Trondheimsfjord to akwen pełen dziwów, choć z pozoru taki sobie. W porównaniu z innymi fjordami, jak np. Geirangerfjord jest wręcz prostacki. Jednak jeśli spytasz tubylców, ile gatunków fauny i flory żyje w tym miejscu, nikt nie jest w stanie tego określić. Tak wiele gatunków żyje w tym fjordzie.

Spotkasz delfina.

Jeśli masz szczęście, trafisz na wieloryba.

Jeśli nie masz szczęścia, będziesz zabijać się o kraby, jeżowce, dorsze, czy seie.

Jeśli masz wielkie szczęście, zobaczysz płynące w górę fjordu stada orek, które udają się na żerowisko.

A po drugiej stronie fjordu, patrząc od Trondheim, konkretnie w miejscu przeprawy promowej jest gęsto od meduz.

No mnóstwo tego jest.

Ale do rzeczy. Każdy, kto choćby ujrzy halibuta jest pod ogromnym wrażeniem. Jednak każdy, komu uda się złowić halibuta staje się bohaterem oraz członkiem Avengersów i Ligi Sprawiedliwości jednocześnie.

Ta ogromna ryba, jakby przejechana walcem żyje na dnie. Czasem wypływa pod powierzchnię, by otworzyć gębę i wciągnąć metrowego dorsza. Tak. Taki wielki ten halibut.

Złowienie tej ryby to powód do dumy i spełnienie marzeń.

Trondheimsfjord skrywa w sobie halibuta właśnie. A raczej do niedawna skrywał. Norweski wędkarz Bjørn Florø-Larsen wyciągnął halibuta ważącego ponad 160 kilogramów. Ryba mierzy 219 centymetrów!

 

Skomentuj

Zostaw komentarz, dziękujemy :-)