reklama na szczycie wpisu

Mówi się, że norweska grupa Wardruna zrobiła dla serialu „Wikingowie” to, co kompozytor John Williams zrobił z „Gwiezdnymi Wojnami”. Oczywiście nie jestem znawcą muzyki, nie umiem zapisywać nut, a konstrukcja utworu muzycznego jest dla mnie czarną magią, jednak mogę zgodzić się z opinią.

 

Widać to szczególnie na przykładzie czwartego sezonu, w którym mimo epizodycznego udziału Einara Selvika, założyciela i lidera Wardruny realizatorzy zrezygnowali z twórczości tej norweskiej grupy, przez co zniknęło w tym serialu to coś, co nazywamy „między wierszami”, a mieliśmy w drugiej i trzeciej serii.

Czym zatem jest Wardruna? Najkrócej mówiąc, jej muzyka jest uosobieniem wszystkiego co w muzyce najlepsze, a zatem tajemnicy, ogromnych emocji, pasji.

Powiedzieć, że Wardruna jest grupą folkową to jak by nic nie powiedzieć. Bo jak zestawić hopaśne cuda wianki naszych pożal się boże folkowców z ludźmi surowymi, posępnymi, grających na tym, co stworzą siłą własnych rąk, opowiadającymi niemal starożytne skandynawskie historie zapisane w runach.

Muzyka Wardruny jest bowiem muzyczną ilustracją run. I tu dochodzimy do kolejnej warstwy tej historii. Znamy runy z historii fantasy, z pajacowatego „Hobbita” i innych opowieści spłaszczających historię.

Muzyka Wardruny poruszyła mnie w jednym z odcinków drugiego sezonu „Wikingów”. Była to ilustracja publicznych tortur jarla Borga, który zdradził bohatera serialu, Ragnara Lothbrooka. Ofiara, poddana „krwawemu orłowi” konała w męczarniach na oczach zafascynowanego i przerażonego równocześnie tłumu. Kobiet, starców, mężczyzn i dzieci.

Jeśli ten pokaz okrucieństwa, owszem, świetnie zrealizowanego można nazwać dziełem sztuki, to dzieje się to właśnie dzięki muzyce Wardruny. Wykorzystany w tej scenie utwór „Heimta Thurs”, z którego niemal fizycznie wyziera śmierć, cierpienie, ból, groza oraz ten wprowadzający motyw, w rytm którego można się… kołysać! Posępne chóralne śpiewy, wykorzystane jako instrumenty przedmiony codziennego użytku, odgłosy natury… Nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, że zamiast oglądać mocną scenę mocnego serialu stajemy się uczestnikami obrzędu sprzed lat.

I to jest właśnie Wardruna. Magia. Historia. Pasja. Groza i piękno w jednym. Muzyka wchłaniająca cię, zanim zdasz sobie z tego sprawę.

Twórczość Wardruny jest speciona nierozerwalnie z wierzeniami, historią i magią. Wróćmy do run. O co w tym chodzi?

Odyn. Od niego się zaczęło. To on, bóg wiedzy, wojny, magii i poezji przekazał nam w darze runy. Jak wszystko w starej Skandynawii odbyło się to gwałtownie, surowo i brutalnie. W imię wiedzy i mądrości Odyn poświęcił własne oko. Wrzucił je do studni Mimira, olbrzyma, dzięki czemu napił się ze źródła mądrości i wiedzy.

Odyn postanowił złożyć ofiarę z samego siebie; przebił sobie włócznią bok. Pozostali bogowie powiesili go za stopę na Yggdrasilu, czyli świętym drzewie świata. Po dziewięciu pełnych ogromnego cierpienia dób doznał, jakbyśmy to określili, oświecenia. Poznał tajemnicę run, dzięki czemu stał się ich władcą. Po wyryciu ich na kijach zeskrobał je nożem i zmieszał je (powstałe po zeskrobaniu wióry) z miodem i wręczył ludziom do wypicia.

Przekazane ludziom runy nosiły następujące nazwy: Fehu, uruz, durisaz, ansuz, raido, kenaz, gebo, wunjo, hagal , naudiz, isa, jera, petro, iwaz, algiz, sowelo, tiwaz,berkano, ehwaz, mannaz, laukaz, ingwaz, odala, dagaz, wyrd. Każda runa to inna historia, inna wróżba, a w zależności od tego jak jest ułożona ma odmienne znaczenie.

Poznanie tego magicznego tła pozwala zrozumieć historię Wardruny, jej podłoże ideowe oraz wytłumaczenie takiego, a nie innego image`u, przekazu, tytułów utworów, nazewnictwa, tekstów. Dopiero wtedy zrozumiemy muzykę tej grupy, zaczniemy odczytywać ją na nowo, mało tego, możemy ją zrozumieć mimo nieznajomości języka.

Wardruna wykorzystując stare ludowe instrumenty wspomaga się elementami natury wzbogacającymi muzykę zespołu. Deszcz, odłosy kopyt, końskie rżenie, odgłosy burzy, wrzaski z piekła rodem, miarowe, monotonne lecz wprawiające w trans stukoty przenoszą w niezwykły świat.

 

Pełnię magii Wardruny poczułem podczas podróży do Geiranger. Potężne, surowe i majestatyczne góry rozpruwające chmury, życzliwy lecz mimo wszystko nieufni tubylcy, turkusowa woda, porozrzucane potężne głazy, niczym pozostałości po walczących trollach. I muzyka Wardruny. I ta muzyka płynąca z głośników samochodu przedzierającego się przez górskie serpentyny. To uczucie z gatunku nieopisywalnych.

Kolejny raz okazuje się, jak bardzo zaprzeszła historia umiejętnie wykorzystana potrafi opowiadać współczesność.

Twórczość Wardruny pokazuje ogromne znaczenie świadomości własnej historii, tradycji, wierzeń pozwalających na określenie siebie samego. Swojej postawy życiowej. Świadomości i dumy z tego kim się jest.

Przemek Saracen

Skomentuj

1 KOMENTARZ

Dodaj komentarz