Jeśli chcecie trafić do krainy krasnoludów, miejsca dzikiego i niedostępnego, w którym surowa przyroda odkrywa swą siłę i piękno, koniecznie udajcie się w Góry Stołowe, by trafić na szczyt Szczelińca Wielkiego!

To piękne miejsce chronione przed skaliste rozpadliska, szczeliny, zapadnie i głazy niezrównane pod względem kształtów i wielkości znajduje się na dolnośląskich czesko polskim pograniczu.

Jeśli jesteś spoza Dolnego Śląska, albo po prostu nie masz samochodu wystarczy, że dotrzeć do Wrocławia, a stamtąd do Kudowy. I maszeruj na Karłów, albo jedź busem, jak ci się niech deptać.

 

Jeśli jesteś zmotoryzowany to jedyną twoją przewagą na pieszym wędrowcą jest szybkość dotarcia na miejsce. Bo niestety, ale nie dotrzesz autem na górę. Nie ma takiej opcji. Musisz zaparkować auto na jednym z wielu płatnych parkingów (5 zł za cały dzień), wynająć nocleg lub miejsce namiotowe na jednym z wielu przeznaczonych do tego miejsc i… do góry!

 

Idąc brukowaną aleją możesz przygotować się gastronomicznie na zdobycie szlaku jedząc oscypka z żurawiną, pierogi, kebab i popić to wszystko czeskim piwem. Możesz kupić pamiątkę, albo popatrzeć na dinozaury. Te wszystkie atrakcje czekają na ciebie w drodze na szlak ku Szczelińcowi.

Rozstawione przed wejściem tojtojki przypominają o przyziemnej fizjologicznej rzeczywistości. O wejściu na szlak informuje cię coś w rodzaju wejścia.

No dobrze, wchodzisz więc. I co cię czeka? Uwierz mi, nie widziałeś wcześniej czegoś takiego. Takiego zróżnicowania skał, jeśli chodzi o ich wielkość, fakturę, kształt, sposób umieszczenia sprawiający wrażenia przebywania w świecie na przemian Władcy Pierścieni lub Alicji w Krainie Czarów. Już nawet nie mówię o strzegącym tego miejsca majestatycznym Kongu 🙂

 

I nie ma tu przesady; ogromne kamienie wyrastające z gruntu, utrzymujące jakąś magiczną równowagę stojąc na paluszku, przekrzywione na bok. Szczeliny pionowe, ukośne, poziome, naturalne zapadnie. Osiedla wręcz, w których możesz zamieszkać, a na pewno schować się i pomieszkiwać. No dobra, to ostatnie było głupie, ale tylko po to, by zwrócić waszą uwagę na ogrom tego skalnego miasta.

 

A po drodze jagody. Mnóstwo jagód. Dochodząc przygotowanym wcześniej szlakiem – zaraz, zaraz. Dlaczego przygotowanym wcześniej? No właśnie. Szczeliniec jest sam w sobie pułapką. Nie tylko dla niedzielnych turystów, ale i dla doświadczonych łazików. Zupełnie niewidoczne skalne pułapki, groty i nieoczekiwanie zwężające się, czy rozszerzające miejsca kończące nigdzie to normalka. O wypadek wtedy nietrudno. Dlatego więc przygotowano trasę na szczyt. Bezpieczną, ale i piękną. Dającą komfort i bezpieczeństwo i nie tylko dorosłym, ale i dzieciom. A to ważne.

 

Kiedy dotrzesz na szczyt, zobaczysz schronisko powstałe w 1845 roku. Tak, możesz tu pomieszkać, odpocząć i zejść na dół, albo ruszyć w dalszą drogę. Możesz również wejść na tarasy widokowe i podziwiać przepiękną panoramę oraz tablicę upamiętniającą Goethego, który tu dotarł. Chciał tu również dotrzeć przebywający na leczeniu w pobliskiej Kudowie Szopen, jednak ze względu na stan zdrowia nie pozwolono mu zwiedzić Szczelińca. Z kolei  w roku 1800 przybył na Szczeliniec dla podziwiania wschodu słońca John Quincy Adams późniejszy prezydent Stanów Zjednoczonych. Swoje wrażenia z tego pobytu opisał w wydanych  „Listach o Śląsku”.

 

Możesz tu również kupić wiele lokalnych pamiątek, ale i wyruszyć na trudniejszy, ale i o niebo piękniejszy szlak. Wejście na niego jest płatne i kosztuje siedem złotych dla dorosłych oraz trzy złocisze dla dzieciaka. Pies ma wstęp gratis. Możesz też wrócić tą samą drogą, ale to raczej przypomina się wycofanie z pogoni za sezamem, który jest tuż za rogiem.

To co się dzieje, przekracza wszelkie granice tego, co spodziewałeś się ujrzeć. Uwierz mi, żadna Norwegia nie jest w stanie przeskoczyć tego istnego skalistego miasta z jego zakamarkami, przejściami, przez które ledwo można przejść, ogromu skał oraz ich kształtu.

 

Wycieczka na Szczeliniec Wielki to grosze, jeśli nie liczyć kosztów paliwa/biletu PKS/PKP. Za to przeżycia? Nie da się ich wycenić. Są zbyt wielkie. Spotkajmy się tam.

Tekst i zdjęcia: Przemek Saracen

Skomentuj

Zostaw komentarz, dziękujemy :-)