reklama na szczycie wpisu

Opuszczając Geiranger (jak tam jest przeczytaj i zobacz TUTAJ) musisz podążyć trasą Ornesvingen, czyli zakosami podobnymi jak podczas wjazdu na Dalsnibbę.

 

Po drodze możesz zatrzymać się przy jednym z punktów widokowych, gdzie zobaczysz Geirangerfjord chyba jeszcze piękniejszy, niż widziany od strony wjazdowej. Jesteś bowiem mniej więcej w centrum fjordu, jego kolanie. Uwierz mi, ten widok jest niesamowity. A zresztą, zobacz sam:

dsc09441-800x600

 

No cóż, widok widokiem, ale jechać dalej trzeba zwłaszcza, że kropi, a i dzień ma się ku końcowi.

W planach mamy przecież Drogę Trolli, a właściwie Drabinę Trolla, bo tak powinno tłumaczyć się tę trasę (TrollStigen). Jedziemy więc.

 

Po drodze mijamy coraz bardziej złowieszcze, tajemnicze i niesamowite widoki, bo wiadomo – lekkie załamanie pogody, ciemniej, szaro- buro, niskie chmury, deszcz. No masz poczucie, że oddajesz się tej dziczy. Jeszcze musisz upewnić się, że na pewno starczy paliwa, bo cholera wie, kiedy zobaczysz najbliższą stację paliwową.

dsc09509-800x600

 

Na szczęście trafiamy na przeprawę promową. Całe szczęście, bo to ostatni prom. Kiedy przestaje padać i na chwilę wychodzi słońce, aż chce się żyć. W przeciwieństwie do zwykłych, czytaj trondheimskich promów ten, jest taką łupinką. Tam wychodziłeś z auta i szedłeś do kawiarni, skąd wracałeś dopiero po dotarciu do celu. A tu? Przeprawa jest stosunkowo krótka, płacisz prawie 100 koron i czekasz w aucie.

 

Robi się coraz ciemniej. I coraz bliżej Drabiny. Zbliżamy się. Wita nas spory plac, który okazuje się parkingiem, na którym stoją kampery. Przy parkingu znajduje się budynek od biedy przypominający operę w oslo.

dsc09512-800x600

 

Wjeżdżamy.

 

Powiem wam, że wrażenie jest spore, ale związane jest to raczej z efektami pogodowymi i porą dnia/nocy. Mgła, mżawka, ale mimo wszystko widoczność jest dobra. Czujemy, jakbyśmy faktycznie wjeżdżali do Mordoru, a za chwilę wypadną wkurwione Trolle i pokażą, kto tu rządzi. Fakt, wyobraźnia rządzi. Zatrzymujemy się przy wodospadzie, na którym zbudowano most. Jest wrażenie. No jest.

 

Drabina Trolli składa się z jedenastu ostrych zakrętów. Budowę trasy rozpoczęto w 1928 roku, a jej otwarcia dokonał król Hakon w 1936 roku. Trollstigen otwarta jest od maja do października – ze względu na pogodę, która jak to w Norwegii bywa niezwykle kapryśna i mimo godzinowych prognoz pogody może się zmieniać nieoczekiwanie i gwałtownie.

 

dsc09514-800x600

Może droga nie sprawia jakiegoś szczególnego ryzyka, jak to lubią opowiadać Norwegowie, czy przedstawiają to media. Nie, kierowca nie odczuwa jakiegoś dyskomfortu, zagrożenia, czy obawy. Nie, żebym deprecjonował ten obiekt, ale wiecie – ta trasa jest najzwyczajniej na świecie BEZPIECZNA.

 

Niesamowite jest coś innego; sposób w jaki Norwegowie potrafią nagiąć naturę do swoich potrzeb bez niszczenia przyrody. Samo powstanie takich dróg jak Drabina Trolli, trasa na Dalsnibbę, Ornesvingen jest samo w sobie niesamowite zwłaszcza, że warunki w jakich powstawały te obiekty były koszmarne: osuwiska, nieustanny deszcz, strome powierzchnie itp. itp.

dsc09520-800x600

 

Kiedy już zjedziesz, możesz zatrzymać się na parkingu. Rozprostujesz kości, napijesz się kawy z termosu i spojrzysz w górę. Jeśli jest już ciemno, jak w naszym przypadku, będziesz patrzył na sunące z góry światła. Możesz również ujrzeć światła zapieprzające jak diabli! To norweski kierowca ciężarówki jadący na złamanie karku. Minął nas, ino wiatr wiatr rozwiał włosy. To chyba najlepszy dowód na to, że ta droga jest bezpieczna.

 

No. Kawa wypita. Czas ruszać dalej.

Tekst i zdjęcia: Przemek Saracen

PS/ Na zdjęciach zbyt wiele nie zobaczycie, bo byliśmy bardziej skupieni na tym, co wokół nas. Inna sprawa, że trzeba się nauczyć robić foty o takiej porze dnia.

PS2/ Panorama Drabiny Trolli pochodzi z internetu

Skomentuj

3 KOMENTARZE

Skomentuj korzystając z FB, G+, Disqus lub tradycyjnego systemu komentarzy!