Opanowują Norwegię w ostatnich dniach kwietnia i „przywłaszczają” ją aż do 17- ego maja, Dnia Konstytucji, najważniejszego święta Norwegów.

Jeżdżą wynajętymi busami, z których słychać głośną, dudniącą muzykę. Biegają po miastach głośni, pijani i uprawiają seks w gdzie się ta. Biegają nago po mostach i biorą udział w najdziwniejszych konkursach, jakie widziałem. No jakbyś widział zwierzęta wypuszczone z zoo.

To popularne „Russy”, norwescy uczniowie kończący szkoły średnie.

Kiedy przyjechałem do Norwegii, ze zdumieniem ujrzałem hordy małolatów ubranych w czerwone, granatowe i zielone ogrodniczki. Głośnych, urządzających grille na rondzie, biegających nago po rynku Trondheim, przechodzących na czworaka przez jezdnie.

Totalna jazda bez trzymanki, rock n roll w pełnej krasie. Lemmy Kilmister czułby się tu jak w domu. Głośna muzyka, nietypowe aktywności, lejący się rzekami alkohol i atmosfera nieustającej trzytygodniowej rozpusty, przy której nasi licealiści to anioły.

Poznajcie „Russów” i ich święto czyli Russfeiring!

Jak większość z narodowych norweskich tradycji tak i to pochodzi z innego kraju. W tym przypadku z Danii.

W XVII- tym wieku Norwegia nie miała jeszcze żadnej uczelni, ale południowy sąsiad, Dania – już tak. Uniwersytet w Kopenhadze był miejscem, w którym studiowało wielu Norwegów.

Aby dostać się na uczelnię należało zdać egzamin zwany „examen atrium”. W oczekiwaniu na jego wyniki kandydatom na studia doczepiano do czoła róg, który po pozytywnym rozstrzygnięciu egzaminów „zrzucano” na znak mądrości i pozbawienia dzikiej natury.

Gdzie w tym wszystkim słowo „russ”, spytacie? Ano odłożenie, czy w zrzucenie rogów po łacinie znaczy „cornua deposituRUS”. Od tego czasu rozpoczyna się historia hucznego świętowania.

Oczywiście jak to w Norwegii wszystko musi być doprowadzone do absurdu. Jak wszyscy mają być równi, to w bogactwie, jak uprzejmi to do wyrzygania. Nie inaczej w przypadku Russów. Jak się bawić to aż poza granice map.

Formalnie Norwescy studenci rozpoczynali swoje święto w 1905 roku podczas Dnia Konstytucji, kiedy to młodzieńcy zakładali na głowy czerwone czapki (niebieskie czapki zaczęły się pojawiać dopiero 11 lat później), przy czym święto Russów nosiło jeszcze nazwę Kristiania.

Początkowo święto było przeznaczone jedynie dla obywateli norweskich, a udział w uroczystościach stanowił podkreślenie wyjątkowego statusu społecznego. Krótko mówiąc: elytki. Jednak rzeczywistość nie znosi próżni i szybko Russfeiring trafił pod strzechy. Dziś Russem może być każdy, kto ukończył szkołę średnią.

Russfeiring rozpoczyna się w ostatni piątek kwietnia i każdy, kto je świętuje przeistacza się w kolorowego uczestnika blisko miesięcznego karnawału. Obowiązkowym uniformem stają się kolorowe ogrodniczki; czerwone dla uczniów ogólniaków, niebieskie dla techników ekonomicznych, zielonych dla techników rolniczych.

Ubranie takie musi posiadać parę nieodłącznych elementów. Napis „Russ” oraz rok, w którym uczeń kończy sżkołę, nazwa szkoły oraz przezroczysta kieszonka na legitymację szkolną. Cała reszta, którą zobaczycie na ulicach to inwencja uczniów.

Co ciekawe, delikwent nie może zdejmować z siebie tych ubrań przez cały czas trwania imprezy. Tak stanowi tradycja.

Dozwolone jest również ubieranie sie w jednoczęściowe kombinezony. Nieodzownym elementem jest bambusowy kijek oraz czapka, do której przytroczony jest sznurek z węzełkami.

