reklama na szczycie wpisu

„Epoka lodowcowa” to jedna z najbardziej rozpoznawalnych, współczesnych serii animacji na świecie. Przygody Sida, Mańka, Diego i wiecznie goniącego za żołędziem Wiewióra od 2002 roku bawią starszych i młodszych widzów, zbierając stosunkowo pozytywne recenzje, a nawet zgarniając po drodze jedną nominację do Oscara. Do kin trafiła właśnie piąta część, a wraz z nią pojawiły się pierwsze naprawdę chłodne recenzje. Czyżby seria najlepsze lata miała już za sobą?

 

Futrzaki mierzyły się już z odwilżą, dinozaurami i ruchami tektonicznymi. Tym razem ku Ziemi zbliża się gigantyczny meteor, zagrażając wszystkim jej mieszkańcom. Czy odwaga, spryt, siła przyjaźni i poczucie humoru wystarczą, by powstrzymać niebezpieczeństwo?

To, co zawsze stanowiło o sile serii, w przypadku filmu „Epoka lodowcowa: Mocne uderzenie” zaczęło się potężnie rozmywać. Relacje między bohaterami w zasadzie stoją w miejscu (nie licząc dorastającej Brzoskwinki, córki Mańka, która chyba w którymś momencie będzie musiała przejąć pałeczkę). Humor wydaje się wymuszony, chociaż kilka zabawnych żartów mimo wszystko się zdarzyło. Nawet morał wywołuje jakby mniejszą zadumę i wzruszenie, niż w poprzednich częściach. To wszystko sprawia, że seans zaczyna być akceptowalny wyłącznie dla dzieciaków, co przy takiej serii może być zabójcze.

Przez pierwszą godzinę bawiłem się nawet przyzwoicie, jednak ostatnie 30 minut to była już droga przez mękę. Czarne charaktery w postaci prehistorycznych ptakozaurów, czy wreszcie mieszkańcy utopijnej krainy, do której w końcu trafiają bohaterowie to tak mdłe i nudne motywy, że w pewnym momencie po prostu odechciało mi się dalszego seansu.

Na niezmiennie wysokim poziomie pozostaje za to jakość animacji. W ruchu „Epoka lodowcowa 5” wygląda po prostu świetnie i feerią barw zachwyci nie tylko najmłodszych widzów, ale i tych starszych, bardziej wymagających. Trudno się dziwić – każda kolejna część kosztuje coraz więcej, pytanie tylko, czy będzie też przynosić większe zyski?

Zmęczenie materiału widać jak na dłoni, przede wszystkim w kwestii braku porywającego scenariusza. Sam Wiewiór, chociaż jego nieszczęsne perypetie nadal bawią, nie jest w stanie pociągnąć całości i usprawiedliwić ponad półtoragodzinnego wiercenia się na kinowym fotelu. Jeśli producenci jeszcze nie zdecydują się pogrzebać serii, będą musieli postawić na dobrą, przygodową akcję, bardziej błyskotliwych i zabawniejszych scenarzystów i być może zupełnie nowe postacie, ponieważ dotychczasowa formuła po prostu się wyczerpała. Niestety, to najgorsza część, kompletnie ostudzająca chęć wyczekiwania kolejnej odsłony. 5/10.

Piotr Pocztarek

Skomentuj

Skomentuj korzystając z FB, G+, Disqus lub tradycyjnego systemu komentarzy!