reklama na szczycie wpisu

Życie w cieniu znanych rodziców to ciężka sprawa. Co jednak powiedzieć, gdy dziecko chce wyjść z cienia rodzica tworząc coś będącego zaprzeczeniem tego, co ów rodzic robił? Ufff, to cholernie ciężka sprawa.

Nessa Stein jest świeżo upieczoną baronessą, której królowa angielska nadaje to szlachetne miano w uznaniu za zasługi w pojednaniu izraelsko- palestyńskim. Wiem, wiem – mówienie o pojednaniu krajów, które śpią na ostrzu noża jest więcej niż ryzykowne.

Nasza bohaterka jest bowiem szefową fundacji, która kładzie światłowody na terenie Palestyny i Izraela, co ma na celu szeroki dostęp do edukacji, wiedzy, głębokiej wymiany kulturalnej i informacyjnym między młodymi Palestyńczykami a Izraelczykami. Tak, by zaczęli się z sobą komunikować. Powoli. Małymi kroczkami. Tak, by wiedzieli, że można rozmawiać. Bezpiecznie. Znaleźć płaszczyznę, na której można się dogadać. A potem kroczek dalej.

W świecie, w którym wszystko ma podwójne dno, a ludzie przestają sobie ufać, nawet umiejętność rozmowy staje się sukcesem.

I wszystko byłoby świetnie, bo przecież zawsze kibicujemy ludziom chcącym zmieniać świat na lepsze, jednak w najmniej oczekiwanym momencie dochodzi do zbrodni: szef palestyńskiej firmy, która ma kłaść światłowody na terenie Palestyny zostaje zamordowany.

Fakt ten uwalnia wszystkie demony, zakulisowe machinacje, jawne i niejawne działania wywiadów oraz rządów, brudy z przeszłości oraz nakładające się na siebie gry interesów, w których czasem mam wrażenie – że jeśli o coś chodzi, to na pewno nie o pokój na Bliskim Wschodzie.

Nieprzypadkowo rzekłem o życiu dzieci w cieniu rodziców. Ojciec bohaterki, zwany w przeszłości „Mieczem Izraela” obficie zaopatrywał Izrael w broń. Nie unikał działań, które dziś nazwalibyśmy bez wahania terrorem. I z tego to właśnie cienia chce wyjść Nessa Stein. Bo dziś nie czas na negocjacje z udziałem wybuchów i wymiany ognia, lecz czas na negocjacje i wspólną przyszłość. No niby logiczne, w końcu niemal zrośnięte z sobą Palestyna i Izrael są skazane na siebie. Bez jednych drudzy nie istnieją. Tylko, czy na pewno chodzi o tę koegzystencję, o jaką walczy Nessa Stein? Przecież wciąż żyją ludzie pamiętający „złote czasy” Steina seniora. Niekoniecznie dążący do tego samego celu, co jego córka. Za to koniecznie chcący wykorzystać jej zaplecze oraz pamięć nieżyjącego ojca.

Obok wątku Nessy Stein, będącej tak naprawdę zapalnikiem tej przygnębiającej historii mamy do czynienia ze śledztwem brytyjskiej wywiadu, którego wkrótce emerytowany oficer, Sir Hugh Hayden –Hoyle dociera do ponurej układanki, której efektem jest nie tylko piętrowa intryga… no nie powiem czyja, ale tych co zawsze, ale prosta żądza władzy.

„The Honourable Woman”, ta ośmioodcinkowa seria wyprodukowana przez BBC to nie tylko fascynujący portret potwornie splecionych zależności pomiędzy Palestyną a Izraelem. To również mroczna przeszłość, która wydawałoby się, że sukcesywnie rozliczona, po latach wraca i upomina się o swoje. Czasem aż za bardzo, bo wciąga w rozgrywkę niewinnych. Postronnych. Tych, którzy chcą żyć, pracować. Tak po prostu.

Nie bardzo wiem, jak zachęcić Was do obejrzenia tego serialu, bo nie znajdziecie tu ani złotych powiedzonek, ani gęsto ścielącego się trupu, ani bournowskich walk wręcz, czy szybkiego montażu oraz „homelandowej” paranoi.

„The Honourable Woman” dzieje się powoli. Stopniowo tworzy napięcie i zagęszcza atmosferę, która stopniowo staje się wręcz nieznośna. Samotność dotykająca bohaterów, czy niemal fizyczny brak zaufania nawet do samego siebie jest dojmujący. Oglądając ten serial z wypiekami na twarzy obserwowałem rzeczywistość (jasne, postaci są fikcyjne), której nie da się rozwiązać. Niezależnie od tego, co byś zrobił, tu nie będzie dobrego wyjścia. Będzie tylko przejażdżka z punktu A do punktu B. I życie dyktowane rytmem wydarzeń. Poza tobą.

Było mi przecholernie żal bohaterów, choć sami prosili się o swój los. Ale! Łatwo potępiać, obruszać się i mówić: „ja bym na ich miejscu zrobił tak i tak!” No właśnie. Świetnie teoretyzuje się przy kubku kawy, frytkach, gdy klepanie w klawiaturę nic nie kosztuje.

Jednak im bardziej ci ludzie nawalają, im bardziej wchodzą w bagno, tym bardziej mi szkoda. Bo przecież nie byli tacy. Byli ofiarami swojego dzieciństwa. Młodości. Wyborów życiowych. Decyzji o robieniu kariery. Nikt z nas nie rodzi się jasnowidzem. Ilu z nas żyło ze świadomością doskonałego wyboru życiowego, który dopiero po czasie okazał się decyzją krzywdzącą nas samych, a co gorsza- postronnych? A co, gdy chcąc naprawić przeszłe błędy ściągamy na siebie jeszcze większe zło? I musimy żyć z jego świadomością?

Polityczne zawirowania “The Honourable Woman” stanowią idealne tło dla nas samych. Naszych wyborów i ich konsekwencji. Tajemnicy, która prędzej, czy później wypłynie na wierzch.

Przemek Saracen

Skomentuj

1 KOMENTARZ

Skomentuj korzystając z FB, G+, Disqus lub tradycyjnego systemu komentarzy!