reklama na szczycie wpisu

Animacji w kinach mamy pod dostatkiem, ale jak wiele z nich może szczycić się adnotacją „Tylko dla dorosłych”? „Sausage party” to nie pierwszy (i zapewne nie ostatni) film tego typu, mieliśmy już przecież obrazoburcze „Miasteczko South Park” czy dramatyczny „Walc z Baszirem”. Jednak Seth Rogen ze swoją stałą ekipą i reżyserami Gregiem Tiernanem i Conradem Vernonem (m.in. „Shrek 2” i „Madagaskar 3”) poszedł o krok dalej. Wynik? Jeden z najbardziej żenujących poziomem humoru filmów tego roku.

Zapowiadało się wyśmienicie: bohaterami filmy są produkty spożywcze, zamieszkujące supermarket. Mięso, warzywa, owoce, pieczywo, soki: wszystkie sądzą, że robiący zakupy klienci to bogowie, a zostać dorzuconym do sklepowego koszyka oznacza zostanie wybranym do osiągnięcia zbawienia i wiecznego szczęścia. Jak wiemy, rzeczywistość jest zgoła inna, a naszych bohaterów po przybyciu do domu czekają tylko noże, tarki i obieraczki, czyli śmierć w męczarniach. Cała historia miała być okraszona bardzo wulgarnym językiem i wyjątkowo sprośnym humorem. Czego tu nie lubić?

Niestety, szybko okazało się, że świetny pomysł to wszystko, na co stać drużynę Rogena. Poziom absurdu byłby jeszcze do wytrzymania, od przekleństw jeszcze nikt nie ogłuchł, a i rubaszne żarty są dla mnie przecież chlebem powszednim. Jednak tutaj przez półtorej godziny bohaterowie bezsensownie ganiają się po sklepie, a wszystko co mają do zaoferowania, to te same lubieżne żarty, wygrywane w takim samym tonie przez bite półtorej godziny. Nawet największego miłośnika sprośności w pewnym momencie przestaną śmieszyć, a zaczną nudzić.

W tym zalewie tanich żartów można oczywiście wypatrywać także perełek. Dowcip o Hitlerze, chociaż znany od lat w całym świecie anglojęzycznym, tutaj nabiera zupełnie nowych barw. Mnie rozwalił także gag z Meat Loafem, jeśli ktoś pamięta tego piosenkarza i aktora z pewnością głośno parsknie. To pokazuje, że całość miała gigantyczny potencjał i należało po prostu przysiąść nad scenariuszem i dialogami, a nie wypełniać puste linijki „fuckami” i aluzjami do seksu.

Nie samym humorem jednak człowiek żyje. Kiedy „Sausage party” się nie wygłupia, pod zwałami żartów można nawet doszukać się kilku interesujących wniosków. Twórcy odnoszą się do różnic rasowych, kulturowych i religijnych, a także zabierają głos m.in. w sprawie homoseksualizmu, używek czy śmierci. Gdyby dalej iść tym tropem i właśnie tym wątkom dać przewagę liczebną, mielibyśmy jedną z najlepszych animacji w historii.

Na koniec słówko o polskiej wersji – jak możecie się domyślić, nie zdecydowano się na dubbing (już widzę setki lub nawet tysiące zmylonych rodziców z dziećmi!), możemy więc obejrzeć wersję 2D z napisami. Jesteśmy więc „skazani” na oryginalne głosy m.in. wspomnianego Setha Rogena, Jamesa Franco, Jonaha Hilla, Edwarda Nortona czy Salmy Hayek. To weterani, więc wypada to więcej niż dobrze. Szkoda tylko, że sama jakość animacji nie powala na kolana, aczkolwiek wciąż trzyma dobry poziom.

Twórcy sami strzelają sobie w stopę: mając do dyspozycji tak błyskotliwe zaplecze intelektualne i praktycznie nieograniczone możliwości wbicia ostrza satyry we wszystko co się rusza, postawili na ogromną przewagę humoru dla gimbusów. W efekcie powstał twór, który bardziej pewnie bawił ekipę podczas przesyconego maryśką procesu tworzenia, niż samego widza w kinie. Szkoda, ale może w sequelu powstanie z tego coś na wzór „Movie 43”? Delikatnie naciągane 5/10

Piotr Pocztarek

PODZIEL SIĘ

Skomentuj

Dodaj komentarz