reklama na szczycie wpisu

 

Sieciowy znajomy pyta mnie: “Przemo, czemu pienisz, gdy lokale [red: lokalne redakcje] publikują twoje rzeczy, przecież to dla ciebie reklama”. Kiedy odpowiedziałem mu, przyznał mi rację, zresztą pisałem o tym w jednym z wcześniejszych felicjanków.

Generalnie zasada jest taka – felieton, zdjęcie, grafika jest produktem czyjejś pracy. Nauczyciel uczy, górnik kopie, pacykarz maluje, aktor gra. Za to, co się wykonuje należy się zapłata. Oczywiście, czasem jest tak, że przekazuje się efekt własnej pracy w prezencie dla kogoś, kto cię poprosi, kto wytłumaczy ci, dlaczego tak bardzo zależy mu właśnie na tobie. W ten sposób ciekawe, niedochodowe, wartościowe projekty rosną wykorzystując dobrą wolę innych; aktor wystąpi charytatywnie w jakimś przedstawieniu, kierowca przewiezie w imię idei chore dzieci na charytatywny koncert, a tynkarz za darmo otynkuje ścianę np. hospicjum. I tak to się kręci.

Natomiast inna sprawa jest, gdy efekt czyjejś pracy jest bezwzględnie wykorzystywany do własnego, niejasnego kręcenia lodów. Nie mam zamiaru dostarczać tzw. contentu lokalnym portalom, które przytulają kaskę z reklamy emitowanej przy moim tekście. Nie mam zamiaru, by ktoś spijał za mnie chwałę, bo to w końcu ja napisałem felieton. Nie mam zamiaru słyszeć, że jestem taki – owaki, zamiast usłyszeć “Przemo, dzięki za tekst”.

Wreszcie, przekazywanie za darmo tekstów innym portalikom psuje rynek. Portal, powiedzmy informacyjny to biznes. Ktoś kto go prowadzi, chce się z tego utrzymać. Ma rachunki, ma rodzinę, którą musi utrzymać. Spójrzcie na taki “LubinExtra”, które stara się wprowadzić jakieś standardy pracy. Człowiek prowadzący tę gazetę oraz portal prowadzi firmę. FIRMĘ. Zarabia na życie dostarczając wam informację w sposób, w jaki uważa, że robi najlepiej. Bez politycznego przechylenia. W przeciwieństwie do oszalałych na punkcie władz powiatu i miasta kosenków, którzy psują rynek i wykorzystują wszystko i wszystkich, by napierdalać w “Lubin 2006″, portal i gazeta “LubinExtra” stara się utrzymać jakąś równowagę w przedstawieniu informacji.

Wiadomo, jaki jest rynek mediów w Lubinie. To środowisko skostniałe, a ludzie w nim pracujący kurczowo trzymają się posadek, na dodatek topią innych we własnym bagienku.

Nawet redakcja lubińskiego oddziału “Gazety Wrocławskiej”/”Panoramy Legnickiej” zrównała w dół.

Mam gdzieś lubińską politykę – w sensie sztywnych, plemiennych podziałów uniemożliwiających wspólne rozmowy, wspólne projekty itd. Wszędzie są bowiem ludzie „kumaci”, jak również wszędzie są kretyni, dla których „Władca Pierścieni” to reportaż. Sztuka w tym, by wspólnie zrobić coś, co po nas zostanie. Przecież i tak robimy to dla ludzi.

Interesuje mnie to, by istniały media podające ludziom ciekawą informację, rozrywkę i poradę. I nieważne, czy to będzie lewicowe, prawicowe, czy centrum. Musi być po prostu niezależne, ale nie od rozumu.

Przemo Saracen

Skomentuj

Dodaj komentarz