Historia stosowania ziół jako środków leczniczych znana jest już od czasów „człowieka pierwotnego”. Ten, szukając jadalnych roślin natrafiał też na takie, których nie dało się zjeść, lecz nieoczekiwanie goiły rany, przeczyszały, koiły.

Wiedza na temat tych roślin, z czasem zwanych ziołami przechodziła z pokolenia na pokolenie. Oczywiście człowiek dopatrywał się w działaniu ziół ingerencji bóstw, które w ten właśnie sposób pomagały choremu, ale również uwalniały od ziemskiego padołu – wszak doskonale wiemy, że konwalia potrafi pomóc, ale również zabić. Wszystko zależy od umiejętności warzącego ziele.

Wiara w boską ingerencję wiążę się też z celebracją i pozyskiwania konkretnego ziela i jego przygotowaniem. Najlepiej widać to na przykładzie mandragory, ale tym zajmiemy się kiedyś indziej.

Wraz z rozwojem nauki również podejście do ziół uległo zmianie. Stopniowo poznaliśmy ich właściwości, odrzucaliśmy towarzyszące im zabobony i na nowo odkrywaliśmy rośliny jako środki medyczne.

Już 2000 lat przed naszą erą opisano m.in. piołun, koper, nagietek, szafran, czy rumianek. Wytwarzano napary, roztwory, proszki, maści, powidła, a nawet czopki. Starożytny Egipt znał przeszło 800 recept ziołowych medykamentów na bazie jałowca, granatowca, czosnku, mięty, kolendry, jaskółczego ziela, maku, siemienia, aloesu, mirry, tataraku itp.

A potem? Potem Grecja, czyli żywiołowy rozwój medycyny zielarskiej, ale nie tylko. Dobroczynne działanie krwawnika, czy maku opisuje Homer w swym dziele „Iliada”.

To właśnie w Grecji pojawili się specjaliści, którzy zajmowali się nie tylko leczeniem, ale produkcją leków. Byli to „farmakopole”. Skądś znamy to określenie? A jakże!

Starożytna Grecja stanowiła burzliwy rozwój ziołolecznictwa, którego propagatorami byli np. Pitagoras, Hipokrates, Dioskurides, Pliniusz Starszy, czy Galen. W tym to okresie powstała również drakiew, czyli odtrutka przeciwko truciznom.

Spisano kronikę blisko 1000 roślin ze szczególnym opisem ich właściwości leczniczych oraz sposób przyrządzania z nich leku. Usystematyzowano sposoby leczenia, czyli jakie rośliny działają na poszczególne dolegliwości.

Średniowiecze nie zapisało się w chlubnych dziejach rozwoju ziołolecznictwa, lecz w jakiś sposób wpłynęło na naszą wiedzę medyczną w tym zakresie w znacznym stopniu dzięki Arabom, którzy wprowadzli do Europy aparaty destylacyjne, czy wprowadzili do nas środki pochodzące z krajów Bliskiego Wschodu oraz Orientu.

Powstają pierwsze ośrodki przyklasztorne specjalizujące się w ziołolecznictwie. Jednak widzimy, że średniowiecze jako takie nie rozwinęło naszej wiedzy i świadomości w tym zakresie.

Następujący po nim Renesans odpalił medyczną bombę. Pojawił się Paracelsus. Ale to już następnym razem.

[PS]

Skomentuj

Zostaw komentarz, dziękujemy :-)