosi się do londyńskiego Enfield, gdzie w latach 1977-1979 miała miejsce jedna z najlepiej udokumentowanych ingerencji sił nieczystych. To, co z początku wydawało się być tylko upierdliwym poltergeistem, miało rzekomo okazać się działalnością potężnego, śmiertelnie groźnego demona. Warrenowie zostają poproszeni o interwencję przez przedstawiciela Kościoła katolickiego, który zachowawczo nie chce się w sprawę angażować.

Wan stopniuje napięcie i znów sięga po pakiet sprawdzonych rozwiązań, takich jak samoistnie poruszające się przedmioty, dziwne odgłosy, ciemność czy potworne twarze nagle pojawiające się w kadrze. A my znów to wszystko przyjmujemy bez słowa, zwłaszcza, że reżyser po mistrzowsku serwuje nam kolejne doskonałe ujęcia. Wiele scen grozy celebruje ustawioną wysoko kamerą, filmującą akcję z góry. Wypada to świetnie, ale i tak zawsze wiemy, kiedy mamy się czegoś spodziewać. Poza dwoma naprawdę udanymi momentami, „Obecność 2” po prostu nie straszy. Trzyma za to w dość dużym napięciu, a to dużo więcej, niż można powiedzieć o większości horrorów.

Do głównych ról ponownie powracają Patrick Wilson i Vera Farmiga i radzą sobie bardzo dobrze. Szkoda tylko, że nie zdecydowano się nieco bardziej rozbudować ich bohaterów, film z pewnością by na tym skorzystał. A tak są to po prostu stereotypowe, pełne wiary postacie, które na szczęście nie ocierają się o śmieszność (tak „Insidious”, na Ciebie patrzę), nawet jeśli Ed Warren sięga po gitarę i śpiewa Presleya. Generalnie Wilson przekonał mnie do siebie bardziej, niż w poprzedniej części.

Po sporym sukcesie finansowym poprzedniczki, „Obecność 2” dostała dwa razy większy budżet i to widać. Film jest dłuższy, bardziej spektakularny, ale i miejscami bardziej dosłowny, co nie każdemu się spodoba. Jeśli nawet widz nie do końca da się złapać na wizualne strachy, stosowana w nieoczywisty sposób muzyka spróbuje wywieść go w pole.

Całość może się podobać i z pewnością doczeka się też trzeciej odsłony i przynajmniej jeszcze jednego spin-offa. Może nie straszy już tak dobrze jak część pierwsza, ale nadal trzyma wysoki i satysfakcjonujący poziom, przewyższając większość horrorów stawiających na epatowanie wyłącznie krwią i flakami, a nie nastrojem, ciemnością, cieniami i lustrzanymi odbiciami. To w żadnym wypadku nie wybitna, ale w każdym calu poprawna rozrywka, całymi garściami czerpiąca z klasyki i nie pozwalająca się nudzić. Jeśli podobnie jak ja uważacie pierwsze „The Conjuring” za jeden z najlepiej skomponowanych filmów grozy ostatnich lat, sequel nie powinien Was zawieść. 7/10.

Piotr Pocztarek

Skomentuj

Skomentuj korzystając z FB, G+, Disqus lub tradycyjnego systemu komentarzy!