reklama na szczycie wpisu

„Sprawcy przez dwa tygodnie, zanim jeszcze doszło do masowych mordów, stopniowo eliminowali w sobie wszystkie bariery moralne. Jako że wychowanie wpaja nam zakaz zabijania innych ludzi, potrzeba było trochę czasu, żeby te bariery w sumieniach złamać i dać sobie przyzwolenie na dokonanie masowej zbrodni. Temu służyły noce. Wtedy oni stopniowo uczyli się zabijać – poprzez katowanie, gwałcenie kobiet, aż ostatecznie do masowego zabicia Żydów i spalenia ich w stodole.”

To fragment wywiadu, którego udzielił „Dziennikowi” dr Marek Tryczyk, autor książki „Miasta śmierci. Sąsiedzkie pogromy Żydów.”

Do tej pory żyliśmy beztrosko i czuliśmy się miło, jako ten Mesjasz Narodów, rajska ziemia przygarniająca pod swe skrzydła przybyłych tu cudzoziemców. Dawaliśmy schronienie, opiekowaliśmy się, umożliwialiśmy rozwój, pozwalaliśmy się ubogacać i takie tam duperszmity.

Coś mi jednak nie grało w tym sielskim, przaśnym obrazku Polski dla wszystkich i nikogo. Ostatnie lata wolności zbyt łatwo rozpaliły demony nietolerancji, nienawiści i zazdrości. Zbyt łatwo. A może nie rozpaliły, ile obudziły i przywołały do życia po kilkudziesięcioletniej przerwie?

Czytam w „Newsweeku” inny wywiad ze wspomnianym dr Tryczykiem i uśmiecham się ponuro, bo przecież dziś widzę podobny klimat społeczny wobec Obcych. Mimo, iż materiały przytoczone przez naukowca dotyczą spraw zaprzeszłych to jednak mechanizmy są te same.

Prawicowe, a dokładniej narodowe organizacje polityczne mówią tym samym, oszalałym narodowym językiem wykluczającym innych, straszącym przed nimi, nawołującym do rozprawienia się z innymi. Tworzy się ten sam nastrój osaczenia i zagrożenia.

Na zakończenie wywiadu dla „Dziennika” Tryczyk mówi: „Tylko że musimy pamiętać o tym, iż nie jesteśmy naszymi przodkami. My jesteśmy zupełnie innymi ludźmi, jesteśmy innymi Polakami i tylko od nas zależy, kim będziemy.”

Chciałbym się z tym zgodzić.

Przemo Saracen.

Skomentuj

1 KOMENTARZ

Jeśli spodobał Ci się materiał, zostaw komentarz, proszę :)