Nie od dziś wiadomo, rewolucja ma na celu zmianę zastanego porządku. Odbywa się gwałtownie, niszczy wszystko co stanie na jej drodze. Po prostu to co było musi zostać zrównane z ziemią, by mogło nastać nowe.

Rewolucje są bezwzględne. Okrutne. Bezrefleksyjne. Potrzebują wodza i posłusznych walcowi rewolucji wykonawców woli przywódcy.

Wątpliwości? Skrupuły? Nie. Przecież to rewolucja. Kto przyłącza się do niej, ten nie może liczyć na częściowy udział. Zniszcz byłego siebie, nastał czas odnowy, nastał czas rewolucji, w wyniku której nadejdzie nowy ład!

Zrozumienie tego mechanizmu pozwoli na walkę z nią. Powtarzam jak najęty, że ci, którzy decydują się na walkę z rewolucją muszą liczyć się z najgorszym. Nie można iść w piątek na kawę z bezglutenowymi pierożkami, po powrocie do domu przygotować bojowe ciuchy, naładować baterię w aparacie, bo przecież trzeba nadać live na fejsie oraz aktualizować przemyślenia z boju o demokrację.

A pozostali gromko klaszczą klawiaturą. Wydają oświadczenia. Nawołują do oporu, ale tylko do momentu, w którym woła nas pralka, pies chce siku, albo trzeba śmieci wyrzucić. Potem wracamy przed monitor i znowu walczymy.

Tymczasem rewolucja rozgrywa się na ulicy i w zaciszach gabinetów. Rewolucja śmieje się, gdy widzi rozpłakanych demonstrantów, którzy są niemalże w szoku, gdy służby porządkowe reagują siłą na protesty. Nosz kurwa, po to właśnie są!

Antyrewolucjonistą może być tylko osoba zdecydowana na wszystko. Jednak antyrewolucjonista musi wiedzieć, że w razie wpadki ktoś się za nim wstawi. Bo ruch oporu może być wszędzie. Również w łonie rewolucji.

Nie. Nie nawołuję do przemocy, atakowania budynków użyteczności publicznej. Wiem jednak, i pokazuje nam to historia, że tylko ludzie gotowi na wszystko gotowi są pokonać potwora rewolucji.

Trzeba mieć tę świadomość, że nie ma się nic do stracenia. Że albo wszystko albo nic. Trzeba dojrzeć do przykrej refleksji, że w walce o umiłowaną wolność należy sięgnąć po środki czasem mało mającego z wyznawanymi do tej pory wartościami.

Tak, to przykre i w jakiś sposób łamiące człowieka od środka. Bo zmienia. Wytrąca z równowagi. Kompletnie zaburza dotychczasowe postrzeganie świata oraz hierarchię wartości.

Brakuje mi tej refleksji, że Pierwszy Rewolucjonista RP to człowiek stary, który goni uciekający mu czas. To człowiek, na którym zakończy się genealogia jego rodu. To człowiek, który nie ma się komu zwierzyć. Do kogo przytulić i z kim po prostu porozmawiać. Wszyscy ważni dla niego ludzie nie żyją. On nie ma nic. Dlatego może wszystko.

Pierwszy Rewolucjonista nie ma już hamulców. Z małego, oślizgłego, mściwego człowieczka powstał potwór, który czasem i owszem miał parę dobrych pomysłów, jednak były one jedynie celem do czegoś wyższego. Do stworzenia Potwora. Bezkarnego, pysznego, wulgarnego. Cofającego nas mentalnie o dziesiątki lat wstecz.

Antyrewolucjoniści MUSZĄ wiedzieć, że z takim człowiekiem, z jego rewolucją nie da się wygrać fejsbukiem, telewizją, radiem, czy marszami milczenia.

Społeczeństwo już zostało rozbite na atomy. Zniszczono zaufanie społeczne między Polakami, choć na dobrą sprawę nie ma żadnego powodu, by tak się różnić.

Tak naprawdę jedynym człowiekiem, który przeciwstawił się rewolucji był samotny w swym proteście Piotr Szczęsny, którego śmierć powinna być nawet nie sygnałem ostrzegawczym, a syreną zapierdalającą, aż bębenki w uszach pękną!

Niestety. Śmierć tego człowieka nie przyniosła opamiętania, nie skłoniła  antyrewolucjonistów, ani polityków chcących ich reprezentować do żadnej, ale to żadnej refleksji.

Zdarzenie, które powinno być punktem zwrotnym i fundamentem nowej siły zapadło się w cyrku, który zaczynamy robić wokół pamięci o Piotrze Szczęsnym.

Przemek Saracen

Skomentuj używając swojego konta na Disqus, Facebooku, G+ lub korzystając z tradycyjnego systemu komentarzy

1 KOMENTARZ

Zostaw komentarz, dziękujemy :-)