Felieton Wojtka Wentura wyciągnięty został z czeluści internetu, kiedy to miałem przyjemność współprowadzić internetowy magazyn „Maddogowo”. Tekst jest stary, jednak jak wszystko co dobre – należy ocalić go od zapomnienia. Zachęcam do lektury, a przy okazji do poznania Wojtka, barwnego ptaka Trójmiasta. Znajdziecie go na ulicach Gdańska. A może raczej to On was znajdzie 🙂

Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego z dumą opowiadał bodaj 18 stycznia 2011 w krakowskim studiu radiowym o przywróceniu przedmiotów artystycznych do szkół. Plastyka i muzyka znowu staną się obowiązkowymi elementami kształcenia młodego pokolenia. Zamysł to wielki i godny pochwały – tyle tylko, że te szumne zapowiedzi nijak mają się do obecnej rzeczywistości.

Jest faktem, że wieloletni brak tych przedmiotów przemianował nasze społeczeństwo i aktualne, młode pokolenia na rzeszę artystycznych tępaków nastawionych na tanią, plastikową rozrywkę. Obserwujemy popyt na szmirę, różnej maści celebrytów, którzy w ciągu kilku lat zdominowali polski “artystyczny” rynek. Lud się nie zna, lud to kupi. A nie zna się, bo w dzieciństwie nie wyrobiono w ludziach stylu, klasy, smaku, wrażliwości, słowem: umiejętności odróżniania muzyki od zjawisk poza-muzycznych nazywanych muzą.

Jest faktem też, że większość wspaniałej aktywności kulturalnej sprzed lat została zrujnowana poprzez notoryczne obcinanie budżetu na instytucje kulturalne, wydarzenia, artystów itp. Dziś widać to nawet na przykładzie budynków – dawne kina (np. w Tczewie) czy sale widowiskowe są równane z ziemią by zrobić miejsce dla kolejnego marketu czy banku, względnie zamieniane na siedziby firm i firemek, które bynajmniej nie sztuką się zajmują i rzadko tą sztukę finansują.

Wg zamysłu ministra Zdrojewskiego przywrócenie przedmiotów artystycznych spowoduje odwrócenie tego błędnego koła. Problemem nie jest jednak tylko i wyłącznie znalezienie utalentowanych ludzi – muszą oni przecież z czegoś żyć! Jest bardzo prawdopodobne, że większość tych wspaniałych artystów nie znajdzie dla siebie miejsca na skromnym rynku, a to przecież warunkuje ich los.

Gdy artystka operowa musi być najpierw pielęgniarką w szpitalu, by zarobić na tzw. socjal, gdy czyta nuty między kolejnymi zastrzykami i musi pilnować, by okazjonalne występy nie kolidowały z dyżurami – trudno, by jej śpiew był mistrzowski. Może i ma dobry głos odkryty w procesie edukacji artystycznej, może jest utalentowana, ale ów talent niszczą warunki w których przyszło jej żyć. O takim losie kogoś, kto 15 lat wcześniej objawił się jako uzdolniony muzycznie czy plastycznie licealista minister Zdrojewski już pewnie nie myśl.

Postawię śmiałą tezę, że aby być dobrym artystą, trzeba zajmować się tym wyłącznie! W Polsce oznacza to obecnie bycie wagantem na granicy nędzy i życie od gaży do gaży. Z czasem trud się opłaci i można stać się wielkim artystą, wtedy jest już lepiej pod warunkiem wyemigrowania z Polski. Zbyt śmiałe? Pokażcie mi żyjącego, wielkiego, polskiego artystę, który osiągnął ten stan wyłącznie w kraju, wyłącznie żyjąc ze złotówek zarobionych nad Wisłą!

Osobiście boję się nowego pokolenia artystów. Polacy należą do bardzo uzdolnionych, pojawią się w naszym narodzie prawdziwe rodzynki. Dokładnie tak samo jak jest teraz, nawet bez programów edukacyjnych w szkołach. Różnica jest taka, że za 10-20 lat oficjalnie będzie się im wciskać kit, że w końcu są zauważani i wspierani przez rządowe programy.