Do czapki przymocowany jest sznurek, na którym zawiązuje się supełki (knuter) lub przyczepia przeróżne przedmioty. Supełki oraz przywieszone bibelociki mają swoje znaczenie.

Supełek oznacza bowiem wykonane zadanie. Musicie bowiem wiedzieć, że wśród zasad święta Russów jest wykaz wyzwań, które trzeba wykonać i są potwierdzone przez 2 świadków uczniów, bądź trzech świadków rodziców.

Wśród wyzwań większość stanowią te związane z seksem i alkoholem. Możesz otrzymać nagrodę za bezpieczny seks z innymi uczniami jednocześnie, ale również za obalenie flaszki, powiedzmy w ciągu 5 minut.

Nie trzeba chyba zbytnio wysilać wyobraźni, by mieć świadomość jak wyglądają norweskie ulice w tym czasie. Dudniące busy, pochody pijanych nastolatków, walające się po rondach resztki grilla oraz kondomy plus wykonujący dziwaczne misje uczniowie to normalny widok nie budzący jakiegoś specjalnego protestu społeczeństwa.

Przekonał się zresztą o tym rząd, który przerażony wymykającemu się spod kontroli chaosowi zakazał w 1997 roku obchodzenia święta, a każdy świętujący miał być aresztowany i odprowadzany do domu. Spotkało się to ze społecznym prostestem, a policja jawnie odmawiała wykonywania rządowych zaleceń. Podobnie rzecz miała się z nauczycielami.

Bo trzeba wam wiedzieć, że święto Russ nie zwalnia od nauki! Tak! W tym okresie trwają lekcje.

Inna sprawa, że na zajęcie przychodzą uczniowie wymięci, brudni, śmierdzący i pijani. Biada tym nauczycielom, którzy podczas tego okresu podchodzą poważnie do swych obowiązków – zwykle wieczorem podjeżdża pod dom pedagoga naładowany pijanymi russami buss urządzając szalone disco pod domem nauczyciela.

Również młodsze roczniki mają swój dzień w tym okresie. To tzw. terrordag, kiedy to Russy pastwią się nad swoimi młodszymi kolegami.

Wszystko kończy się 17- ego maja w najważniejszym dla Norwegów dniu. Dniu Konstytucji. Wtedy to odbywa się Russetog, czyli uroczysta parada, podczas której uczniowie zostają oficjalnie pasowani (bambusowym kijkiem) na studentów. Zwykle towarzyszy temu nadanie czegoś w rodzaju psudonimu i decyduje o tym grono innych Russów.

A potem? Wielka impreza za miastem! Koncert i wszystko czego dusza i ciało zapragnie! Zabawa do upadłego!

Tradycja Russfeiring jest niepojęta dla nas, obcokrajowców, którzy z zaskoczeniem i niesmakiem patrzą na to święto. Marnym pocieszeniem jest fakt, że również starsze pokolenia Norwegów z zażenowanie obserwuje zachowania swoich dzieci i wnuków, którzy coraz częściej wykorzystują każdą okazję do balowania.

Możnaby pomyśleć, że w czasie wspomnianych trzech tygodni strach wyjść z domu, a cała Norwegia opanowana jest przez zdemoralizowaną młodzież. Oczywiście nie dzieje się tak w stu procentach szkół. Jasne, są wyjątki. I o tym pamiętajmy. Pamiętajmy również, że są pewne zjawiska, które poprzez swą powszechność wpływają na tzw. odbiór społeczny. I pamiętajmy o tym.

Mówi się, że co kraj to obyczaj. Myślę jednak, że kwestią czasu jest ograniczenie Russfeiring, a pierwszym tego sygnałem będzie zwiększona obecność narkotyków podczas tego typu imprez.

Póki co życzę wszystkim szampańskiej zabawy niezależnie od tego czy jest Russem, czy nie!

Przemek Saracen

Skomentuj

2 KOMENTARZE

Skomentuj korzystając z FB, G+, Disqus lub tradycyjnego systemu komentarzy!