reklama na szczycie wpisu

Oj, chyba jestem za stary na to wszystko.

Byliśmy niedawno w miejscu zapomnienia, gdzie w świetnej atmosferze i cudownych okolicznościach przyrody ciepłym jeziorem zwanych spędziliśmy czas z dala od polityczne i egzystencjalnej popierdółki.

Naprawdę, nie trzeba wiele, by cieszyć się życiem. Fajne miejsce, wokół ciebie najbliżsi, troszkę alkoholu, pies, pogoda, ciepła woda.

No i turniej, który początkowo miał być zawodami o najdoskonalszy skok do wody, a zakończył się ostatecznie turniejem o najgłupszy skok do wody. I o to chodzi. By było co pamiętać, pośmiać się, powygłupiać, a potem legnąć, powspominać i wrócić do dalszej orki.

Niedawno pisałem o Kukizach i im podobnych, którzy nawet jeśli nadużywają mocnych słów, to w interesie tzw. Sprawy, która będzie wprowadzana w życie za pomocą fachowców. Może niekonwencjonalnych, ale fachowców.

Okazało się jednak, że czas wszystko weryfikuje, a to co dzieje się teraz pokazuje, że całe moje pisanie na ten temat było chciejstwem i marzeniami dyzia.

Upadek Kukiza można było przewidzieć jeszcze przed wyborami prezydenckimi i nie było to jakaś szczególna predyspozycja. Wystarczyło zobaczyć, kto stoi za wielkim Pawłem, obserwować zachowania naszego bohatera choćby przy okazji rozstania z zespołem „Piersi”, jego wahania nastroju, mściwość połączona z niemal równoczesną chęcią przytulenia każdego. No cóż, artysta jest artystą i ma prawo do pierdolca, ale niekoniecznie musi pełnić funkcję publiczną wymagającą połączenia różnych, często przeciwstawnych interesów.

Podobnie Stonoga, który robi swoją kampanię niby bardziej przemyślanie opierając swoją politykę na mediach społecznościowych i posyłaniem bluzgów pod adresem ludzi, od których zależy jego los. Swoją drogą to ciekawe. Facet ma interes, i to żywotny interes do pana „X”, jednak nie ma problemu, by pana „X” zwyzywać publicznie od takich i owakich. No nic, taka jego uroda i nie ma co zwalać na podniesiony poziom czegośtam w krwinkach, jak to Stonoga próbuje tłumaczyć. Zresztą cała ta jego bardziej przypomina prywatną zemstę, ale mogę się mylić. No zobaczymy, jak to będzie. Mimo wszystko na ustach mych malinowych błąka się coś w rodzaju uśmiechu akceptacji, bo mówcie co chcecie, ale brakuje nam takiego Leppera. No brakuje.

W każdymbądź razie i Kukiz i Stonoga – o ile wejdą do parlamentu – będą takim marginesem, który zostanie rozegrany do czysta, nie zdając sobie z tego sprawy. Skoro taki cwaniak, jak Palikot dał się ograć, nie widzę powodu by podobnie było z naszymi dzielnymi antysystemowcami.

Bardziej niepokojące jest co innego. Wiatr w żagle PiSu. Choć z drugiej strony, ja wiem? No będzie odwet. Już zaczął się. Symboliczny, ale zaczął. Brak akredytacji dziennikarzy „Newsweeka” i bodajże „Wyborczej” podczas wizyty Prezydenta. No cóż. Taki będzie do września, do wyborów. Rozpoczęło się dożynanie watahy, a co bystrzejsi, związani w jakiś sposób z obecnym układem biznesowo- medialno- politycznym już zaczęli się ewakuować i myśleć, jak ustawić się tak, by przynajmniej przetrwać (jedni odchodzą z polityki, inni niby odchodzą z mediów, inni chodzą publicznie na pielgrzymki).

No nic. Będzie jak będzie, a przyznać trzeba, że Jarosław Kaczyński do najmocniejszy zawodnik na polskiej scenie politycznej. Facet jest naprawdę gigantem. Nie podzielam jego metod, w większości przypadków nie zgadzam się z nimi uważając, że mimo trafnych diagnoz, sposób leczenia w jego wykonaniu jest zły.

Faktem jest jednak, że Kaczyński to mocarz. Może i jest paranoikiem, wariatem i jak go tam określacie. Ale czy nie jest to czasem świadectwem nie tyle o nim, co o całej klasie medialno politycznej, która z takim zacięciem chce go wbić w glebę? No właśnie.

Czy naprawdę myślicie, że da się pokonać faceta, którego brat zginął w katastrofie lotniczej (a tuż po niej lżony i wyszydzany, choć odrobina szacunku dla głowy państwa byłaby na miescu), którego matka zmarła, a on sam nie ma w tym momencie NIC do stracenia.

Jeśli tak spojrzymy na Kaczyńskiego, odrobinę wczujemy się w jego osobistą sytuację, nałożymy do tego polską scenę polityczno- medialną, to naprawdę nie dziwmy się, że jego środowisko widzi w nim niemal boga. No tak jest. Można się śmiać, robić sobie jaja, ale tak jest.

Kaczyńskiego przeciwnicy nie szanują. A brak szacunku do przeciwnika do pierwszy krok do upadku. Mówią, że pierwszym jest tak naprawdę pycha. To fakt, co widzimy w dogorywającej Platformie Obywatelskiej. No dobrze, pycha i brak szacunku rządzącej od lat władzy sprawiły, że najsilniejszy jest dziś dziadek, który podobno skończył się, jest szaleńcem, wariatem i zagrożeniem dla demokracji.

Kukiz i Stonoga to jakieś migawki. Każdy kraj ma swój plankton, który musi się wyszumieć, aby stanowić swego rodzaju wentyl bezpieczeństwa dla systemu. Dlatego nie ma się co przejmować tymi dwoma panami.

Problem jest inny- jak to się dzieje, że partia, która rządzi Polską od lat nie potrafi podnieść nas mentalnie, cywilizacyjnie choćby piętro wyżej? Mówi się, że Polska „brunatnieje”. Tylko dlaczego pod przywództwem PO.

Dlaczego ta partia zakochana w sobie i autostradach tudzież stadionach dla nikogo nie potrafiła stworzyć warunków dla rozwoju zwykłych ludzi, zwykłego biznesu. Tak bym, ja, ty, twój sąsiad mógł powoli, krok po kroku iść do przodu i rozwijać się bez strachu o własną przyszłość.

Kaczyński wyciąga wnioski. PO wyciąga ręce jak po swoje. No, może nie do końca trafnie sformułowana złota myśl, ale co tam.

Przemysław Saracen

Skomentuj

Skomentuj korzystając z FB, G+, Disqus lub tradycyjnego systemu komentarzy!