Dzisiaj walki o sztukę nie ma w ogóle. Wygrywają zawsze duże koncerny medialne promujące swoich kolegów “gejów z Utopii”, pseudo-artystów, pseudo-muzyków. Prawdziwe talenty mogą liczyć co najwyżej na łaskawość jury w takich programach jak Mam Talent, X-Factor czy Szansa na Sukces. To jedyna ścieżka do “wkręcenia się” w rynek dzikiej konkurencji i dużej kasy. A i w tych programach często tym samym kitem mami się uczestników.

Skromny ryneczek kultury wyższej jaki jest w stanie wytworzyć program ministerialny to przy tym kpina. Pozostaną na nim utwierdzeni w przekonaniu o swoim bezpieczeństwie wielcy artyści, których nikt nie zna i nie będzie znał, za wyjątkiem Ministra, który po 40 latach ich tułaczki przyczepi im medal za działalność artystyczną. Rzesze “młodych zdolnych” w tym czasie dawno już porzucą swoje pasje i zajmą się mniej artystycznymi zadaniami, bo w końcu z czegoś trzeba żyć…

Jestem z pokolenia, w którym kultura i przedmioty artystyczne w szkole były na wysokim poziomie. Czasy to były socjalistyczne, więc w tym sensie jestem “komuchem”. W karierze artysty przytrafił mi się przewrót ustrojowy, a następnie radosny kapitalizm, do którego nikt mnie nie przygotował.

Dzisiaj Minister wierzy, że nowe pokolenia wyedukowane artystycznie będą w stanie obracać się i utrzymywać w oczywistym dla nich rynku kapitalistycznych mediów. Nie będą! Program nie wypali, bo nie tworzy perspektyw na rynku, tak jak wybudowanie samolotu nie oznacza automatycznie, że będzie on miał dokąd latać. Co więc serwuje Minister biednym przyszłym utalentowanym? Ubóstwo, nędzę, nieszczęście wielkie, kalectwo życiowe!

Działania na rzecz artystów i sztuki muszą zacząć się od zmian na rynku, choćby od tego, by media przestały nazywać artystami osoby w rodzaju malarza tańczącego na lodzie czy sportowca, który w jakimś realisty-show robi karierę jako pogromca lwów. “Konsumenci” po pewnym czasie nie musieliby odcedzać ziarna od plew – promowane byłoby ziarno.

Wracając do pomysłu Ministra – przyklasnąłbym mu, gdyby w tym programie znalazł się zapis, że każdemu artyście w Polsce należy się RENTA zawodowa. Dopiero wówczas wszystko nabrałoby sensu. Odszkodowanie od Państwa za bycie w tym kraju artystą to coś, co pozwalałoby nadal nim być na normalnym socjalno-kapitalistycznym poziomie.

Chyba że…. TA DAM!!! Chodzi o zupełnie coś innego, ładnie i koronkowo ukrytego w zamyśle Pana Zdrojewskiego. Wywołanie naturalnego popytu na sztukę, wychowanie pokolenia płatników biletów do teatrów, oper, filharmonii. Żeby wieszaków w szatniach zabrakło. Taki rój artystycznych duszek marzących o śpiewaniu, tańczeniu, graniu, które po skończonej robocie w korporacji kapitalistycznej będą topić swe niespełnione nadzieje podczas spektakli i koncertów.

A kto będzie zatem występował? No wiadomo kto. Pożal się Boże, Celebryci! Czyli jak zwykle misterny plan biznesowy na rżnięcie kasy od ludu. Tyle, że od ludu już wyprofilowanego. Będziemy teraz formatować, że to właśnie sztuka jedyna, największa, bardziej mojsza niż twojsza, bo najsza! Znam jedno przedszkole, gdzie wychowawczyni po wieczorowym kursie edukacji muzycznej każe klaskać dzieciom Rubika. A to tylko początek. O kurwa! Fajny plan…

Wojciech Wentura

Skomentuj

Zostaw komentarz, dziękujemy :-)