reklama na szczycie wpisu

Tydzień przed zawodami zajrzałem na skocznię, by zobaczyć, w jaki sposób organizatorzy zamierzają zdobyć śnieg. Trzeba wam bowiem wiedzieć, że ta zima była najłagodniejsza od wielu, wielu lat. Dość powiedzieć, że lokalne służby drogowe zamiast odśnieżać drogi wewnętrzne dzielnicy Kolstadt sprzątały ulice pylać przy tym niemiłosiernie. A to przecież marzec, środek zimy!

Skocznia na Granasen to dosyć przestarzały ośrodek sportów zimowych. Wkrótce ma to ulec zmianie, gdyż kosztem blisko miliarda koron miejsce to ma być gruntownie przebudowane, a dwie skocznie, które ujrzycie poniżej zostaną zlikwidowane, a zamiast nich mają powstać supernowoczesne obiekty.

Znając Norwegów będzie to zwykły, lecz zachwycający w swej prostocie i harmonii z przyrodą obiekt. No nie poradzę, ale jakimś cudem Skandynawowie umieją budować takie rzeczy. Kto widział na własne oczy operę w Oslo doskonale wie o czym mowa.

dsc02154-800x600

 

Wróćmy do skoków. Jeszcze tydzień przed zawodami były tu śladowe ilości śniegu, a słońce szczuło jak diabli. Wszyscy zastanawialiśmy się, w jaki sposób tubylcy zamówią odpowiednią do zawodów pogodę. Domknięciem namysłów było stwierdzenie, że skoro Norwegowie zapewnią właściwą aurę to tak będzie i już, co i tak dużo mówi o charakterze tego narodu.

No nieważne, tymczasem postanowiłem wejść na szczyt dużej skoczni, Muszę tylko poczekać, aż skończy się trening lokalnych juniorów skaczących regularnie po 90 metrów. Rozglądam się i… no cóż. Skąd oni wezmą tyle śniegu to nie mam pojęcia. No ale to nie mój problem. Jest nim teraz wejście na szczyt dużej skoczni. Wchodzę zatem. Krok po kroku. Oczywiście nikt mi nie zabrania wejścia, nie pyta z pianą na ustach co tu robię, nie przegania mnie. Norwegia.

dsc02181-800x600

 

Wchodzę w końcu na górę i patrzę na panoramę Trondheim, co jest widokiem wspaniałym. Wydobywam oddech ulgi i napawam się przestrzenią. Po mojej lewej stronie Grakallen, przede mną miasto z fjordem w tle, a po prawej droga na Melhus.

Pode mną… Noż k… mać! Jak ja teraz zejdę! Nogi mi cierpną, zaczynam się bać i klnę się w myślach. Trzeba zejść. Skoczek ma fajnie, odbija się i po kilku sekundach jest na miejscu. A ja muszę zejść! Przyklejam się do poręczy i drobię kroczek po kroczku. Wcześniej wyskrobałem tylko w najwyższym miejscu informację, że tu byłem i ruszam w dół. Ech, więcej tego nie zrobię. Powoli udaje mi się zejść, mam drżące nogi. Wracam do domu i czekam na dzień zawodów.

dsc02528-2-800x600

 

Kupuję bilet na turniej. Koszt: 300 koron. Chłopaki śmieją się, bo oni mają za darmo. Jak to?! Tak to; na Solsiden DNB Bank rozdawał wejściówki swoim klientom.

 

Nadszedł dzień zawodów, ruszam na Granasen. Im bliżej, tym gęściej. Parking zagęszcza się, wszędzie morze samochodów i ludzi. Chaos taki, że przechodzę bez okazania biletu. Docieram na widownię, gdzie znajduję znajomych. Rozglądam się. No jednak nie jest nas tylu co poprzednio, ale i tak nie jest źle. I nawet śnieg się odnalazł.

dsc02567-800x600

 

Same zawody to atmosfera pikniku. Muzyka, dj, termosy z kawą na sterydach itd. – to sprawia, że sportowa rywalizacja schodzi na drugi plan, gdzieś tam mignęła mi jedynie wiadomość, że niemiecki skoczek pobił rekord skoczni wynikiem 141,5 m.

Na nieszczęście w czasie drugiej serii leje deszcz, jednak zawody trwają nadal – udało się doprowadzić je do końca.

dsc02588-800x600

Nie pamiętam pierwszej trójki, bo tak po prawdzie nie poszedłem tam ze względów sportowych. Póki co trzeba po ciemku trafić do auta. A wokół ludzkie mrowie i ślisko. Cholernie ślisko.

dsc02669-800x600

 

 

 

TXT/foto: Przemo Saracen


dsc02645-800x600

 

Skomentuj

Jeśli spodobał Ci się materiał, zostaw komentarz, proszę :)