Wielu z was na pewno obiła się o uszy pogłoska o zakazie importu ziemniaka do Norwegii.

Najczęściej traktujemy tę informację jako jedną z norweskich ciekawostek. Warto zatem przyjrzeć się temu bliżej.

Na początek krótki rys historyczny. Do Europy ziemniak trafił z Ameryki Południowej, gdzie był uprawiany już przynajmniej 3000 lat temu.

Istnieją pewne dowody na to, że roślinę tę uprawiano tam nawet do 7000 lat temu. Ziemniak może być uprawiany na obszarach położonych bardzo wysoko w górach, między innymi dla tego był podstawowym składnikiem diety mieszkańców Ameryki Południowej.

W 1550 roku sprowadzony do Europy, a dokładnie do Hiszpanii przez Konkwistę rozprzestrzenił się na kolejne kraje Europejskie jak Włochy i Niemcy, a później do innych krajów.

Główną zaletą ziemniaka, jest wyjątkowo duża zawartość witaminy C, co było docenione przez hiszpańskich marynarzy, którzy podczas długich rejsów, borykali się z problemem szkorbutu. Początki kariery kartofla nie były łatwe. Głównie za przyczyną zielonych pędów tej rośliny, które są toksyczne, i to właśnie było przyczyną dużego sceptycyzmu, najbardziej w Irlandii.

Do Norwegii, ziemniak trafił jeszcze przed rokiem 1750.

Wielkim propagatorem tej rośliny w Norwegii, był Kapłan Herman Ruge, żyjący w latach 1706 do 1764 w Sildre. Był tak gorącym zwolennikiem ziemniaczanych upraw, że zyskał sobie miano „Ziemniaczanego kapłana” («potetprest»).

W 1840 roku, uprawa ziemniaka w Norwegii gwałtownie wzrosła, przyspieszona okresem głodu w 1810 roku, oraz użyciem skrobi do produkcji lukrecji.

W 1860 roku, zanotowano poważne spadki w produkcji ziemniaczanych bulw, głównie za sprawą bardzo konkurencyjnych cen ziemniaków z importu, a także z powodu zarazy atakującej ziemniaczane korzenie (choroba suchych korzeni). To właśnie sprawiło, że wprowadzono restrykcje dotyczące importu ziemniaków.

W dzisiejszych czasach, spożycie ziemniaka drastycznie spada, a jego miejsce zajmuje ryż i makaron.

Zapewne niebagatelnym czynnikiem, mającym wpływ na wzrost „spożycia” ziemniaka, może być fakt, iż jest on używany do produkcji spirytusu. Czyli magia kartofliska, wciąż żywa. Gdzie w tym felietonie miłość? Może wtrącę taką myśl, im więcej alkoholu tym więcej piękna w kobiecie. Są jeszcze inne sentencje dotyczące tego tematu, ale taktownie pominę je milczeniem.

Ja tam wolę whiskey, którą sobie właśnie nalewam do szklanki, wzbogacając ten niewątpliwie boski nektar, kropelką wody, której zadaniem jest rozbicie cząsteczek złotego płynu, i uwolnienie cudownych aromatów. Zatem na zdrowie kochani i niech moc będzie z nami.

Stavanger KaftanBlady, to strona którą stworzyłem by obłaskawić emigrację. Zamieszczane tutaj wiadomości, są wyłącznie żartobliwą interpretacją faktów, lub wręcz zupełnie wymyślone z potrzeby chwili. Natomiast, wszystkie opisy Norweskich atrakcji turystycznych, które zamieszczam na tej stronie, zawsze są prawdziwe. Jedynie legendy bądź historie do nich dodane, są znowu wyłącznie moim wymysłem.

Skomentuj

Skomentuj korzystając z FB, G+, Disqus lub tradycyjnego systemu komentarzy!